poczuciowo potoruniowo

Kochana Babciu. Byłabyś ze mnie dumna. Wiesz z jak dużym trudem przychodzi mi słuchanie drugiej osoby, a tym bardziej wybaczanie. Jestem niezwykle pamiętliwy, zawistny i wybuchowy. Tym razem udało mi się utrzymać emocje na wodzy. Mój najlepszy przyjaciel, chłopak, który wie o mnie praktycznie wszystko podstawił mi nogę. Nie była to żadna forma "testu", żart czy jeden z jego dowcipów, nie. Widzisz Kochana, zauroczył się, spotkał, całował czy przytulał z ostatnim obiektem mojego zauroczenia. Tak, z "tą z Torunia". Wszystko to działo się pod moją nieobecność, nieświadomy siedziałem w szkole w czasie gdy oni fruwali razem pomiędzy obłokami amorów w Poznaniu. Widzisz, nie bolałoby to tak bardzo gdyby nie fakt, że dzień wcześniej Wojek, patrząc mi w oczy obiecał już nigdy z nią nie pisać, a tym bardziej w ogóle kiedykolwiek spotkać się. Jak mogłem mu nie wierzyć, zawsze był w stosunku do mnie lojalny, mówił mi o wszystkim. Wracając pociągiem do domu, każdy wspólny wyjazd odtwarzaliśmy (wspominając, śmiejąc się, rycząc) na nowo. Zaczynając od momentu kiedy się poznaliśmy- paląc fajkę wodną (bardziej piwną) na Bluszczu koło Focusa, imprezy u Neli, po późniejszy wyjazd do Poznania gdzie przyjęto mnie do agencji Gloss, przesiadywanie z Paulą i Piotrem nad mieniącą się wodą na Garbarach, urodziny Czyżola i Pauli w Bydgoszczy, wyjazd do Warszawy, itp, itp. Przeszliśmy razem szalenie wiele.
Widzisz, nie boli mnie, że zauroczył się w Andżelice, nie. Każdy człowiek ma serce, uczucia i ma do nich jak największe prawo. Jednak trzeba znać granicę kiedy pragnienie, łaknienie namiastkowego szczęścia (tzw. "sztuczne raje") zagraża potężnemu uczuciu przyjaźni. "-Wojtek, wiesz, że po tym co zrobisz Rafał nie będzie chciał Cię znać? -Tak, wiem." Pamiętam jak kiedyś powiedziałaś mi mądre słowa. Byłem mały, zupełnie inaczej je odbierałem. "Człowiekowi wolno wszystko oprócz krzywdzić drugiego człowieka".
Prawdą jest, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Cięszę się, że mam Beniamina, Paulę, Krzyśka i Czyżola. Gdyby nie oni pewnie siedziałbym teraz pod zimną ścianą i patrzył w podłogę. Oni uświadamiają mi, że życie jeszcze nie raz pokaże nam rogi. Drugim powodem, który sprawia, że w moim sercu robi się cieplej jest szczęście drugiego człowieka. Lubię patrzeć na zakochanych czy rozweselonych żarem miłości ludzi. Kochana Babciu, miło z Twojej strony, że mentalnie wspierasz i jesteś tu w środku ze mną. Nawet teraz kiedy patrzysz z drugiego końca pokoju. Cieszę się, że Andżelika i Wojtek spotkają się w niedzielę w Poznaniu, pewnie tęsknią za sobą- znam to uczucie, wiem jak odległość wpływa na relacje międzyludzkie. Wiem, że ich związek nie przetrwa długo, jednak ja (choć nie wiem czy powinienem) życzę im jak najlepiej.
Nie potrafię zbudować trwałego związku. Przyjaźni też nie. Spójrz, najpierw był Lisek. Niby wszystko ok, potem ciągłe sprzeczki, kontakt został urwany i teraz widujemy się tyle co w szkole czy na jednej wspólnej lekcji. Krycha- z nią łączyło mnie o wiele więcej. Rozumiała mnie pod każdym względem, z nią także wiele przeszedłem. Nasze trudne charaktery sprawiły, że po pewnym czasie staliśmy się sobie obojętni tak bardzo, że teraz nie mówimy sobie głupiego "cześć". Wojtek- chyba najbliższy mi przyjaciel spośród tych, których dotąd miałem. Szkoda no, kurczę szkoda. Nie wiem gdzie popełniłem błąd, moze za mało podkreślałem jak był dla mnie ważny. Może mam w sobie coś co odpycha ode mnie ludzi, a ja tego nie dostrzegam. Boli mnie głowa, popłakałem się, chyba idę spać.

Toruń - weekendove love

Dawno nie pisałem. Zacofałem się w relacjonowaniu na bieżąco wydarzeń dotyczących mojego życia. Mam duże braki... Nie wiem, być może wynika to z chwilowego zamknięcia się w sobie. Przeżywam. Wszystko zaczęło się od kiedy napisałem do pewnej Torunianki. Do pierwszej wymiany zdań doszło między nami na portalu maxmodels (22.11.2009). Później zaczęliśmy rozmawiać na Gadu- Gadu. Smsy do godziny 3:00 lub 4:00 nad ranem. Dawno nie czułem tak silnego zafascynowania drugą osobą. Minął tydzień, pojechałem do niej.
Odebrała mnie z dworca. Przyznam, że nie pamiętam jakie zrobiła na mnie wrażenie. Początkowo wydawało mi się, że na zdjęciach faktycznie wygląda lepiej. Oczywiście, nie powiedziałem tego głośno. Pojechaliśmy do niej, poznałem jej mamę. Przesympatyczna kobieta:) Posiedzieliśmy chwilę w domu: słuchaliśmy muzyki, rozmawialiśmy, oglądaliśmy coś na monitorze. Korzystając z okazji, że jej mama wyszła z mieszkania- przytuliłem ją. Zaczęliśmy się całować. Cały romantyzm prysnął kiedy usłyszeliśmy stukot kluczy w drzwiach. Usiadłem grzecznie na łóżku, a ona wróciła na obrotowe krzesło przy biurku. Zadzwonili jej znajomi, z którymi umówiliśmy się w Browarnej (pub, kawiarnia). Pochodziliśmy po starówce Torunia. Widziałem pomnik Mikołaja Kopernika!:) Poznałem najbliższe dla niej osoby, wspaniali. Już dawno zauważyłem, że każdy region Polski ma swoją, indywidualną mentalność. To takie niesamowite. Nadszedł wieczór. Wróciłem z nią i jej przyjaciółką (która również miała u niej nocować) do mieszkania. Około godziny 22:00 wyszliśmy z psem na spacer: do sklepu po alkohol i zapalić. Szeroką drogą, otoczeni z lewej i prawej strony drzewami, szliśmy za rękę. Poczułem się jak kiedyś. Najważniejszy, ważny. Moja dłoń trzymała jej dłoń. Poszliśmy na boisko, było zimno. Przytuliła mnie, położyła swoją nogę na moją. Spojrzała mi w oczy, pocałowaliśmy się. Oparłem głowę na jej ramieniu i słuchałem o czym mówi. Mówiła pięknie. Wróciliśmy do mieszkania. Piliśmy we trójkę Bolsa, rozmawialiśmy o wszystkim i o nimczym. Kiedy pijany wszedłem na biurko nie potrafiłem z niego zejść... W dodatku wpadłem w kaktusy- mam jeszcze ślady po kolcach:P Nie brakowało dobrego humoru... Reszta jutro, idę spać. Jo.

Warszawa- casting tokio

Pierwsza, nieprzespana noc, miała miejsce z soboty na niedzielę kiedy to swoją osobą zaszczycił nas Krzysztof (pisałem o tym 2 notatki wcześniej). Z niedzieli na poniedziałek miałem wyjechać do Warszawy na casting do agencji z Tokio, a brzmiało to mniej więcej tak.

NIEDZIELA 15.11.2009- Zielona Góra/Warszawa

Tradycyjnie przed 20:00 czekałem już na dworcu PKS na autokar do Warszawy. Jak zwykle podróż ciagnęła się w nieskończoność. Po dotarciu na miejsce, a było to o 6:00 rano dnia...

PONIEDZIAŁEK 16.11.2009- Warszawa

... Do godziny 9:00 (bo dopiero o tej otwierają Złote Tarasy) siedziałem na dworcu. Komunikat, który się bez przerwy przesuwał, zawiesił się w momencie: zyczymy milej podrozy ozy ozy. Pomyślałem, że to znak. Ok. 8:55 poszedłem w stronę wyżej wspomnianej Galerii. Pierwsze co zrobiłem to podłączyłem telefon, na godzinę, do ładowania w urządzeniu Changee. Chyba jeszcze nigdy nie miałem tylu zawodów aby skorzystać z odrobiny technologicznych nowości. Pomagali mi ochroniarze, z którymi dzwoniłem do biur obsługi- telefon włożony do ów magicznego urządzenia nie chciał się ładować^^ W oczekiwaniu na naładowanie baterii w moim mobile'u poszedłem do McDonalds. Zjadłem 2 pikantne kurczakoburgery, pochodziłem trochę po sklepach i wróciłem na parter po komórkę. Szczęśliwy z możliwości telefonowania i możliwości wysyłania smsów usiadłem na ławce. Czułem na sobie czyjś wzrok. Nagle dostałem fleszem od apaaratu po oczach. Jakieś 4 dziewczyny i chłopak zrobili mi zdjęcie. Na początku udawałem, że nie widzę, kiedy sytuacja powtórzyła się, zagadałem do nich.
Zakumplowałem się z nimi. Wygłupialiśmy się, przeprowadzono z nami wywiad, który można znaleźć na stronie WP. Spędziłem z nimi 3 godziny, do 14:00. Później spotkałem się ze Schizofranią i Morfinową Olą. Poszliśmy do Basi, umyłem sobie u niej włosy i ogólnie ogarnąłem przed pójściem do biura Mango na casting. Na miejscu konkursu byłem przed czasem, przed godziną 16:00. Spotkałem tam Andrzeja Basińskiego, Patrycję Lorek, a także poznałem wiele innych modelek i modeli. Generalnie wszystkie zdjęcia (i castingowe i polaroidy w Delta One) zakończyły się ok. 17:30. Pojechałem z Olą, Basią i Andrzejem na dworzec. Okazało się, że nie mam żadnego pociągu. Jedyne połączenie jakie mi znaleziono to wyjazd z Wawy o 19:05 i przyjazd do domu na 6:40. Byłem przerażony. Pojechałem tym pociągiem, bo co innego miałem zrobić. Pokonałem 2 przesiadki. 6h spędzone w nocy, na pustym dworcu w Zbąszynku, zapewne na długo pozostaną w mojej pamieci. Niewyspany dojechałem do Zielonej Góry. Był to...

WTOREK 17.11.2009- Zielona Góra

Umyłem się, spakowałem. Założyłem strój szkolny i pobiegłem na pierwszą lekcję- matematykę- sprawdzian. Sprawdzian, od którego zależało czy zdam. Zdałem. Udało mi się zakończyć edukację fizyki, chemii i ów matematyki bez egzaminów warunkowych. Nowy trymestr czas zacząć:)

zdjęcia z soboty


casting w warszawie- "tokio"

Dzisiaj wyjechał od nas Krzysiek- znakomity przyjaciel i fotograf. Jak ja mu zazdroszczę, że mieszka w Poznaniu. Po imprezowaniu u Wojtka, nie wiem jak pozostali, ale ja czuję się wczorajszy. Niby nic nie wypiłem, ale myśl, że od 20:10 czeka mnie całe 10h w autokarze do Wawy... Jadę tam w końcu walczyć o swoje cele i marzenia. Takie przerosty ambicji i samozaparcia nie zdarzają się codziennie. Biorę się w garść, nie garbię. Głowa do góry, oczy szeroko. Nie zaciskam ust, lekko zadarty mam nos. Prosty krok, przed siebie i do przodu.

my chemical romance

Bez pomocy osób o zdolnościach paramentalnych można osiągnąć równie wiele. Dzisiaj dowiedziałem się, że zdałem z chemii. Potrzebowałem 38 punktów do ukończenia kursu. Z wczorajszego sprawdzianu dostałem 39,5. Jestem taki szczęśliwy!:) W niedzielę wyjeżdżam do Warszawy. W poniedziałek mam zamiar obrócić swoje życie o 180 stopni:P

11 listopada

Nie wiem. Jest środa, jedensty listpada- Święto Narodowe. Nie ma ono dla mnie jakiegoś większego znaczenia, poza tym, że jest to dzień wolny. Dzień wolny w pełnym tego słowa znaczeniu- od rana, a jest już wieczór, lenię się jak tylko mogę. Nic nie robię, siedzę przy komputerze, a jutro... Jutro mam sprawdzian z chemii od którego zależy czy zdam. Jeśli nie, czekają mnie poprawki w sierpniu albo powtarzanie trymestru w trzeciej klasie (maturalnej). Przez cały dzień miałem się uczyć, tak naprawdę nie zrobiłem nic. Poprawka, zrobiłem: nic. Poza tym czeka na mnie zaległy sprawdzian z matematyki, dodatkowa dawka nerwów, bo z tego przedmiotu też jestem zagrożony.
Wczoraj dowiedziałem się, że w poniedziałek powinienem pokazać się w Warszawie. Jest casting do agencji z Tokio, skoro mi o tym napisano oznacza to, że mam jakieś szanse. Znów pojawiają się przeszkody: szkoła (projekt z angielskiego i wyjściówka z fizyki) no i oczywiście pieniądze- dlaczego bilety do Warszawy nie są za darmo. Nie wiem co robić, czy jechać. Moja bliska koleżanka z klasy, Paulina, powiedziała: "Teraz zaczynają się wybory..." Miała rację.

po zebraniu, sesyjnie

Po zebraniu stosunkowo na spokojnie. Zbliża się koniec trymestru... Wstyd, że tak słabo idzie mi z chemii i fizyki. Z matematyką jest dobrze, ale Pan musiał podać mnie jako osobę zagrożoną- wyjazd do Paryża sprawił, że nie napisałem sprawdzianu, a bez niego nie mógłbym być klasyfikowany. Przyszły tydzień będzie dla mnie masakrą. Sprawdziany z przedmiotów warunkujących moje zdanie, a ponadto "lektury" z języka polskiego, praca klasowa z matematyki. Szykują się nieprzespane noce z czekoladą i energy drinkiem.
Słucham miałczącej muzyki, a ona słucha miałczącego mnie. Robert Pattinson- Never Think (dość popularny ostatnimi czasy utwór). Jestem zmęczony, dzisiejszą sesję uważam za udaną. Smak zauroczenia poznaję na nowo- to niesamowite?:)*

zebranie szkolne

Zmęczony po szkole, głodny i brudny szykuję się na zebranie. Jestem zagrożony z matematyki, fizyki i chemii. Mam nadzieję, że mama nie będzie dramatyzowała tylko na spokojnie pozwoli mi porozmawiać z nauczycielami.

przemyślenia zbiorowe- podsumowujące

Nie dostałem drugiej szansy,
bo pierwszą zmarnowałem.
Nie wierzyłem w Twoją miłość,
kiedy Cię poznałem.
Po wielogodzinnych przemyśleniach, intensywniejszych niż dotychczas. Po napisaniu najtrudniejszych w życiu maili i najbardziej przykrych smsów. Po całokształcie Ciebie...
Zrozumiałem, że nie jest nam dane bycie razem (3.11.2009). Szkoda, że nie pozwoliłaś mi się wykazać, nie dostałem drugiej szansy. Rozumiem, że nie potrafiłaś mi już więcej zaufać, ale powinnaś wiedzieć, że mi można. Komu jak komu, ale mi... Nie wstydzę przyznać, że zrobiłem z siebie głupka starając się o Twoje ponowne względy: każdy nowy dzień, każda piosenka czy szelest lisci przypominały mi o Tobie. Pisałem, dzwoniłem, przyjeżdżałem. Od sierpnia nie potrafiłem zapomnieć, wyrzucić Cię z pamięci. Przewróciłaś mój świat do góry nogami. Pokazałaś drogi, których sam nigdy bym nie odkrył. Nauczyłaś jak dbać o związek. Tak naprawdę pokazałaś mi co to miłość. Dziękuję.
Nie kończ ze mną kontaktu, nie traktuj jak kogoś, któ stracił termin spożycia, ważności. Jestem tylko człowiekiem, ale chcę być traktowany z należytym mi szacunkiem. Pewnie nie raz o Tobie napiszę, powiem. Pomyślę. Jednak póki co układam sobie życie na nowo i nie są to puste słowa osoby zdeterminowanej, nie... Skupiam się na szkole, z większym powerem podchodzę do modelingu. Lekarstwem na miłość jest miłość. Układam sobie życie u boku innej. Jestem szczęśliwy. To chore, ale jestem szczęśliwy.

bydgoszcz: impreza Halloween

Dlaczego droga do szczęścia usłana jest tak dużą ilością przeszkód. Na boso stąpam po czerwonym dywanie, który tworzą płatki róż. Pod nim znajdują się ciernie, których nie zauważam. Gdy biegnę przed siebie, chcąc zostawić z tyłu przeszłość, moje stopy krwawią. Wspomnienia wracają i. Serce.

PIĄTEK 30.10.2009- Zielona Góra/Bydgoszcz

Przyjechałem do Bydgoszczy. Byłem tam ok. 19:50. Z dworca odebrał mnie Piotr. Poszliśmy w kierunku Multikina gdzie umówiliśmy się z Paulą i Moniką. Póżniej całą czwórką udaliśmy się do pubu. Pomimo iż była to impreza Halloween nikt nie był przebrany. Dobra zabawa, poznałem kilka fajnych osób. W domu, spałem u Czyżola, byliśmy ok. 4:00 nad ranem. Zmęczeni, wytańczeni, szybko poszliśmy spać.

SOBOTA 31.10.2009- Bydgoszcz/Poznań/Zielona Góra

12:35- pociąg do domu. A konkretniej do Poznania, ponieważ stamtąd miałem 2h na przesiadkę. Spotkałem się Krzyśkiem i Wojtasem. O 17:45 pożegnaliśmy z Wojtkiem Krzyśka i odjechaliśmy w stronę naszej Zielonej Góry.
Dawno nie napisałem tak pustej notki. Przepraszam.

jutro: ucieczka- Bydgoszcz!

Wczoraj wróciłem z Paryża, dzisiaj ledwo co z Warszawy (wstając rano, w mieszkaniu Mango Models- zaspałbym na pociąg!). Jutro do Bydgoszczy, impreza Halloween się szykuje. Pomysł stworzony kilka h temu, jak zwykle na spontanie. Nie mogę się doczekać. O 14:00 pociąg więc ok. 13:30 Wojtek zabierze mnie samochodem ze szkoły. Jestem głupi i wiem, że nie powinienem opuszczać lekcji, ale... Mi chyba też należy się coś od życia. Potrzebuję rozluźnienia- powiedział chłopak świeżo upieczony po paryskich salonach.

paryż

PONIEDZIAŁEK 26.10.2009- Zielona Góra/Warszawa

Zielona Góra, godz. 18:00. Zdenerwowany irytującym zachowaniem (wynikającym z zazdrości) młodszego rodzeństwa- miałem zły humor. Napisałem do ojca sms'a: "Tato, dasz mi jakieś euro na wyjazd?" Po kilku minutach przyszedł mój rodziciel, który nakrzyczał na mnie mówiąc: "Co ty sobie wyobrażasz?! Myślisz, że będę dawał ci pieniądze kiedy ty piśniesz? Skąd ja mam wiedzieć gdzie ty jesteś i czy wyjeżdżasz kiedy nie dajesz znaku życia! Myślałem, że już dawno wyjechałeś!" Wziął mój numer konta bankowego, przelał 100 zł. Ok. 18:15 do domu przyszła mama. Wchodząc minęła się z ojcem, który wyprowadził ją z równowagi. Swoją złość wyładowała na mnie, nie wytrzymałem psychicznie, poryczałem się.
Poszedłem na PKS po bilet do Wawy, a zaraz po tym do Wojtka, który obiecał mi wydrukować papiery potrzebne na lot do Paryża. Wróciłem do domu. O 19:30 Pima odwiozła mnie na autokar do Warszawy, którego odjazd planowany był na 20:10. Nie mogła ze mną poczekać- zepsuł jej się bagażnik. O 20:00 przyjechał Wojtek. Śmieszne, pomyślałem, zanim jeszcze przyjechał oczywiście, że jeśli spotkam go jeszcze przed odjazdem to znak od Boga, że wciąż będzie moim najlepszym przyjacielem. Tak też się stało.
Wszedłem do autokaru, w radio mówiono o uzależnieniu Polaków od kawy i facebooka. Podróż minęła szybko, o 5:30 nad ranem byłem na Okęciu...

WTOREK 27.10.2009- Warszawa/Paryż


Wysiadłem z autokaru. Pobiegłem szybko w kierunku wejścia na terminal, paliłem papierosa kiedy zadzwonił do mnie fotograf Hubert. Pospieszał mnie, nie wiedział czy odprawa planowana jest na 5:35 czy na 6:35. Jak się potem okazało prawidłowym był wariant drugi. Długo czekaliśmy na samolot.
W Paryżu byliśmy ok. 9:30. Bardzo dużo czasu zajęło nam odnalezienie naszej lini autobusowej i droga w kierunku centrum miasta gdzie czekała na nas zaprzyjaźniona modelka- Agnieszka Banach. To u niej gościliśmy przez 2 dni spędzone we Francji
RESZTĘ DOPISZĘ- JAK BYŁO IN PARIS ITEPE.

zdruzgotany

Biegam po domu, brat mnie wyprowadził z równowagi po czym wyszedł z domu. Przyszedł ojciec, który wkur*ił mnie na maksa. Mama dobiła. Siedzę i ryczę. O 20:10 mam PKS do Wawy, a o 7:05 samolot do Paryża.

testy: mango models



the craziest weekend ever!

Wszystkie plany odnośnie weekendu, opisane w poprzednim wpisie, uważam za zrealizowane. Udało się.

PIĄTEK 23.10.2009- Zielona Góra/Warszawa

Po szkole pobiegłem do domu. Wszystkie swoje zdjęcia nagrałem na płytę, którą obiecałem dać w Warszawie Hubertowi. Z mało obszernym bagażem i rozpisanym harmonogramem weekendu poszedłem na dworzec PKS. Nikt mnie nie odprowadził, ani nie pożegnał. Co prawdę mama chciała to zrobić, ale nie potrafiłem zawracać jej tym głowy widząc, że gdzieś się spieszy, wychodzi. W duszy liczyłem na Wojtka, niestety.
Z Zielonej Góry wyjechałem o 20:10. Słuchając smutnych utworów i oczekując postoju, pierwsze dwie godziny trwały dla mnie wieczność. Później coś zjadłem, poczytałem książkę z j. angielskiego, pospałem. Odżywałem, przebudzałem się w czasie postojów kiedy można było wyjść na świeże powietrzem rozprosyować nogi, zapalić. Mam dość L&M'ów mentolowych. Po 10 h drogi dojechałem do Warszawy Centralnej...

SOBOTA 24.10.2009- Warszawa/Bydgoszcz

W stolicy byłem ok. 6:10 nad ranem. Na dworze było jeszce ciemno. Po opuszczeniu autokaru pierwsze co zrobiłem to udałem się do toalety (2 zł) ażeby m. in. założyć szkła kontaktowe. O 8:10 na przystanek pod hotelem Marriot (na wprost dworca) przyjechał po mnie fotograf Hubert. Nie znam się na samochodach, ale Audi A6 robi wrażenie. Pojechaliśmy zatankować auto, a następnie do mieszkania Huberta. W mgnieniu oka dołączył do nas fryzjer i wizażystka. Stylistki nie było, jedynie kilka dni wcześniej zostawiła dla mnie ciuchy. Przyszła również bardzo dobra modelka Karolina, z którą zrobiono mi kilka fantastycznych ujęć. Potem pojechaliśmy do studio Delta One gdzie uwaga skupiona była już tylko na mnie. 4 stylizacje, każda inna. Ze zdjęć jestem szalenie zadowolony. Skończyła się sesja, każdemu z osobna serdecznie podziękowałem. Hubert odwiózł mnie pod Złote Tarasy.
Poszedłem zapalić przed wejście do Hali Głównej dworca. Obok mnie stał Tomek Makowiecki. Jak przyształo na rodowitego 'wieśniaka' cieszyłem się od ucha do ucha. Szwędałem się, po 1 h przyszła do mnie Morfinowa Ola. Odwiedziliśmy chorą Schizo Franię, oddałem jej pendrive, a ona mi piżamę. Zamieniliśmy dosłownie 3 słowa po czym wróciłem z Olą na dworzec, było mało czasu.
Na szczęście zdążyłem. O 17:05 wyjechałem do Bydgoszczy, a na miejscu byłem o 21:00. W pociągu poznałem wspaniałą dziewczynę. Rozładował jej się telefon. Pożyczyłem swój. Zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziała mi o sobie, kim jest, czym się zajmuje (jak się okazało pani policjantka z Warszawy). Generalnie, niesamowita osoba. Bojąc się, że owej nocy nie wpuszczą mnie bez dowodu do pubu, podniosła mnie na duchu mówiąc, że wyglądam na lat 22.
Z dworca odebrała mnie Paula, nie wierzyłem, że ją widzę, przytulam. Najpierw przeszliśmy się wzdłuż ul. Dworcowej (szukaliśmy miejsca gdzie mógłbym się odlać- znaleźliśmy). Nie będąc pewnymi czy zostanę wpuszczony do klubu, udaliśmy się z Paulą w jego kierunku...
Ochroniarz nic nie powiedział- wpuścił mnie bez pytania o dowód! Oddałem kurtkę i torby do szatni po czym poszliśmy na górę, kierując się w stronę baru i parkietu. W przeciągu 30 min stałem się jedną z atrakcji wieczoru, w życiu nie pomyślałbym, że dzięki FOTOBLOGOWI można być tak bardzo rozpoznawanym! Tyle miłych słów, komplementów i pytań... Być może głupio to zabrzmi, ale poczułem się potrzebny. Podziękowania dla całej sali, która zaśpiewała dla mnie "Sto Lat" z okazji imienin. Niesamowite uczucie.
Ona też tam była. Zrezygnowała z imprezy rodzinnej żeby do nas przyjść. Nie wiedziałem co robić, jak się zachowywać. Z jednej strony chciałem wzbudzić w niej zazdrość olewając i nie zwracając zupełnie na nią uwagi. Z drugiej zaś pragnąłem rozmowy. Postawiłem na wariant drugi i... Nie żałuję. Nie żałuję ani sekundy rozmowy, żadnego spojrzenia czy uśmiechu. Jak dobrze było znów patrzeć na Ciebie w półcieniu, powspominać 8nastkę Marty czy wrzucenie Twojej szczotki do wody (na Garbarach). Uświadomiłem sobie tak wiele ważnych rzeczy. Od naszego ostatniego spotkania bardzo się zmieniłaś. Żałuję, że to właśnie teraz nie poznaliśmy się po raz pierwszy.
Po imprezie, która trwała godzinę dłużej- zmiana czasu- pojechaliśmy z Paulą w stronę jej domu. Niestety, nie mogliśmy u niej spać- mama. Minęliśmy blok kierując się w stronę działek, w stronę altanki. Warunki typowo polowe. Zimno, nie było prądu, a wody mięliśmy góra 5 l w jakimś starym baniaku. Przy zapalonych podgrzewaczach (świeczkach), pijąc gorącą herbatę, paląc L&M'y czerwone i słuchając Mon Essentiel przykryci starymi kocami... Czytałem jej moje wiersze. Owiany nutą magii i refleksji, rozdarty wewnątrz zasnąłem. Obudziliśmy się ok. 9:30...

NIEDZIELA 25.10.2009- Bydgoszcz/Poznań/Zielona Góra

9:30, powolne wstawanie z łóżka, dyskomfort spowodowany niedostępem do prysznica lub wanny. Ogarnęliśmy się trochę, po czym zadzwonił telefon. Mama Pauli kazała wracać jej do domu. Paula odprowadziła mnie na przystanek, pożegnaliśmy się, a ja pojechałem autobusem 94 w stronę dworca.
To samo miejsce, ten murek, budka telefoniczna, a na wprost wielki szyld "Bydgoszcz wita!". Po raz kolejny nie potrafiłem opanować emocji, czekając samotnie na PKP łzy same napływały mi do oczu. Wstydziłem się tego, bardzo. Podszedł do mnie jakiś biedy człowiek, którego na 'dzień dobry' przywitałem chamską odzywką: "nie, nie dam panu papierosa". Spojrzał na mnie i powiedział, że jest głodny. Dałem mu pierniki, podziękował mi. Poczułem, że właśnie zrobiłem dobry uczynek. Po chwili przyjechała Paula, która okłamała mamę, że idzie do kościoła.
Pożegnaliśmy się, odjechałem. Długo chwytałem wzrokiem poszczególne elementy miasta Bydgoszcz. Nie lubię pożegnań, bardzo nie lubię.
W Poznaniu spotkałem się z Krzyśkiem, pośmialiśmy się, pogadaliśmy. Czas minął niezwykle szybko, w mgnieniu oka znalazłem się w pociągu do Zielonej Góry, do domu.
Pragnąc zgubić marzenia,
Coraz intensywniej się w nie zagłębiał.
Kochał, kochał, kochał.
Nie był pewien czy postępuje słusznie.
Jego ulubionym kolorem był błękit, ale życie postrzegał przez pryzmat refleksji sepii.
Nie potrafił ukrywać emocji.
Nigdy nie zdażyło mu się nie płakać podczas oczekiwań na bydgoskim dworcu głównym.
Oczekiwań na pociąg do domu, ale też przede wszystkim
na miłość.

zakręcony weekend

Jest piątek 23.10.2009. Siedzę w domu. Za 4 godziny, a konkretniej o 20:10 mam PKS do Warszawy. W stolicy będę jutro (w sobotę 24.10.2009) o 6:10 rano. O 9:00 jestem umówiony z fotografem Hubertem, na pierwsze zdjęcia do mojego profesjonalnego portfolio. Po skończonej sesji biegnę na Dworzec Centralny. Stamtąd, o godzinie 17:05 jadę do Bydgoszczy. Na miejscu jestem ok. 20:52. Następnego dnia, w niedzielę 25.10.2009, o 13:19, wracam do domu, pociąg do Zielonej Góry. A to wszystko na spontanie, jestem niemożliwy.

zmęczony szkołą

W przypływach rozsądku ganię siebie za tę miłość. Miłość jednostonną. Jestem nieprzeciętnym, niejednoznacznym bohaterem literackim. Przesiaduję w celi więzienia bez ścian. W moim przypadku nie można mówić o odosobnieniu fizycznym, to psychicznie czuję się samotny. W nieustannym konflikcie z całym otoczeniem. Zmęczony oczekiwaniami ogółu.
Godziny spędzone w szkole były dla mnie męczarnią. Gmach placówki edukacji przywitałem ok. 7:00- czekała na mnie odpowiedź z angielskiego (13/20). Włoski, na którym tak naprawdę się przebudziłem. Matematyka, minus 3 pkt- brak zadania domowego. Biologia- sprawdzian- "proszę Pani, a dlaczego inne klasy miały test ABC, a my mamy zadania otwarte?", "Bo tak, bo oni pisali w terminie." Geografia. W-f: jakieś tandetne podciąganie się na drążku. Język polski i omawianie "Lalki", oczywiście, tematyka opiewa się na M I Ł O ś Ci (uczuciu Wokulskiego do Izabeli). Angielski i śpiewanie piosenki "Imagine" John'a Lennon'a. Chemia- kartkówka. Okno- godzina wolnego. Dwugodzinna praca z polskiego. Nareszcie jestem w domu.

cierpliwości już nie znajdę?

Myślałem, że jakoś szczególnie będę ubolewał nad utratą najlepszego przyjaciela. Albo jestem zimnym draniem albo po prostu nigdy nie czułem się dla niego ważny. On też nie odczuwa braku mnie, jego statusy na komunikatorze Gadu- Gadu są pogodne, podobnie na facebooku. Przykro, że olewa i nie potrafi odpisać, ale czego ja oczekuję. Za 8 dni wylatuję do Paryża, nie mogę się doczekać.
Dziś zaspałem na język włoski, fakt ten sprawił, że z góry przewidziałem jak potoczy się dzień. Pierwsza lekcja: matematyka. Pan zabrał mi telefon, bo oczywiście kiedy moja motorola zaczęła wibrować w klasie była absolutna cisza. Dzięki Paula, dzięki. Kocham Twoje smsy, wiesz jak wyczuć moment^^:* Niesamowita była dzisiejsza lekcja historii, wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Nieważne.
"Patrząc Ci w oczy dłonią dotykam tyłu Twojej głowy. Myślimy o przyszłości, o nas. Nasze pociągi jadą w przeciwne strony. Obydwa po torach przeszkód. Mój do Zielonej Góry, Twój do Bydgoszczy. Po pierwszym spotkaniu wątpiłem. Myślałem, że Ci się nie spodobam, na zdjęciach wyglądam lepiej. Na fotografiach nie widać mojego chamstwa i arogancji. Myliłem się, oczarowałem Cię sobą. Żałuję. Nigdy nie usłyszałem słowa kocham na żywo."
Chyba zostanę w przekonaniu, że na każdym kroku spotyka mnie rozczarowanie. "Biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką"- cytat z "Lalki". Słowa, gesty, uśmiech, zapach, każdy dźwięk przypomina mi Ciebie. Fragment zapisków z lekcji języka polskiego: "Miłość, która rodzi ogromne cierpienie. Idealizuje, apoteozuje, sakralizuje obiekt uczuć. Miłość od pierwszego wejrzenia, która zmienia życie; nadziemskie zamyślenia. Platonicznie- przed urodzeniem naznaczone mi było zejść się z panią. Daj duszy cel i cel duszy wyprorokuj. Między dwoma wykluczającymi się sprawami." Wokulski + Izabela = W.N.M.

basenowo, szarlotkowo, galeriankowo: beniaminowo


Fotografia z wczorajszej sesji. Mega było, po prostu i najzwyklej w świecie pisząc- mega. Choć przez chwilę mogłem zapomnieć o osamotnieniu, w które sam się wprawiam. Zresztą dzisiejszy dzień nie był gorszy, bo to był...
Cudowny dzień. O 14:00 wyszedłem na opustoszałe, zielonogórskie śródmieście w celu wykonania kilku fotografii. Niestety, moją inwencję twórczą zaburzył prześladujący mnie deszcz. Wróciłem do domu na obiad. Jadłem w pośpiechu, bo o 15:30 mieliśmy jechać z Beniaminem na basen (do Novity). Tak też się stało:-) Bardzo niemiła pani szatniarka, która na moje pytanie "a na ile lat kolega wygląda żeby pokazaywał legitymację?" odpowiedziała "nieważne co ja myślę!". Później, w Focusie, dołączyła do nas Nelka, której od wieków nie widziałem! Całą trójką poszwędaliśmy się chwilę, najpierw koło Regionalnego Centrum Animacji i Kultury, potem w stronę starówki. Byliśmy w kawiarni Elizabeth, jestem oczarowany lodami o smaku wiśni i szarolotki. Tak minął praktycznie cały dzień. Dziękuję Wam!:-D
Przeżyłem traumę odrzucenia, wiec co mnie nie zabije to wzmocni. Między młotem, a kowadłem. Dawniej wiele ludzi "cieszyło się swoimi ciałami". Teraz odżywają postkolonialne ciągoty, no tak- trzeba odrzucić zachodnią mentalność- tam posuwanie jest bez poczucia winy jak powiedział jeden z aktorów filmu "2 Dni W Paryżu". Teoria małego świata w Twoim życiu seksualnym jest prawdziwa. Bałaś się przede mną otworzyć, zdobyć na maksymalną szczerość. Robiąc pod koniec bilans życia co w nim uwzględnisz? Zarobki?
Jutro do szkoły. Prawdę mówiąc cieszę się, brakuje mi adrenaliny ściągania na sprawdzianach czy przepisywania zadań domowych 2 min przed lekcją. Żyję myślą, że już niedługo wakacje:)

ciebie też usunąłem

Mam coś z garem. Usuwam ludzi jak pionki w grze po czym wszystko co mnie zewsząd otacza przypomina mi o ów osobach. Piszę do nich, dzwonię, a oni mają mnie w dupie. Potem dowiaduję się, że zraniono mnie jeszcze bardziej. Nowe fakty, informacje: nie wiadomo komu wierzyć. Czuję się jak mały chłopiec, który zgubił się rodzicom na dworcu centralnym w Warszawie.
Trudno jest żyć samotnie. Nie trzymać się z żadną grupą społeczeństwa- często grać solo. Będzie musiało mi to wejść w nawyk, zwłaszcza teraz gdy nie mam już najlepszego przyjaciela Wojtka. Czy też nawiązując do sytuacji sprzed roku gdy najbliższa była mi Krycha.
Wiem, że sam sobie komplikuję życie. Moje wady to zawiść, zazdrość i niezwykła pamięć do rzeczy złych, bo o dobrych uczynkach szybko zapominam. Pamiętliwa, zawistna bestia.
Nie miewam myśli samobójczych, z tego chyba się wyrasta. Mam zbyt duży przerost ambicji i zbyt wiele planów by kierować się ku śmierci. Lubię się truć, zabijać od wewnątrz (czy psychicznie), ale uśmiercić raczej bym nie chciał. Aż tak odważny i zdolny nie jestem. Edit: To straszne, że z niektórymi osobami nie będziemy mieli kontaktu takiego jak kiedyś. Ta myśl nie daje mi spokoju.

o 10:00 otwierają OTL!

Wstałem ok. 9:30. Ok 10:00 poszedłem po płaszcz, później narodziła się idea do spotkania z Beniem, którego nie widziałem od wieków. Pojechałem do studia fotograficznego gdzie miło minęły 4h. Teraz siedzę w domu zajadając się mlekiem i płatkami czekoladowymi. Nie wiem jak poprosić tatę o pieniądze na upatrzone w h&m spodnie. O 17:00 do teatru na występy mojego ukochanego Lubuskiego Zespołu Pieśni i Tańca. Ciekawy dzień:)

nie pół, a ból: ból serca, ból duszy


Mam idealnie uczesane włosy, założyłem ulubiony sweter w pasy. Na mojej twarzy nie widać pryszczy, idealnie gładka cera. Świecące oczy podkreślone działaniem płynu do soczewek. Może to nieskromne, ale wizualnie prezentuję się jako ideał. Dlaczego mam kłamać? Dziś wieczór wyjątkowo podobam się samemu sobie. Zazwyczaj jestem krytyczny, nie potrzebuję zaprzeczeń co do moich kompleksów. Kłamię, potrzebuję. Jestem niedowartościowany.
Słucham smutnych utworów. Patriota, nie jestem z tych, którzy wstydzą się polskiej muzyki. Nie muszę udawać czego słucham, pod tym względem nie jestem pozerem. W głośnikach naprzemian Kasia Kowalska- Dlaczego nie i Steczkowska Justyna- Wracam do domu. Kiedy siedziałem na strychu paląc papierosa, drugi raz, odkąd pamiętam, nie lewitowały wokół mnie stare zeszyty, książki z podstawówki czy pojedyncze gwoździe, które zostały po tacie. Chyba kiedy czuję się samotny cały mój urok pryska, wygląd nie ma znaczenia, a magia nie istnieje.
Nie mam komu powiedzieć jak bardzo się boję. Boję o swoją przyszłość, o miłość, której smaku nie pamiętam. Uciekam się w reflekcje, które niekorzystnie wpływają na moja siłę. Chciałbym wprawiać ludzi o radość i zadowolenie. Motywować, pokazywać, że słowo "marzenia" powstało po to by je spełniać. Mam "wolną chatę", co mi po tym skoro wiem, że nie przyjdziesz. Piosenka: Isa- Raz Jeszcze. "Pół serca, pół duszy. Godziny zadumy. Twe ślady, zapach Twój. Na każdym kroku. Oślepłem od wspomnień. Milczę, już nawet się nie bronię. Bo to, co czuję zabić nie mogę."

wolny piątek

Pomarańcz wpadający w zieleń sygnalizuje skłonność do wybuchów, irytacji, a nawet agresji. Takie połączenie barw występuje w aurze ludzi próżnych. Energochłonny.
Nie byłem dziś w szkole, pan dyrektor zrobił nam prezent i piątek, który jeszcze przez 10 godzin nazywał będę "dzisiaj" jest wolny. Po krótce: dzisiaj mam wolne.
Siedzę w szlafroku, na nosie mam moje ukochane okulary Paco Rabanne. Nie mam siły szukać soczewek, nie mam siły na nic. Słucham: Nelly Furtado - Crazy, co 5 sekund odświeżam takie strony jak photoblog, maxmodels czy nasza-klasa. Nudzę się, nie mam co robić. Nie mam z kim wyjść na dwór, dla kogo dobrze wyglądać. Podobno lubię robić z siebie ofiarę, pewnie coś w tym jest.

friend from after party


Zangielszczony dzień, bardzo takich mało. Mam ochotę rozmawiać po amerykańsku, rzuć gumę i czytać książkę. Rysować, pisać, skreślać, bazgrolić, śpiewać, rymować, pierdolić. Pokłóciłem się z Wojtkiem, wychodzi na to, że nie mam już najlepszego przyjaciela. Nie pierwszy raz. Psuło się od dawna, ale ostatnie dni dały szerokie pola zastanowienia nad wartością tej znajomości. Przepraszam, dłużej tak nie potrafię. Wiatr wieje, deszcz pada. Lasy płoną, słońce zachodzi, a ludzie się zmieniają. Mam nauczkę na przyszłość. Wtrącając do tego: prawda, że najlepiej uczymy się na własnym przykładzie. Oj bogatym ja w wiedzę praktyczną, bogatym. Jeśli kiedykolwiek znów zdaży się, że będę miał najbliższą osobę, nie pozwolę żeby poznawała ona moich znajomych. Nie będę zabierał jej na moje wyjazdy. Dzisiejsza lekcja języka polskiego- jak zwykle magiczna. "Ciemności życia mi rozświetlała swoim uśmiechem." A ona igrała jego uczuciami. Zacząłem funkcjonować, konflikt z otaczającym mnie światem (rzeczywistością, marzeniami i społeczeństwem) zacząłem akceptować. Przykładam się do nauki i jestem zadowolony ze swoich dotychczasowych punktów (odpowiednik Waszych ocen). Jedyne ludzkie pragnienia, które teraz zaśmiecają mój umysł to szklanka polskiej, czystej i dziewczyna, przy której czułbym się naprawdę szczęśliwym facetem.

strumpet

Wtorek, trzynastego października 2009. Poranek rozpocząłem od wstania z łóżka. Facebook poinformował mnie, że w dniu dzisiejszym procent mojego szczęścia wynosił będzie 35/100.

Godziny lekcyjne dłużyły się, jak zwykle. Cały czas mam stan podgorączkowy, katar, chrypę. Czuję się ospały i ciągle zmęczony. Do tego dochodzi depresja, lekarstwa otumaniające. Nie mam siły chodzić, mówić. O uśmiechu nie wspominam.

Od dwóch lat swoje krótkie, "przepełnione optymizmem", życie dzielę na poszczególne etapy. Mam już za sobą, np. "Orgazm w stylu retrO" (fascynacja latami '60), "Śmiech na pogrzebiE" (chamstwo, podejście z dystansem do otaczającego świata), "OdwykowO" (nieważne), "Hawajskie słońcE" (tonąca pod wodami morza nadzieja- lęk przed nie zaliczeniem matematyki), "Blue princE" (modeling, ciekawsze i odwrócone o 180 stopni życie)... Teraz przyszedł czas na "Bydgoszcz ruchajewO". Miejsce, które obecnie kojarzę jako dolinę rozpusty. Oczywiście bez obrazy dla obywateli tego jakże magicznego miasta, bo do 99,9% nic nie mam. Miasto, które w okresie 1.05- 1.08.2009 było mi praktycznie najbliższe ze względu na zostawione tam serce. To takie preromantyczne, przez cały okres uczucia, nieświadomie zakochany byłem w prostytutce. Jest z Bydgoszczy, stąd właśnie nowy tytuł działu w moim życiu.

Przesadziłem? Nie, nie wydaje mi się... Przecież jestem człowiekiem, mam prawo do wolnego wyrażania myśli. Nie jestem ideałem, często działam, piszę impulsywnie. Nie robię tego na pokaz jak może się niektórym wydawać, nie. Notowanie potoku czy pożogi myśli jest dla mnie swojego rodzaju odreagowaniem po np. ciężkim psychicznie (w tym refleksyjnie) dniu. Wiem, że mogę zranić tym wiele osób, ale... Czy mnie nie zraniono? "Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale największą jest zabić miłość (-Bolesław Prus Lalka)."

Co tak bardzo boli, że roszczę sobie prawo do nazywania cię prostytutką? Nasze rozstanie, które jak sama powiedziałaś "było tylko formalnością" miało miejsce 1.08.2009. Dzień później zobaczyłem w Twoim statusie na komunikatorze Gadu-Gadu literę "J". Po miesiącu dowiedziałem się, że ma na imię Jacek.

Po Twojej stronie, zawsze. Na każdym kroku mówiono mi, że jesteś lekkich obyczajów. Napotykałem się z wieloma negatywnymi opiniami na Twój temat, pokazywałem pazur, broniłem najlepiej jak tylko potrafiłem. Mówiłem, że to nie prawda, że nie szukasz chłopaków "na raz", nie chcesz czerpać z nich korzyści materialnych. Przez przeciwstawienie się opiniom, kilka osób po dziś dzień ma do mnie żal, że nie potwierdzałem i nie dzieliłem wtedy z nimi ich racji. Pieniądze... Pamiętasz może nasz wspólny wyjazd do Warszawy? Tak, ze mną tam byłaś, ze mną. Nie chciałem tam jechać, nie miałem pieniędzy, a mama, jak zwykle, nieprzychylna była do moich wojaży. Przekonałaś mnie, powiedziałaś, że stawiasz bilety na pociąg, a ja będę mógł oddać kasę jak będę ją miał, "ale to niekonieczne". Sumienie nakazywało mi jednak zwrócić co zostało pobrane. Zapłaciłem Ci 100 zł, byłem winien jeszcze jakieś 70. Oddałbym Ci je w czasie pierwszego przelewu, wiesz czemu tego nie zrobiłem? Chciałem sprawdzić czy po naszym rozstaniu utrzymujesz ze mną kontakt, bo jesteś dobrym człowiekiem czy chodzi tylko pieniądze. Chodziło o pieniądze.

Lekkie obyczaje. Nie będę wytykał z kim byłaś. Nie potrafię do tylu liczyć. Jestem głupcem mając do Ciebie jeszcze jakiś tam sentyment. Odegrałaś w końcu bardzo ważną rolę w moim życiu... Bądź szczęśliwa nie raniąc przy tym innych. "Chodź, przytul, przebacz. Mon essentiel Aczy!"

wielokropek

Przecież nie sztuką jest rzucić zaklęcie miłości. Bylibyśmy razem, szczęśliwi, ale byłoby to sztuczne. Wciąż kochałbym Cię całym sercem, ale Ty mnie nieświadomie, nie znając powodu uczucia.

chwilowo obecnowo

Chyba rzeczywiście wszystko czego się dotknę psuję. Taka gorsza wersja demo króla Midasa, ja zamieniam w kał, a nie złoto. Przyjaźni nie doceniam, miłość olewam. Chciałbym się zmienić, ale nie potrafię. Jestem bardzo egocentryczny co prowadzi do sporów między mną, a światem.

Gdyby rozum pracował intensywniej, a serce mu w tym pomagało. Pociąg się nie spóźnił. U osoby, którą teraz kochasz przy narodzinach stwierdzono zgon. Gdyby nie dzieliło nas 291 km i charaktery. Pieniądze nas nie pokłóciły, a pasja nie była rywalizacją. Gdybym nie był tak zazdrosny i uprzedzony do Twojego "alkoholizmu". Gdybym był przystojniejszy, lepiej się ubierał i miał ciekawsze poczucie humoru. Gdyby... Może wtedy jeszcze bylibyśmy razem.

Właśnie dostałem zdjęcia z osiemnastki Marty ("to jest dom prywatny").

weekendowe wypociny z dupy- sranie

Bo mam potrzebę wyżalenia i wyrzucenia z siebie. Podobne uczucie do srania, whatever. To taki dziwny feeling kiedy najbliższy nam człowiek oczarowuje się osobą, którą dotąd tylko my znaliśmy. W naszym znajomym. Poświęca mu dużo więcej czasu i uwagi. Czujemy się trochę jak guma do żucia, co nie? Jak zużyta prezerwatywa, papierek po cukierku, rolka od papieru toaletowego, wypalony papieros. Wyolbrzymiam, ale coś w tym jest. Niby nasze olewatorskie, hipisowskie i zasadnicze podejście z dystansem do sytuacji sprawia, że tego nie widać, ale w środku ciężko nam pogodzić się, że nigdy TO MY nie będziemy najważniejsi.

Że jak to do hcuja punka możliwe, że dla przyjaciela znajomy jest ważniejszy. W ogóle nie wiem czemu piszę w liczbie mnogiej. W takich momentach odechciewa się maksymy "twoi przyjaciele są moimi porzyjaciółmi". W takich momentach odechciewa się w ogóle mieszkać w zapleśniałym mieście gdzie chcąc nie chcąc trafimy na ów najbliższą osobę, na którą nawet jeśli udajemy, że jesteśmy obrażeni, odbrazić się musimy. Jeszcze tylko dwa lata Rafi.

Czasem niefajnie, że z piątku na sobotę idziesz raz wa bank.

sobotnie lenistwo

Weekend, nareszcie:) Jak miło obudzić się o 9:00 z myślą, że mamy sobotę. Z myślą, że nie trzeba było ponad dwie godziny temu wstać i przywdziać na siebie lodowatą marynarkę, która robi za mundur szkolny. Brak planów na dziś, Wojtek się do mnie nie odzywa, a ja nie mam zamiaru pierwszy wyciągać ręki, jak zwykle. Słucham Killersów- Spaceman i piosenki z Dirty Dancing- Do you love me. Dawno nie byłem "na zdjęciach", mam duże braki, ale to nie znaczy, że osiadłem na laurach. W czwartek dostałem telefon z Warszawy, niedługo jadę do stolicy na pierwszą sesję dla Mango Models. Będę miał własną książkę, portfolio- nie mogę się doczekać:) W szkole też całkiem nieźle chociaż jak mama mówi- stać mnie na więcej. Idę poszwędać się po domu. Pozmywałem naczynia, zaraz pójdę umyć włosy i trzeba jakoś ten dzień wykorzystać, nie mam zamiaru spędzić soboty w domu, no way!

2.10.2009- Poznań; "(S)tresowany"

Teoretycznie powinienem opisać, nawiązać do dnia 2.10.2009, a konkretnie minionego piątku. O godzinie 12:00 uciekłem ze szkoły, pobiegłem do domu spakować się ażebym o 14:00 mógł spokojnie wsiąść do pociągu jadącego w kierunku: Poznań. Tak też się stało. Dziękuję Olu i Jess za dach nad głową. Gdyby nie Wy w tymczasowym miejscu zameldowania wpisałbym: Dworzec Główny. Cel podróży: osiągnięty. Spotkałem się z jedną z najwspanialszych i najważniejszych osób w życiu-  Paulą z Bydgoszczy. Poznałem przyszłą, polską gwiazdę, a konkretnie piosenkarza, dziękuję Pawle za lekcje wokalu, chyba nigdy nie będę grał na gitarze tak dobrze jak Ty. W ogóle fajnie było poznać! Dobrze było zobaczyć Krzyśku, że żyjesz i masz się okay, trzymaj się jak najdalej od szpitali("daleko od noszy!") i nie strasz nas więcej! Anno, żałuję, że poznaliśmy się w niekomfortowych warunkach. Nie oceniaj, poznaj. Pamiętasz? Być może kiedyś będzie nam dane normalnie porozmawiać. Chciałbym. Wojtas, dzięki, że tam byłeś. Wiesz, że chyba bym zwariował. Tak lekko zerżnięte z photobloga, ale nie mam weny ani inwencji twórczej. Podsumowując dzisiejszą i weekendowo- poznaniową notę chciałbym przytoczyć tekstnapisanego przeze mnie na lekcji języka polskiego (pod wpływem impulsu) wiersza.

Jak protisty swoim życiem żyć.
Jak ptactwo ponad poziomy wybywać.
Jak dziecko swoim bytem być.
Niecałe życie wygrywać.

Malujesz często obrazy.
Miałem być na jednym z nich.
Twoja osoba Świętoszka bez skazy.
Och, ach, ech, ich.

Wydzielinę kłamstw zasłaniasz dłonią.
Przezroczysty, słony smak.
Twoje whippety wciąż się mnie boją.
Zazdrosne szczekając dają tego znak.

Wstałem o 6:00. W szkole musiałem być na ok. 7:00- miałem do zaliczenia odpowiedź z angielskiego- podstawowego. Dostałem 14/20 pkt, lepsze to niż zero. Następnie język włoski czyli, jak już uprzednio wspominałem, moja "kawa na śniadanie". Kartkówka z matematyki w miarę do ogarnięcia, jak zwykle zdążyłem zrobić 3/4 po czym upłynął czas pisania. Biologia- w nocy, bo do ok. 3:00 robiłem projekt o inżynierii genetycznej w kryminalistyce. Wiecie, CSI Miami i te sprawy. Uzupełnieniem odpowiedzi koleżanki pani posłużyła się moją pracą, referatem- miło. Geografia i wyniki sprawdzianów z działu "Urbanizacja"- 24/30 pkt, jestem z siebie dumny:) W-f, który wyjątkowo mieliśmy na sali. Język polski z moją wspaniałą Panią polonistką. Angielski i kłótnia o niesprawiedliwe odbieranie punktów z form sprawdzania wiedzy. Chemia- przyłOŃczanie cząsteczek i oczekiwanie na 15:05, o której skończyłem ostatnią, ową lekcję.

spontanowo, u2 - beautiful day

Dzień zaliczam do udanych,

Zero dzisiaj łez wylanych.

Chcę Ci śpiewać coraz głośniej,

W moich oczach ciągle rośniesz.

Chodź, dotykaj moje ciało,

Gryź po szyi by bolało.

Karm mnie swymi nachosami,

Czaruj byśmy byli sami.

Spać przy Tobie, chcę zasypiać,

Twoje usta moimi zakrywać.xD

ścierko!

Dzisiaj, podobnie jak wczoraj, napisałem 2 nowe wiersze. Działają one na zasadzie "korzystam  z cierpienia- pisząc". Poprawił mi się humor, a raczej ktoś tego dokonał...:) Chwilowo nie ma potrzeby zamieszczania moich lirycznych wypocin w sieci. Po co:) Dzień w szkole wyjątkowo długi. Pomimo skróconych lekcji czas płynął ślamazarnie. Zapewne dlatego, że to poniedziałek. Półprzespana noc i myśli wokół tematyki mojej ex pt. "zwałka z Rafałka" dała mi do myślenia. Jesteś szmatą gwiazdko, szmatą. Miejsce ścierki jest na podłodze więc właśnie tam zostań.

gdyby nie.. nie, nie ty

Gdyby nie szkoła, presja otoczenia, mama, tysiące marzeń- byłbym zsiedziałym w domu "starym maleńkim". Cieszę się, że moje życie w tak krótkim czasie wypchnęło mnie do przodu, na pełną wodę. Nauczyłem się pływać, może nie nader umiejętnie, ale dopóki utrzymuję się na wodzie nie jest źle. "Podoba mi się, poniekąd..."- znowu Ty. "Dopóki oddycham nie tracę nadziei". Jestem bogatym wewnętrznie nastolatkiem. To śmieszne, że moi rówieśnicy, osoby użalające się nad sobą, myślą, że wiele przeszły, przeżyły. Tak naprawdę... Nie chcę się chwalić, ale gdyby ktoś poznał moje życie (tak dogłębnie jak mój najlepszy przyjaciel Wojtek) zmieniłby zdanie. Światopogląd. Jestem jednym z tych, którzy nie boją się żyć. Pomimo trudnego rankiem wstawania już o godzinie 9:00 mogę góry przenosić. Dziękuję. Słucham: James Blunt- You're Beautiful.

co mi Cię zabrał

"Jak to dobrze, że skończył się już. Ten podły dzień, co mi Cię zabrał. Ciężko było tak po prostu przyjść, i usłyszeć, że dla Ciebie umarłem. A teraz zamknij oczy swe, dotknij tak jak tylko mnie. Nie bój się, to tylko sen. W sen nie trzeba wierzyć. Zobacz - teraz jestem tu cały z Tobą, cały Twój. Dobrze, pójdę już, lecz gdzie - nie wiem. Choć noc, choć mrok - dla nas wszystko już jasne
Więc jak mam spać, kiedy wiem, że nie zaśniesz. Wiem, że trudno jest uwierzyć jak. Łatwo się stać, tylko wspomnieniem. Ty nie przyszłaś też, zbyt ciężko jest. Usłyszeć, że dla mnie Cię nie ma."

emo wieczór

Siedzę przy komputerze. Napawam się weną. Myśli wirujące wokół niespełnionej, bydgoskiej miłości po raz kolejny otaczają moją głowę, serce, dłonie, a także stopy. Za dnia jest to (momentami) ból nie do zniesienia. Nocą, jak już przedtem wspominałem, korzystam z tego- pisząc. Czy to nie ludzkie?

Chciałbym budzić się pocałunkiem. Odsuwając firanę patrzeć z dziesiątego piętra na Warszawę. Miasto, które nie zasypia, ale budzić się potrafi. Podobnie jak Ty. To śmieszne, że od półtora miesiąca nie jesteśmy razem, a ja dalej o Tobie myślę. Myślę, że wykwintny smak zawdzięczasz nieosiągalności. Rzadko odpisujesz na smsy, to zrozumiałe- masz nowego chłopaka. Tak pragnę mieć to co ma on, a ja tego nie mam.

jest, a później nie ma

Rozumiem... Że coś jest, a później tego nie ma. Jestem tylko człowiekiem więc moja egzystencja w 50% polega na tęsknocie i wspomnieniach. Chciaż staram się jak najczęściej uśmiechać wewnątrz jest mi ciężko. Czasem nie potrafię opanować swoich emocji wypalając się od środka. Zdarza się, że tłumię w sobie gniew. Na szczęście są papierosy, aparat czy kartka + ołówek. Dziękuję tym przedmiotom, że jako jedyne są niezawodne i zawsze mogę na nie liczyć. Dobrze, że jesteście.


Chciałbym... Żeby w najpiękniejszych chwilach życia czas mijał jak najdłużej. Motyle miały skrzydła w czarno- niebieskie paski, a winyle zastępowały zegary. Bo szczęśliwi czasu nie liczą.

Ułożę... Puzzle. Od dawna mam ochotę. Wszystkie komplety z dzieciństwa są na strychu. Już niedługo. Kilka kartonów trzeba będzie wyrzucić, niektórych elementów brakuje. Chyba tak jak w życiu. Najśmieszniejsze jest to, że można do tego przywyknąć. Z czasem nawet nie zwraca się na to uwagi. Nie ukrywam, że to ciężka sztuka, ale nie ma rzeczy niemożliwych.

Szczęście... W nieszczęściu. Moja niedokończona, największa miłość życia. Zwieńczona chamstwem i materializmem wyrządziła mi wiele bólu i cierpienia. Nieprzespanych nocy i zdołowanych dni. Oprócz tego natchnęła mnie poetycko, planuję wydać mini tomik poezji. Moich zapisków uzbierało się już dość sporo. Nadal wyznaję regułę "myślę- mówię- mam!"

impreza na Ochli i festyn w Lotniku

Jestem ciekaw czy moi poprzednicy, początkujący modele, mieli podobne myśli do moich. Te wszystkie nurtujące pytania... Chciałbym znaleźć bloga osoby podobnej do mnie- interesującej się fotomodelingiem, opisującej szczegółowo każdą podróż, sesję. Słucham piosenki Oddziału Zamkniętego - Gdyby nie Ty. Przypomina pierwszy wyjazd do Warszawy. Jeśli umiemy korzystać z chwil refleksji jest to naprawdę wspaniałe uczucie. Ja nie potrafię, nie powinienem myśleć o życiu tak intensywnie jak teraz.


Mama powiedziała... Że czuwa nade mną superanioł stróż, który pomaga mi dążyć do wyznaczonych celów. Chyba ma trochę racji. To śmieszne, ale czasem mam wrażenie, że niezależnie od sytuacji i tak wszystko będzie dobrze. Że będąc na samym dnie atlantyku betonowe buty muszą pęknąć, a ja sam wzniosę się górę. Jestem z miasta... Ale prawdziwe tętno dostrzegam w Poznaniu (nie wspomnę o Warszawie). Prawie nikt nikogo tam nie zna, a nocne życie jest bardziej kolorowe niż w The Sims. Za dnia tysiące przechodniów maszeruje ulicą Półwiejską gdzie mieści się Stary Browar, nieco dalej Kupiec Poznański. Można spotkać magicznych indywidualistów, przedstawicieli najrozmaitszych subkultur. Nie to co w Zielonej Górze.

W nocy z wczoraj na dziś imprezowałem u Neli (w Ochli). Mam chrypkę i trochę mnie suszy^^ Nie byłoby problemu gdyby nie fakt, że o godzinie 13:00 muszę jechać do szkoły, ponieważ jestem prezenterem, prowadzącym festyn w LO 4. Wkopałem się, wkopałem, no!

tak się zaczęło- współczesna historia brzydkiego kaczęcia


Jeszcze niedawno nikt nie chciał zrobić mi nawet jednej sesji. Sesji? O czym ja mówię... Zdjęć nawet najzwyklejszym aparatem. Miałem krótkie włosy, nosiłem okulary z grubymi szkłami. Odkąd sięgam pamięcią budową ciała przypominałem kościotrupa. Garbiłem się, miałem bardzo zaniżoną samoocenę. Kompleksów nawet nie liczyłem. Na fotografiach grupowych zawsze stałem z tyłu (nie mam na myśli zdjęć klasowych, bo na takowych liczy się wzrost). Nie potrafiłem zaakceptować siebie takim jakim byłem.

Doczekałem się telefonu komórkowego z aparatem, dużo później cyfrówki. Poszkolne popołudnia spędzałem w domu, nie byłem otwarty na ludzi. Robiłem dużo zdjęć, głównie sobie, bo komu miałem robić? Przypadkowo, dwa lata temu, natknąłem się na internetową reklamę "Zostań Twarzą Bravo". Był to konkurs organizowany przy współpracy z agencją Mango Models polegający na typowaniu najładniejszych nastolatek i najprzystojniejszych nastolatków w Polsce. W formie żartu wysłałem zgłoszenie dodając trzy nieostre, słabe jakościowo zdjęcia- innych nie posiadałem. Miałem wówczas 15 lat. (Z tamtego okresu pamiętam, że miałem nawyk ściągania okularów do zdjęć- wstydziłem się ich.) 3 dni później dostałem telefon z Warszawy "Rafał, bardzo chcielibyśmy zobaczyć Cię na żywo". Byłem zszokowany, nie mogłem w to uwierzyć. Nie potrafię opisać szczęścia jakie wtedy czułem. Powiedziałem o tym mamie. Zabroniła mi wyjazdu do stolicy, powiedziała, że i tak nie mam szans. Myślę, że chodziło także o koszta. Pamiętam, że miałem jej to za złe i bardzo długo to przeżywałem. Moja rzeczywistość wróciła do zakompleksionej normy, a marzenia pękły jak bańka mydlana.

Któregoś dnia poszedłem do zielonogórskiego studio fotograficznego w celu wyrobienia nowych zdjęć legitymacyjnych. Pani, która mi je robiła powiedziała, że jestem tak niefotogeniczny, że nie wie, który profil mojej twarzy sfotografować. Nic nie odpowiedziałem.

Parę miesięcy później pojechałem z Andżeliką (i jej rodzicami) do Wrocławia- 26.09.2008. Od kilku tygodni była posiadaczką lustrzanki, Canona 1000D. Zrobiła mi parę profesjonalnych zdjęć, nie wierzyłem, że chłopak na obrazkach to ja. Pamiętam, że ów fotografie chwilowo pozwoliły zapomnieć o kompleksach i skłoniły mnie do założenia konta na portalu maxmodels.pl. Początki były trudne, ale z czasem udało mi się wziąć udział w kilku sesjach. Jedną z pierwszych osób, które zaproponowały mi współpracę była fotograf Aleksandra G. (18.10.2008).

Duży wkład w moje fotograficzne portfolio, w ówczesnym czasie, wniósł Beniamin Ł. Pomimo młodego wieku jego prace były i są fantastyczne, myślę, że każdy chciałby być przez niego sfotografowany, ja tego zaszczytu miałem okazję dostąpić.

Na photoblogu zaczęły sypać się pierwsze komplementy odnośnie mojej osoby i wykonanego przez fotografa zdjęcia. W Zielonej Górze zostałem postrzegany jako "ten od dobrych zdjęć". Statyski wejść na stronę wynosiły ok. 5- 8 tysięcy/dzień.

Marzec tego roku. Nie poszedłem do szkoły. Powtórzyła się sytuacja sprzed dwóch lat- druga edycja "Zostań Twarzą Bravo". Wysłałem zgłoszenie, tym razem dodając 'mocniejsze' fotografie. Zadzwonili, 20.03.2009 pojechałem do Warszawy. Było drętwo, kazali mi zdjąć koszulkę ustawiać się profilem lewym, prawym. Patrzeć przed siebie, odwrócić głowę, nie garbić się. Zdjęcia zajęły nie więcej niż 5 minut. Podziękowali, powiedzieli "odezwiemy się". Odpuściłem sobie, nie było mi jakoś szczególnie przykro, poszedłem na dworzec PKP, na pociąg do domu. W głębi duszy cieszyłem się, że miałem możliwość zobaczyć po raz pierwszy w życiu Warszawę.

Zadzwonili po tygodniu. Powiedzieli, że są mną zachwyceni. "Rafał, będziesz w gazecie. Gratulujemy". Nogi miałem z waty, a myśli postrzępione we wszystkie strony. 15.04.2009 wraz z Mileną, Łukaszem i Klaudią wzięliśmy udział w sesji do magazynu Bravo, nr 9.

Bardzo polubiłem moich konkurentów:) Klaudii i Łukasza nigdy więcej nie widziałem. Z Mileną, która na zdjęciu obok ma zielone rurki i pomarańczową sukienkę spotkałem się jeszcze na sesji w Turcji. Tak, udało mi się dostać (spośród 8 par uczestników) do finałowej trójki (3 chłopaków: Marek Frej, Rafał Majewski i ja, a także 3 dziewczęta: Karolina Matyga, Milena Gruszczyńska i Paulina Soboń). Nagrodą był tygodniowy wyjazd na sesję do Turcji. Było wspaniale, czułem się jak gwiazdor: codzienne imprezowanie, pobudki, make- up, czesanie, ubieranie przez stylistkę. Jeżdżenie taksówkami. Czas wolny spędzany z drinkiem w basenie. Pozowanie, od którego chyba jestem uzależniony:) To wielki kontrast porównując do siebie moje ubiegłe i obecne życie. Photoblog- statystyki, ok. 20 tysięcy na dzień. Dziesiątki, czasem setki komentarzy pod zdjęciami. Więcej krytyki odnośnie mojej osoby, a także większa rozpoznawalność w tłumie. Osoby, które przedtem nie mówiły mi cześć nagle uśmiechają się "serdecznie" z drugiego końca miasta. To wszystko jest dziwne...

słowem wstępu

Kolejna próba prowadzenia systematycznego bloga. Chcę znaleźć miejsce, w którym będę miał możliwość zatrzymania się na więcej niż pół minuty. Rok temu nie odczuwałem potrzeby pisania własnych przemyśleń w sieci. Największe tajemnice czy wydarzenia godne zapamiętania notowałem w pamiętniku, który starannie chowałem przed światłem dziennym. Później zacząłem prowadzić photobloga, teraz bloga. Zeszyt, który kiedyś był częścią mojej osobowości, leży na strychu zakopany kurzem. Ochota na tego typu odreagowywanie trosk dnia codziennego minie, ale chciałbym spróbować podzielić się z Wami, choć w pewnym stopniu, moim poglądem na rzeczy, które być może wydają się Wam absurdalne czy banalne. Chcę pokazać, że marzenia są po to żeby je spełniać.