jutro: ucieczka- Bydgoszcz!

Wczoraj wróciłem z Paryża, dzisiaj ledwo co z Warszawy (wstając rano, w mieszkaniu Mango Models- zaspałbym na pociąg!). Jutro do Bydgoszczy, impreza Halloween się szykuje. Pomysł stworzony kilka h temu, jak zwykle na spontanie. Nie mogę się doczekać. O 14:00 pociąg więc ok. 13:30 Wojtek zabierze mnie samochodem ze szkoły. Jestem głupi i wiem, że nie powinienem opuszczać lekcji, ale... Mi chyba też należy się coś od życia. Potrzebuję rozluźnienia- powiedział chłopak świeżo upieczony po paryskich salonach.

paryż

PONIEDZIAŁEK 26.10.2009- Zielona Góra/Warszawa

Zielona Góra, godz. 18:00. Zdenerwowany irytującym zachowaniem (wynikającym z zazdrości) młodszego rodzeństwa- miałem zły humor. Napisałem do ojca sms'a: "Tato, dasz mi jakieś euro na wyjazd?" Po kilku minutach przyszedł mój rodziciel, który nakrzyczał na mnie mówiąc: "Co ty sobie wyobrażasz?! Myślisz, że będę dawał ci pieniądze kiedy ty piśniesz? Skąd ja mam wiedzieć gdzie ty jesteś i czy wyjeżdżasz kiedy nie dajesz znaku życia! Myślałem, że już dawno wyjechałeś!" Wziął mój numer konta bankowego, przelał 100 zł. Ok. 18:15 do domu przyszła mama. Wchodząc minęła się z ojcem, który wyprowadził ją z równowagi. Swoją złość wyładowała na mnie, nie wytrzymałem psychicznie, poryczałem się.
Poszedłem na PKS po bilet do Wawy, a zaraz po tym do Wojtka, który obiecał mi wydrukować papiery potrzebne na lot do Paryża. Wróciłem do domu. O 19:30 Pima odwiozła mnie na autokar do Warszawy, którego odjazd planowany był na 20:10. Nie mogła ze mną poczekać- zepsuł jej się bagażnik. O 20:00 przyjechał Wojtek. Śmieszne, pomyślałem, zanim jeszcze przyjechał oczywiście, że jeśli spotkam go jeszcze przed odjazdem to znak od Boga, że wciąż będzie moim najlepszym przyjacielem. Tak też się stało.
Wszedłem do autokaru, w radio mówiono o uzależnieniu Polaków od kawy i facebooka. Podróż minęła szybko, o 5:30 nad ranem byłem na Okęciu...

WTOREK 27.10.2009- Warszawa/Paryż


Wysiadłem z autokaru. Pobiegłem szybko w kierunku wejścia na terminal, paliłem papierosa kiedy zadzwonił do mnie fotograf Hubert. Pospieszał mnie, nie wiedział czy odprawa planowana jest na 5:35 czy na 6:35. Jak się potem okazało prawidłowym był wariant drugi. Długo czekaliśmy na samolot.
W Paryżu byliśmy ok. 9:30. Bardzo dużo czasu zajęło nam odnalezienie naszej lini autobusowej i droga w kierunku centrum miasta gdzie czekała na nas zaprzyjaźniona modelka- Agnieszka Banach. To u niej gościliśmy przez 2 dni spędzone we Francji
RESZTĘ DOPISZĘ- JAK BYŁO IN PARIS ITEPE.

zdruzgotany

Biegam po domu, brat mnie wyprowadził z równowagi po czym wyszedł z domu. Przyszedł ojciec, który wkur*ił mnie na maksa. Mama dobiła. Siedzę i ryczę. O 20:10 mam PKS do Wawy, a o 7:05 samolot do Paryża.

testy: mango models



the craziest weekend ever!

Wszystkie plany odnośnie weekendu, opisane w poprzednim wpisie, uważam za zrealizowane. Udało się.

PIĄTEK 23.10.2009- Zielona Góra/Warszawa

Po szkole pobiegłem do domu. Wszystkie swoje zdjęcia nagrałem na płytę, którą obiecałem dać w Warszawie Hubertowi. Z mało obszernym bagażem i rozpisanym harmonogramem weekendu poszedłem na dworzec PKS. Nikt mnie nie odprowadził, ani nie pożegnał. Co prawdę mama chciała to zrobić, ale nie potrafiłem zawracać jej tym głowy widząc, że gdzieś się spieszy, wychodzi. W duszy liczyłem na Wojtka, niestety.
Z Zielonej Góry wyjechałem o 20:10. Słuchając smutnych utworów i oczekując postoju, pierwsze dwie godziny trwały dla mnie wieczność. Później coś zjadłem, poczytałem książkę z j. angielskiego, pospałem. Odżywałem, przebudzałem się w czasie postojów kiedy można było wyjść na świeże powietrzem rozprosyować nogi, zapalić. Mam dość L&M'ów mentolowych. Po 10 h drogi dojechałem do Warszawy Centralnej...

SOBOTA 24.10.2009- Warszawa/Bydgoszcz

W stolicy byłem ok. 6:10 nad ranem. Na dworze było jeszce ciemno. Po opuszczeniu autokaru pierwsze co zrobiłem to udałem się do toalety (2 zł) ażeby m. in. założyć szkła kontaktowe. O 8:10 na przystanek pod hotelem Marriot (na wprost dworca) przyjechał po mnie fotograf Hubert. Nie znam się na samochodach, ale Audi A6 robi wrażenie. Pojechaliśmy zatankować auto, a następnie do mieszkania Huberta. W mgnieniu oka dołączył do nas fryzjer i wizażystka. Stylistki nie było, jedynie kilka dni wcześniej zostawiła dla mnie ciuchy. Przyszła również bardzo dobra modelka Karolina, z którą zrobiono mi kilka fantastycznych ujęć. Potem pojechaliśmy do studio Delta One gdzie uwaga skupiona była już tylko na mnie. 4 stylizacje, każda inna. Ze zdjęć jestem szalenie zadowolony. Skończyła się sesja, każdemu z osobna serdecznie podziękowałem. Hubert odwiózł mnie pod Złote Tarasy.
Poszedłem zapalić przed wejście do Hali Głównej dworca. Obok mnie stał Tomek Makowiecki. Jak przyształo na rodowitego 'wieśniaka' cieszyłem się od ucha do ucha. Szwędałem się, po 1 h przyszła do mnie Morfinowa Ola. Odwiedziliśmy chorą Schizo Franię, oddałem jej pendrive, a ona mi piżamę. Zamieniliśmy dosłownie 3 słowa po czym wróciłem z Olą na dworzec, było mało czasu.
Na szczęście zdążyłem. O 17:05 wyjechałem do Bydgoszczy, a na miejscu byłem o 21:00. W pociągu poznałem wspaniałą dziewczynę. Rozładował jej się telefon. Pożyczyłem swój. Zaczęliśmy rozmawiać. Opowiedziała mi o sobie, kim jest, czym się zajmuje (jak się okazało pani policjantka z Warszawy). Generalnie, niesamowita osoba. Bojąc się, że owej nocy nie wpuszczą mnie bez dowodu do pubu, podniosła mnie na duchu mówiąc, że wyglądam na lat 22.
Z dworca odebrała mnie Paula, nie wierzyłem, że ją widzę, przytulam. Najpierw przeszliśmy się wzdłuż ul. Dworcowej (szukaliśmy miejsca gdzie mógłbym się odlać- znaleźliśmy). Nie będąc pewnymi czy zostanę wpuszczony do klubu, udaliśmy się z Paulą w jego kierunku...
Ochroniarz nic nie powiedział- wpuścił mnie bez pytania o dowód! Oddałem kurtkę i torby do szatni po czym poszliśmy na górę, kierując się w stronę baru i parkietu. W przeciągu 30 min stałem się jedną z atrakcji wieczoru, w życiu nie pomyślałbym, że dzięki FOTOBLOGOWI można być tak bardzo rozpoznawanym! Tyle miłych słów, komplementów i pytań... Być może głupio to zabrzmi, ale poczułem się potrzebny. Podziękowania dla całej sali, która zaśpiewała dla mnie "Sto Lat" z okazji imienin. Niesamowite uczucie.
Ona też tam była. Zrezygnowała z imprezy rodzinnej żeby do nas przyjść. Nie wiedziałem co robić, jak się zachowywać. Z jednej strony chciałem wzbudzić w niej zazdrość olewając i nie zwracając zupełnie na nią uwagi. Z drugiej zaś pragnąłem rozmowy. Postawiłem na wariant drugi i... Nie żałuję. Nie żałuję ani sekundy rozmowy, żadnego spojrzenia czy uśmiechu. Jak dobrze było znów patrzeć na Ciebie w półcieniu, powspominać 8nastkę Marty czy wrzucenie Twojej szczotki do wody (na Garbarach). Uświadomiłem sobie tak wiele ważnych rzeczy. Od naszego ostatniego spotkania bardzo się zmieniłaś. Żałuję, że to właśnie teraz nie poznaliśmy się po raz pierwszy.
Po imprezie, która trwała godzinę dłużej- zmiana czasu- pojechaliśmy z Paulą w stronę jej domu. Niestety, nie mogliśmy u niej spać- mama. Minęliśmy blok kierując się w stronę działek, w stronę altanki. Warunki typowo polowe. Zimno, nie było prądu, a wody mięliśmy góra 5 l w jakimś starym baniaku. Przy zapalonych podgrzewaczach (świeczkach), pijąc gorącą herbatę, paląc L&M'y czerwone i słuchając Mon Essentiel przykryci starymi kocami... Czytałem jej moje wiersze. Owiany nutą magii i refleksji, rozdarty wewnątrz zasnąłem. Obudziliśmy się ok. 9:30...

NIEDZIELA 25.10.2009- Bydgoszcz/Poznań/Zielona Góra

9:30, powolne wstawanie z łóżka, dyskomfort spowodowany niedostępem do prysznica lub wanny. Ogarnęliśmy się trochę, po czym zadzwonił telefon. Mama Pauli kazała wracać jej do domu. Paula odprowadziła mnie na przystanek, pożegnaliśmy się, a ja pojechałem autobusem 94 w stronę dworca.
To samo miejsce, ten murek, budka telefoniczna, a na wprost wielki szyld "Bydgoszcz wita!". Po raz kolejny nie potrafiłem opanować emocji, czekając samotnie na PKP łzy same napływały mi do oczu. Wstydziłem się tego, bardzo. Podszedł do mnie jakiś biedy człowiek, którego na 'dzień dobry' przywitałem chamską odzywką: "nie, nie dam panu papierosa". Spojrzał na mnie i powiedział, że jest głodny. Dałem mu pierniki, podziękował mi. Poczułem, że właśnie zrobiłem dobry uczynek. Po chwili przyjechała Paula, która okłamała mamę, że idzie do kościoła.
Pożegnaliśmy się, odjechałem. Długo chwytałem wzrokiem poszczególne elementy miasta Bydgoszcz. Nie lubię pożegnań, bardzo nie lubię.
W Poznaniu spotkałem się z Krzyśkiem, pośmialiśmy się, pogadaliśmy. Czas minął niezwykle szybko, w mgnieniu oka znalazłem się w pociągu do Zielonej Góry, do domu.
Pragnąc zgubić marzenia,
Coraz intensywniej się w nie zagłębiał.
Kochał, kochał, kochał.
Nie był pewien czy postępuje słusznie.
Jego ulubionym kolorem był błękit, ale życie postrzegał przez pryzmat refleksji sepii.
Nie potrafił ukrywać emocji.
Nigdy nie zdażyło mu się nie płakać podczas oczekiwań na bydgoskim dworcu głównym.
Oczekiwań na pociąg do domu, ale też przede wszystkim
na miłość.

zakręcony weekend

Jest piątek 23.10.2009. Siedzę w domu. Za 4 godziny, a konkretniej o 20:10 mam PKS do Warszawy. W stolicy będę jutro (w sobotę 24.10.2009) o 6:10 rano. O 9:00 jestem umówiony z fotografem Hubertem, na pierwsze zdjęcia do mojego profesjonalnego portfolio. Po skończonej sesji biegnę na Dworzec Centralny. Stamtąd, o godzinie 17:05 jadę do Bydgoszczy. Na miejscu jestem ok. 20:52. Następnego dnia, w niedzielę 25.10.2009, o 13:19, wracam do domu, pociąg do Zielonej Góry. A to wszystko na spontanie, jestem niemożliwy.

zmęczony szkołą

W przypływach rozsądku ganię siebie za tę miłość. Miłość jednostonną. Jestem nieprzeciętnym, niejednoznacznym bohaterem literackim. Przesiaduję w celi więzienia bez ścian. W moim przypadku nie można mówić o odosobnieniu fizycznym, to psychicznie czuję się samotny. W nieustannym konflikcie z całym otoczeniem. Zmęczony oczekiwaniami ogółu.
Godziny spędzone w szkole były dla mnie męczarnią. Gmach placówki edukacji przywitałem ok. 7:00- czekała na mnie odpowiedź z angielskiego (13/20). Włoski, na którym tak naprawdę się przebudziłem. Matematyka, minus 3 pkt- brak zadania domowego. Biologia- sprawdzian- "proszę Pani, a dlaczego inne klasy miały test ABC, a my mamy zadania otwarte?", "Bo tak, bo oni pisali w terminie." Geografia. W-f: jakieś tandetne podciąganie się na drążku. Język polski i omawianie "Lalki", oczywiście, tematyka opiewa się na M I Ł O ś Ci (uczuciu Wokulskiego do Izabeli). Angielski i śpiewanie piosenki "Imagine" John'a Lennon'a. Chemia- kartkówka. Okno- godzina wolnego. Dwugodzinna praca z polskiego. Nareszcie jestem w domu.

cierpliwości już nie znajdę?

Myślałem, że jakoś szczególnie będę ubolewał nad utratą najlepszego przyjaciela. Albo jestem zimnym draniem albo po prostu nigdy nie czułem się dla niego ważny. On też nie odczuwa braku mnie, jego statusy na komunikatorze Gadu- Gadu są pogodne, podobnie na facebooku. Przykro, że olewa i nie potrafi odpisać, ale czego ja oczekuję. Za 8 dni wylatuję do Paryża, nie mogę się doczekać.
Dziś zaspałem na język włoski, fakt ten sprawił, że z góry przewidziałem jak potoczy się dzień. Pierwsza lekcja: matematyka. Pan zabrał mi telefon, bo oczywiście kiedy moja motorola zaczęła wibrować w klasie była absolutna cisza. Dzięki Paula, dzięki. Kocham Twoje smsy, wiesz jak wyczuć moment^^:* Niesamowita była dzisiejsza lekcja historii, wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Nieważne.
"Patrząc Ci w oczy dłonią dotykam tyłu Twojej głowy. Myślimy o przyszłości, o nas. Nasze pociągi jadą w przeciwne strony. Obydwa po torach przeszkód. Mój do Zielonej Góry, Twój do Bydgoszczy. Po pierwszym spotkaniu wątpiłem. Myślałem, że Ci się nie spodobam, na zdjęciach wyglądam lepiej. Na fotografiach nie widać mojego chamstwa i arogancji. Myliłem się, oczarowałem Cię sobą. Żałuję. Nigdy nie usłyszałem słowa kocham na żywo."
Chyba zostanę w przekonaniu, że na każdym kroku spotyka mnie rozczarowanie. "Biały anioł jest w dziesiątej części prostytutką"- cytat z "Lalki". Słowa, gesty, uśmiech, zapach, każdy dźwięk przypomina mi Ciebie. Fragment zapisków z lekcji języka polskiego: "Miłość, która rodzi ogromne cierpienie. Idealizuje, apoteozuje, sakralizuje obiekt uczuć. Miłość od pierwszego wejrzenia, która zmienia życie; nadziemskie zamyślenia. Platonicznie- przed urodzeniem naznaczone mi było zejść się z panią. Daj duszy cel i cel duszy wyprorokuj. Między dwoma wykluczającymi się sprawami." Wokulski + Izabela = W.N.M.

basenowo, szarlotkowo, galeriankowo: beniaminowo


Fotografia z wczorajszej sesji. Mega było, po prostu i najzwyklej w świecie pisząc- mega. Choć przez chwilę mogłem zapomnieć o osamotnieniu, w które sam się wprawiam. Zresztą dzisiejszy dzień nie był gorszy, bo to był...
Cudowny dzień. O 14:00 wyszedłem na opustoszałe, zielonogórskie śródmieście w celu wykonania kilku fotografii. Niestety, moją inwencję twórczą zaburzył prześladujący mnie deszcz. Wróciłem do domu na obiad. Jadłem w pośpiechu, bo o 15:30 mieliśmy jechać z Beniaminem na basen (do Novity). Tak też się stało:-) Bardzo niemiła pani szatniarka, która na moje pytanie "a na ile lat kolega wygląda żeby pokazaywał legitymację?" odpowiedziała "nieważne co ja myślę!". Później, w Focusie, dołączyła do nas Nelka, której od wieków nie widziałem! Całą trójką poszwędaliśmy się chwilę, najpierw koło Regionalnego Centrum Animacji i Kultury, potem w stronę starówki. Byliśmy w kawiarni Elizabeth, jestem oczarowany lodami o smaku wiśni i szarolotki. Tak minął praktycznie cały dzień. Dziękuję Wam!:-D
Przeżyłem traumę odrzucenia, wiec co mnie nie zabije to wzmocni. Między młotem, a kowadłem. Dawniej wiele ludzi "cieszyło się swoimi ciałami". Teraz odżywają postkolonialne ciągoty, no tak- trzeba odrzucić zachodnią mentalność- tam posuwanie jest bez poczucia winy jak powiedział jeden z aktorów filmu "2 Dni W Paryżu". Teoria małego świata w Twoim życiu seksualnym jest prawdziwa. Bałaś się przede mną otworzyć, zdobyć na maksymalną szczerość. Robiąc pod koniec bilans życia co w nim uwzględnisz? Zarobki?
Jutro do szkoły. Prawdę mówiąc cieszę się, brakuje mi adrenaliny ściągania na sprawdzianach czy przepisywania zadań domowych 2 min przed lekcją. Żyję myślą, że już niedługo wakacje:)

ciebie też usunąłem

Mam coś z garem. Usuwam ludzi jak pionki w grze po czym wszystko co mnie zewsząd otacza przypomina mi o ów osobach. Piszę do nich, dzwonię, a oni mają mnie w dupie. Potem dowiaduję się, że zraniono mnie jeszcze bardziej. Nowe fakty, informacje: nie wiadomo komu wierzyć. Czuję się jak mały chłopiec, który zgubił się rodzicom na dworcu centralnym w Warszawie.
Trudno jest żyć samotnie. Nie trzymać się z żadną grupą społeczeństwa- często grać solo. Będzie musiało mi to wejść w nawyk, zwłaszcza teraz gdy nie mam już najlepszego przyjaciela Wojtka. Czy też nawiązując do sytuacji sprzed roku gdy najbliższa była mi Krycha.
Wiem, że sam sobie komplikuję życie. Moje wady to zawiść, zazdrość i niezwykła pamięć do rzeczy złych, bo o dobrych uczynkach szybko zapominam. Pamiętliwa, zawistna bestia.
Nie miewam myśli samobójczych, z tego chyba się wyrasta. Mam zbyt duży przerost ambicji i zbyt wiele planów by kierować się ku śmierci. Lubię się truć, zabijać od wewnątrz (czy psychicznie), ale uśmiercić raczej bym nie chciał. Aż tak odważny i zdolny nie jestem. Edit: To straszne, że z niektórymi osobami nie będziemy mieli kontaktu takiego jak kiedyś. Ta myśl nie daje mi spokoju.

o 10:00 otwierają OTL!

Wstałem ok. 9:30. Ok 10:00 poszedłem po płaszcz, później narodziła się idea do spotkania z Beniem, którego nie widziałem od wieków. Pojechałem do studia fotograficznego gdzie miło minęły 4h. Teraz siedzę w domu zajadając się mlekiem i płatkami czekoladowymi. Nie wiem jak poprosić tatę o pieniądze na upatrzone w h&m spodnie. O 17:00 do teatru na występy mojego ukochanego Lubuskiego Zespołu Pieśni i Tańca. Ciekawy dzień:)

nie pół, a ból: ból serca, ból duszy


Mam idealnie uczesane włosy, założyłem ulubiony sweter w pasy. Na mojej twarzy nie widać pryszczy, idealnie gładka cera. Świecące oczy podkreślone działaniem płynu do soczewek. Może to nieskromne, ale wizualnie prezentuję się jako ideał. Dlaczego mam kłamać? Dziś wieczór wyjątkowo podobam się samemu sobie. Zazwyczaj jestem krytyczny, nie potrzebuję zaprzeczeń co do moich kompleksów. Kłamię, potrzebuję. Jestem niedowartościowany.
Słucham smutnych utworów. Patriota, nie jestem z tych, którzy wstydzą się polskiej muzyki. Nie muszę udawać czego słucham, pod tym względem nie jestem pozerem. W głośnikach naprzemian Kasia Kowalska- Dlaczego nie i Steczkowska Justyna- Wracam do domu. Kiedy siedziałem na strychu paląc papierosa, drugi raz, odkąd pamiętam, nie lewitowały wokół mnie stare zeszyty, książki z podstawówki czy pojedyncze gwoździe, które zostały po tacie. Chyba kiedy czuję się samotny cały mój urok pryska, wygląd nie ma znaczenia, a magia nie istnieje.
Nie mam komu powiedzieć jak bardzo się boję. Boję o swoją przyszłość, o miłość, której smaku nie pamiętam. Uciekam się w reflekcje, które niekorzystnie wpływają na moja siłę. Chciałbym wprawiać ludzi o radość i zadowolenie. Motywować, pokazywać, że słowo "marzenia" powstało po to by je spełniać. Mam "wolną chatę", co mi po tym skoro wiem, że nie przyjdziesz. Piosenka: Isa- Raz Jeszcze. "Pół serca, pół duszy. Godziny zadumy. Twe ślady, zapach Twój. Na każdym kroku. Oślepłem od wspomnień. Milczę, już nawet się nie bronię. Bo to, co czuję zabić nie mogę."

wolny piątek

Pomarańcz wpadający w zieleń sygnalizuje skłonność do wybuchów, irytacji, a nawet agresji. Takie połączenie barw występuje w aurze ludzi próżnych. Energochłonny.
Nie byłem dziś w szkole, pan dyrektor zrobił nam prezent i piątek, który jeszcze przez 10 godzin nazywał będę "dzisiaj" jest wolny. Po krótce: dzisiaj mam wolne.
Siedzę w szlafroku, na nosie mam moje ukochane okulary Paco Rabanne. Nie mam siły szukać soczewek, nie mam siły na nic. Słucham: Nelly Furtado - Crazy, co 5 sekund odświeżam takie strony jak photoblog, maxmodels czy nasza-klasa. Nudzę się, nie mam co robić. Nie mam z kim wyjść na dwór, dla kogo dobrze wyglądać. Podobno lubię robić z siebie ofiarę, pewnie coś w tym jest.

friend from after party


Zangielszczony dzień, bardzo takich mało. Mam ochotę rozmawiać po amerykańsku, rzuć gumę i czytać książkę. Rysować, pisać, skreślać, bazgrolić, śpiewać, rymować, pierdolić. Pokłóciłem się z Wojtkiem, wychodzi na to, że nie mam już najlepszego przyjaciela. Nie pierwszy raz. Psuło się od dawna, ale ostatnie dni dały szerokie pola zastanowienia nad wartością tej znajomości. Przepraszam, dłużej tak nie potrafię. Wiatr wieje, deszcz pada. Lasy płoną, słońce zachodzi, a ludzie się zmieniają. Mam nauczkę na przyszłość. Wtrącając do tego: prawda, że najlepiej uczymy się na własnym przykładzie. Oj bogatym ja w wiedzę praktyczną, bogatym. Jeśli kiedykolwiek znów zdaży się, że będę miał najbliższą osobę, nie pozwolę żeby poznawała ona moich znajomych. Nie będę zabierał jej na moje wyjazdy. Dzisiejsza lekcja języka polskiego- jak zwykle magiczna. "Ciemności życia mi rozświetlała swoim uśmiechem." A ona igrała jego uczuciami. Zacząłem funkcjonować, konflikt z otaczającym mnie światem (rzeczywistością, marzeniami i społeczeństwem) zacząłem akceptować. Przykładam się do nauki i jestem zadowolony ze swoich dotychczasowych punktów (odpowiednik Waszych ocen). Jedyne ludzkie pragnienia, które teraz zaśmiecają mój umysł to szklanka polskiej, czystej i dziewczyna, przy której czułbym się naprawdę szczęśliwym facetem.

strumpet

Wtorek, trzynastego października 2009. Poranek rozpocząłem od wstania z łóżka. Facebook poinformował mnie, że w dniu dzisiejszym procent mojego szczęścia wynosił będzie 35/100.

Godziny lekcyjne dłużyły się, jak zwykle. Cały czas mam stan podgorączkowy, katar, chrypę. Czuję się ospały i ciągle zmęczony. Do tego dochodzi depresja, lekarstwa otumaniające. Nie mam siły chodzić, mówić. O uśmiechu nie wspominam.

Od dwóch lat swoje krótkie, "przepełnione optymizmem", życie dzielę na poszczególne etapy. Mam już za sobą, np. "Orgazm w stylu retrO" (fascynacja latami '60), "Śmiech na pogrzebiE" (chamstwo, podejście z dystansem do otaczającego świata), "OdwykowO" (nieważne), "Hawajskie słońcE" (tonąca pod wodami morza nadzieja- lęk przed nie zaliczeniem matematyki), "Blue princE" (modeling, ciekawsze i odwrócone o 180 stopni życie)... Teraz przyszedł czas na "Bydgoszcz ruchajewO". Miejsce, które obecnie kojarzę jako dolinę rozpusty. Oczywiście bez obrazy dla obywateli tego jakże magicznego miasta, bo do 99,9% nic nie mam. Miasto, które w okresie 1.05- 1.08.2009 było mi praktycznie najbliższe ze względu na zostawione tam serce. To takie preromantyczne, przez cały okres uczucia, nieświadomie zakochany byłem w prostytutce. Jest z Bydgoszczy, stąd właśnie nowy tytuł działu w moim życiu.

Przesadziłem? Nie, nie wydaje mi się... Przecież jestem człowiekiem, mam prawo do wolnego wyrażania myśli. Nie jestem ideałem, często działam, piszę impulsywnie. Nie robię tego na pokaz jak może się niektórym wydawać, nie. Notowanie potoku czy pożogi myśli jest dla mnie swojego rodzaju odreagowaniem po np. ciężkim psychicznie (w tym refleksyjnie) dniu. Wiem, że mogę zranić tym wiele osób, ale... Czy mnie nie zraniono? "Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale największą jest zabić miłość (-Bolesław Prus Lalka)."

Co tak bardzo boli, że roszczę sobie prawo do nazywania cię prostytutką? Nasze rozstanie, które jak sama powiedziałaś "było tylko formalnością" miało miejsce 1.08.2009. Dzień później zobaczyłem w Twoim statusie na komunikatorze Gadu-Gadu literę "J". Po miesiącu dowiedziałem się, że ma na imię Jacek.

Po Twojej stronie, zawsze. Na każdym kroku mówiono mi, że jesteś lekkich obyczajów. Napotykałem się z wieloma negatywnymi opiniami na Twój temat, pokazywałem pazur, broniłem najlepiej jak tylko potrafiłem. Mówiłem, że to nie prawda, że nie szukasz chłopaków "na raz", nie chcesz czerpać z nich korzyści materialnych. Przez przeciwstawienie się opiniom, kilka osób po dziś dzień ma do mnie żal, że nie potwierdzałem i nie dzieliłem wtedy z nimi ich racji. Pieniądze... Pamiętasz może nasz wspólny wyjazd do Warszawy? Tak, ze mną tam byłaś, ze mną. Nie chciałem tam jechać, nie miałem pieniędzy, a mama, jak zwykle, nieprzychylna była do moich wojaży. Przekonałaś mnie, powiedziałaś, że stawiasz bilety na pociąg, a ja będę mógł oddać kasę jak będę ją miał, "ale to niekonieczne". Sumienie nakazywało mi jednak zwrócić co zostało pobrane. Zapłaciłem Ci 100 zł, byłem winien jeszcze jakieś 70. Oddałbym Ci je w czasie pierwszego przelewu, wiesz czemu tego nie zrobiłem? Chciałem sprawdzić czy po naszym rozstaniu utrzymujesz ze mną kontakt, bo jesteś dobrym człowiekiem czy chodzi tylko pieniądze. Chodziło o pieniądze.

Lekkie obyczaje. Nie będę wytykał z kim byłaś. Nie potrafię do tylu liczyć. Jestem głupcem mając do Ciebie jeszcze jakiś tam sentyment. Odegrałaś w końcu bardzo ważną rolę w moim życiu... Bądź szczęśliwa nie raniąc przy tym innych. "Chodź, przytul, przebacz. Mon essentiel Aczy!"

wielokropek

Przecież nie sztuką jest rzucić zaklęcie miłości. Bylibyśmy razem, szczęśliwi, ale byłoby to sztuczne. Wciąż kochałbym Cię całym sercem, ale Ty mnie nieświadomie, nie znając powodu uczucia.

chwilowo obecnowo

Chyba rzeczywiście wszystko czego się dotknę psuję. Taka gorsza wersja demo króla Midasa, ja zamieniam w kał, a nie złoto. Przyjaźni nie doceniam, miłość olewam. Chciałbym się zmienić, ale nie potrafię. Jestem bardzo egocentryczny co prowadzi do sporów między mną, a światem.

Gdyby rozum pracował intensywniej, a serce mu w tym pomagało. Pociąg się nie spóźnił. U osoby, którą teraz kochasz przy narodzinach stwierdzono zgon. Gdyby nie dzieliło nas 291 km i charaktery. Pieniądze nas nie pokłóciły, a pasja nie była rywalizacją. Gdybym nie był tak zazdrosny i uprzedzony do Twojego "alkoholizmu". Gdybym był przystojniejszy, lepiej się ubierał i miał ciekawsze poczucie humoru. Gdyby... Może wtedy jeszcze bylibyśmy razem.

Właśnie dostałem zdjęcia z osiemnastki Marty ("to jest dom prywatny").

weekendowe wypociny z dupy- sranie

Bo mam potrzebę wyżalenia i wyrzucenia z siebie. Podobne uczucie do srania, whatever. To taki dziwny feeling kiedy najbliższy nam człowiek oczarowuje się osobą, którą dotąd tylko my znaliśmy. W naszym znajomym. Poświęca mu dużo więcej czasu i uwagi. Czujemy się trochę jak guma do żucia, co nie? Jak zużyta prezerwatywa, papierek po cukierku, rolka od papieru toaletowego, wypalony papieros. Wyolbrzymiam, ale coś w tym jest. Niby nasze olewatorskie, hipisowskie i zasadnicze podejście z dystansem do sytuacji sprawia, że tego nie widać, ale w środku ciężko nam pogodzić się, że nigdy TO MY nie będziemy najważniejsi.

Że jak to do hcuja punka możliwe, że dla przyjaciela znajomy jest ważniejszy. W ogóle nie wiem czemu piszę w liczbie mnogiej. W takich momentach odechciewa się maksymy "twoi przyjaciele są moimi porzyjaciółmi". W takich momentach odechciewa się w ogóle mieszkać w zapleśniałym mieście gdzie chcąc nie chcąc trafimy na ów najbliższą osobę, na którą nawet jeśli udajemy, że jesteśmy obrażeni, odbrazić się musimy. Jeszcze tylko dwa lata Rafi.

Czasem niefajnie, że z piątku na sobotę idziesz raz wa bank.

sobotnie lenistwo

Weekend, nareszcie:) Jak miło obudzić się o 9:00 z myślą, że mamy sobotę. Z myślą, że nie trzeba było ponad dwie godziny temu wstać i przywdziać na siebie lodowatą marynarkę, która robi za mundur szkolny. Brak planów na dziś, Wojtek się do mnie nie odzywa, a ja nie mam zamiaru pierwszy wyciągać ręki, jak zwykle. Słucham Killersów- Spaceman i piosenki z Dirty Dancing- Do you love me. Dawno nie byłem "na zdjęciach", mam duże braki, ale to nie znaczy, że osiadłem na laurach. W czwartek dostałem telefon z Warszawy, niedługo jadę do stolicy na pierwszą sesję dla Mango Models. Będę miał własną książkę, portfolio- nie mogę się doczekać:) W szkole też całkiem nieźle chociaż jak mama mówi- stać mnie na więcej. Idę poszwędać się po domu. Pozmywałem naczynia, zaraz pójdę umyć włosy i trzeba jakoś ten dzień wykorzystać, nie mam zamiaru spędzić soboty w domu, no way!

2.10.2009- Poznań; "(S)tresowany"

Teoretycznie powinienem opisać, nawiązać do dnia 2.10.2009, a konkretnie minionego piątku. O godzinie 12:00 uciekłem ze szkoły, pobiegłem do domu spakować się ażebym o 14:00 mógł spokojnie wsiąść do pociągu jadącego w kierunku: Poznań. Tak też się stało. Dziękuję Olu i Jess za dach nad głową. Gdyby nie Wy w tymczasowym miejscu zameldowania wpisałbym: Dworzec Główny. Cel podróży: osiągnięty. Spotkałem się z jedną z najwspanialszych i najważniejszych osób w życiu-  Paulą z Bydgoszczy. Poznałem przyszłą, polską gwiazdę, a konkretnie piosenkarza, dziękuję Pawle za lekcje wokalu, chyba nigdy nie będę grał na gitarze tak dobrze jak Ty. W ogóle fajnie było poznać! Dobrze było zobaczyć Krzyśku, że żyjesz i masz się okay, trzymaj się jak najdalej od szpitali("daleko od noszy!") i nie strasz nas więcej! Anno, żałuję, że poznaliśmy się w niekomfortowych warunkach. Nie oceniaj, poznaj. Pamiętasz? Być może kiedyś będzie nam dane normalnie porozmawiać. Chciałbym. Wojtas, dzięki, że tam byłeś. Wiesz, że chyba bym zwariował. Tak lekko zerżnięte z photobloga, ale nie mam weny ani inwencji twórczej. Podsumowując dzisiejszą i weekendowo- poznaniową notę chciałbym przytoczyć tekstnapisanego przeze mnie na lekcji języka polskiego (pod wpływem impulsu) wiersza.

Jak protisty swoim życiem żyć.
Jak ptactwo ponad poziomy wybywać.
Jak dziecko swoim bytem być.
Niecałe życie wygrywać.

Malujesz często obrazy.
Miałem być na jednym z nich.
Twoja osoba Świętoszka bez skazy.
Och, ach, ech, ich.

Wydzielinę kłamstw zasłaniasz dłonią.
Przezroczysty, słony smak.
Twoje whippety wciąż się mnie boją.
Zazdrosne szczekając dają tego znak.

Wstałem o 6:00. W szkole musiałem być na ok. 7:00- miałem do zaliczenia odpowiedź z angielskiego- podstawowego. Dostałem 14/20 pkt, lepsze to niż zero. Następnie język włoski czyli, jak już uprzednio wspominałem, moja "kawa na śniadanie". Kartkówka z matematyki w miarę do ogarnięcia, jak zwykle zdążyłem zrobić 3/4 po czym upłynął czas pisania. Biologia- w nocy, bo do ok. 3:00 robiłem projekt o inżynierii genetycznej w kryminalistyce. Wiecie, CSI Miami i te sprawy. Uzupełnieniem odpowiedzi koleżanki pani posłużyła się moją pracą, referatem- miło. Geografia i wyniki sprawdzianów z działu "Urbanizacja"- 24/30 pkt, jestem z siebie dumny:) W-f, który wyjątkowo mieliśmy na sali. Język polski z moją wspaniałą Panią polonistką. Angielski i kłótnia o niesprawiedliwe odbieranie punktów z form sprawdzania wiedzy. Chemia- przyłOŃczanie cząsteczek i oczekiwanie na 15:05, o której skończyłem ostatnią, ową lekcję.