mamo, jestem w Poznaniu - nie skłamałem

Piątek, 17 grudnia 2010. Obudziłem się z wysoką gorączką. Dzień wyjazdu do Warszawy. Cel - spotkania ze znajomymi i przejść się na castingi. Bolało mnie gardło, katar i multum innych dolegliwości, które uczyniły mój trip coraz bardziej odbiegającym od planów. Postanowiłem nie pójść do szkoły. Wziąłem gorącą kąpiel, wypiłem wapno i fervex. Spakowałem walizkę i udałem się na autobus jadący w kierunku dworca PKP. Kurde... Uciekł mi. Popierdalam z buta, zwiększona temperatura ciała i trucht sprawiły, że zalałem się potem. Dobiegłem, 30 minut do odjazdu. Gorąca czekolada z automatu i papieros. Uwielbiam. Pociąg ruszył, jaram się. Dotarłem. Warszawa Centralna. "Ludziów jak mrówków." Śmierdzące i cholernie zimne podziemia. Inny świat. Dużo bezdomnych, policji i połączonych ze sobą kiosków czy mini kawiarni. Duże kolejki do kas biletowych. Nawet tych najbardziej ukrytych. Wchodzę na Halę Główną. Standard - papieros. Przede mną wieżowiec firmy Lot i hotel Marriot. Skończyłem. Czekam na Maćka Moszyńskiego - mojego zielonogórskiego brata, który ze względu na studia mieszka w Warszawie. Po półtorej godzinie czekania na Maćka w McDonalds (Złote Tarasy) pojechaliśmy do jego mieszkania na Pradze. Jak zwykle 100 myśli na minutę, rozmowy o wszystkim i niczym. Fuck, 4:30 nad ranem! Za 20 minut brat musi wyjść na tramwaj - zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Zamknąłem za nim drzwi, zdjąłem szkła kontaktowe i położyłem się spać. Wstałem około 11:00. Poranna toaleta, spakowanie porozrzucanych po całym pokoju moich klamotów i podziękowanie współlokatorowi - Kowalowi - za gościnę. Było dobrze.
Sobota, 18 grudnia 2010. Czekam na tramwaj jadący w stronę centrum. Telefon od mojej menedżerki Soni z Mango Models: "Spoko Rafał, możesz iść na ten casting, masz naszą zgodę." Zaproponowała jeszcze jeden, który wypadał na dziś dzień lecz prokrastynacja i złe samopoczucie wzięły górę. Chodziłem po Złotych Tarasach. Nic mi się nie spodobało. No może wszystko poza płaszczem z ZARY, który kosztował 599 zł. Lipa... Pojechałem do Arkadii poszukiwaniu dużej, skórzanej torby. Moje łowy okazały się niewypałem... ;/ Bez planów na wieczór i miejsca do noclegu (tak, Rafał kocha spontany, ale nikt poza nim) pojechałem na dworzec. Kupiłem bilet do Zielonej Góry przez Poznań. Dlaczego właśnie taki? Siedząc jeszcze w Arkadach zadzwoniłem do Ptysia. Hasło - domówka. Pieprzę wszystko, wyjeżdżam ze stolicy.

Antony and the Johnsons - Fistful of Love

"Leżałem w swoim łóżku ostatniej nocy, patrzyłem na sufit pełen gwiazd. Kiedy to nagle uderzyło mnie i po prostu muszę dać Ci znać, jak się czuję. Żyjemy razem w fotograficznym czasie, patrzę w Twoje oczy i morza otwierają się przede mną. Mówię Ci, że Cię kocham i zawszę będę. I wiem, że Ty nie możesz mi tego powiedzieć. Wiem, że Ty nie możesz mi tego powiedzieć.
Więc wychodzę pozbierać aluzje, małe symbole Twojego oddania. Akceptuję i kolekcjonuję na moim ciele pamiątki Twojego oddania.
Czuję Twoje pięści i wiem, że tu nie ma miłości. I czuję bicz i wiem, że tu nie ma miłości. Czuję Twoje płonące oczy i płonące dziury prosto przez moje serce. Tu nie ma miłości. Tu nie ma miłości. Daj mi mały kawałek prawdziwej miłości. Daj mi trochę pełnej miłości. Bądź pełna miłości. Garści, garści, garści pełne miłości."
Antony and the Johnsons - Fistful of Love

top 10 grudzień

1. Antony and the Johnsons - Fistful of Love
2. No Doubt - Spiderwebs
3. Pink Mountaintops - While we were Dreaming
4. Sohodolls - Bang Bang Bang Bang
5. Lissie - When I'm Alone
6. Sohodolls - I'm Not Cool
7. Smoke City - Underwater Love
8. The Irrepressibles - In This Shirt
9. FM Belfast - Par Avion
10. Fiction Plane - Push Me Around

przyjacielu proszę wróć

Przyjacielu, proszę, wróć.
Przestałoby mnie w sercu kłuć.
Wciąż oglądam nasze zdjęcia.
Jak mi na Tobie zależy nie masz pojęcia.

Przyjacielu, proszę, wróć.
Przez morze obłudy tylko z Tobą na łódź.
Społeczeństwo to nieskończona karuzela.
Czemu jeden człowiek naszą przyjaźń zestrzela.

Przyjacielu, proszę, wróć.
Czemu muszę wszystko psuć.
Niech mnie tylko ktoś ocuci.
Jeśli napisze, że już nigdy nie wróci.

nie znasz, a już nie lubisz


Nie lubi mnie wiele ludzi. Dzielę ich na dwie grupy: na tych, którzy pizgają ze mnie z przyzwyczajenia i tych, którzy lubią wnikać w życie osobiste. Większość stanowią zazdrośnicy, wkurzeni, że to nie oni zajmują pierwsze miejsce na językach. Duży procent zawdzięczam także znajomym znajomych. Niektórzy nawet mnie nie znają. Usłyszą coś, przekażą dalej, napiszą w prywatnej na facebooku po czym powstają niestworzone historie na mój temat. Z tych plot można by skomponować 365 bajek na każdy dzień w roku. Racja, nie przeszłyby cenzury. Dopiero od kilku miesięcy Pan Bóg może mnie sądzić, nie ludzie. Nie osoby trzecie. Najmniejsze pieski najwięcej szczekają.
Tak naprawdę powód do nienawiści powinno mieć wąskie grono osób policzalnych na palcach jednej dłoni, nie więcej. Najbardziej bawi brak odwagi ażeby powiedzieć mi te wszystkie negatywy w cztery oczy, prosto w twarz, ale tchórze byli od zawsze i do końca świata będą. Podaj dalej. Zbliżają się święta, ale to jeszcze nie ta pogoda i nie ten zapach. Dziękuję tym co są bez względu na wszystko! :*

spiderwebs

Jeśli kiedykolwiek powiesz, że chłód mojego serca zmroził Twoje palce chcące wystukać na dotykowym ekranie mój numer telefonu to zniknij już teraz, raz i na zawsze. Chciałem położyć się spać, zasnąć i już więcej nie obudzić. Nie mogę tak myśleć, bo znów zaśpię do szkoły.

z piatku na sobotę idzie raz va banque

Postanowienie adwentowe: nie zablokuję nikogo na facebooku. Wczorajsza noc pod znakiem Słodko - Gorzkiej: karaoke, bansy i rozmowy przy piwe. Było dobrze! :)
Martwię się o dwie osoby, bo "kto z kim przestaje takim się staje". Dziwi mnie fakt jak bardzo można być dwulicowym. Obgadywać kogoś, opowiadać osobom trzecim sekrety jego życiorysu po czym proponować spotkanie. Dno i żenada, ale "ten się śmieje kto się śmieje ostatni". Zimowe porządki zawitały także u mnie. Dziesiątki pocztówek z najróżniejszych stron i miejsc świata, listy przyprawiające o łzę w oku, stare zeszyty z przypisami na marginesach i miliardy wspomnień, tych dobrych. Popołudnie z Adą i Alą. Oglądanie zdjęć na telefonie, po 30 min oczekiwania na kelnera prośba o menu, trzykrotne Jazzgotowe przeprowadzki, ciemnoskóre dzieci robiące rozrubę, angielszczyzna, leżenie w śniegu, krzyki w Focusie, poszukiwania K-MAGa, "chlEb! Z masłeem" czyli pieczywko czosnkowe w Venezii. Ja też Was nie lubię, ale brakowało mi tego! :)
A w głośnikach No Doubt - Spiderwebs (nie mylić z utworem Katie Malua, zupełne przeciwieństwo). "Sorry I'm not home right now! I'm walking into spiderwebs... ;P So leave a message and I'll call you back."
Taki mały dopis. Nie wiem co mnie naszło na tego typu przemyślenie, ale... Przyjaźń nie polega na powtarzaniu drugiej osobie o ostrożności tylko na ratowaniu kiedy widzi, że dzieje się niedobrze. Idę po maskę i pelerynę.