wyjrzałem przez okno

Pozostaje mi imaginować jak przebiegałyby nasze rozmowy gdybyśmy byli razem. Coś Cię uwiera, zabiera mi to swobodę pisania. Czujesz to, ocierasz skronią o moją szyję. Przestraszony wstaję, wyglądam przez okno, pustka. Pomarańczowe światło latarni sprawia, że czuję się jak w reklamie soku. Odwracam się od własnych myśli, na których niedobór nie narzekam. Nie widzisz mojego spojrzenia, zwierciadła duszy skierowane mam w stronę księżyca. Jak dziecko latawiec tak teraz i ja wypuszczam z ręki sznurek. Średniej wielkości balon w kształcie serca. Przecież i tak kiedyś pęknie - pomyślałem.

Poznań / Warszawa - gwiazdorsko & urodzinowo

Piątek, 15 kwietnia. Urodziny Emmy Watson i dzień wyjazdu do Poznania. Maszerowałem w stronę dworca kiedy przypomniałem sobie, że nie wziąłem z domu portfela. Zostało 20 minut do odjazdu. Biegłem. Wbiegłem do pokoju, zabrałem pieniądze i poszedłem na postój TAXI. Zgrzany i z językiem na wierzchu, w ostatnich sekundach wskoczyłem do PKSu. Madzię, Lisowską i Roba nie zdziwiło moje spóźnienie. "Nie zna się na czasie." Przyzwyczajeni! :-)
Droga do Zbąszynka, gdzie mieliśmy mieć przesiadkę, minęła na słuchaniu muzyki, przeglądaniu obrazków w Vademecum i wygłupach. Szaaleeni!
Z dworca odebrała nas Flo. Nie mogłem nacieszyć się jej widokiem! Podjarani moim przyjazdem do Poznania (nie byłem tam przeszło 2 miesiące) wsiedliśmy do tramwaju jadącego w kierunku osiedla lecha. W mieszkaniu czekali na nas Janek i Artur. Po krótkiej rozmowie, wypiciu herbaty i nacieszeniu się twarzami Poznaniaków kazano mi wstać. Dostałem wymarzoną bransoletkę Lilou - gwiazdkę na błękitnym sznurku. Nie potrafię znaleźć słów, które opisałyby moją ówczesną radość. "Aim higher. Flo & Janek."
Wieczorem - party hard! Before u Pitiego i Beaty przy ulicy Mostowej. Późniejszych poczynań i szczegółów imprezy nie zdradzę - bliscy, a także obecni tam znajomi wiedzą co się działo! :-) Po północy mój telefon zaczął się urywać, mam jeszcze do odczytania ponad 300 życzeń na facebooku! Urodziny uważam za niesamowicie udane... ;>
Nad ranem, 16 kwietnia, lekko szumiało w głowie, ale kac nie przeszkodził w sesji! Wystylizowany na chłopca wyjętego żywcem z Tajemniczego Ogrodu, zapomniałem o suchości w gardle i bólach głowy. Stylizował Janek Ka, a fotografowała Monika Flo Kwiatkowska. Wieczór spędziliśmy na oglądaniu Władcy Pierścieni, niestety wytrwaliśmy tylko do połowy pierwszej części. Jak już napisałem na photoblogu, hobbici kochali wszystko co kwitło i rosło, a romantycy uważali, że piękno tkwi w naturze. On nosił pod szyją kwiaty! :-)
Następnego dnia umówiłem się na sesję ze Stefanią Olejniczak - magiczna osoba. Towarzyszyła nam Flo, tym razem nie jako fotograf, a jako widz, haha! :-D Po skończonych zdjęciach odprowadziliśmy i poczekaliśmy ze Steff na autobus po czym udaliśmy się do epicentrum poznańskich plot i lansu - Costa Caffee.
Niedziela, środek dnia, a w górnej części kawiarni pusto! *_* Korzystając z okazji zrobiłem nam wspólne zdjęcie... ^^ Po krótkim czasie dołączyła do nas Hania, Stanisław i Janek. Posiedzieliśmy tam jeszcze chwilę (musieliśmy się nacieszyć - w piątek zamykają lokal) po czym poszliśmy w kierunku Starego Browaru.
Twarz nowej kolekcji Orskiej również musiała być trendy więc zrobiliśmy jej "na hajdula". Na zdjęciu z przesympatyczną Hanią! ;-)
Flo z Jankiem pojechali w kierunku mieszkania, Hania do swojego domu, a Stanisław powiedział, że musi coś załatwić. Ja natomiast wybrałem się na Wawrzyniaka - dawno mnie tam nie było, poza tym stęskniłem się za twarzą "emo" Enki i "scene" Grzesia (Śniadego). Nie minęło wiele czasu kiedy nagle znalazło się tam pół Poznania!
Podczas drogi powrotnej zauważyłem na niebie niesamowicie tajemniczo spoglądający na nas z góry księżyc. "Sometimes I lay under THE MOON and thank God I'm breathing. [...] Sometimes in my tears I drown but I never let it get me down. [...] All my live I've been waiting for. I've been praying for... For the people to say that we don't wanna fight no more..." Podziękowania dla Stanisława za utwór Matisyahu - One Day.
Pobudka o godzinie 6:30 - nieee! Mimo to przełamałem się i wstałem, wziąłem prysznic, spakowałem i byłem gotów do wyjścia. O godzinie 9:36 wsiadłem do pociągu jadącego w kierunku Warszawy. Droga minęła w mgnieniu oka gdyż czas spędzony na podróży umiliła mi starsza pani o imieniu Ewa, która zna moją przyszłość (sztuka chiromancji - czytania z dłoni). "Ten kto ma miękkie serce musi mieć twardą du*ę!" Niesamowita osoba.
Ze względu na piękną pogodę posiedziałem chwilę na schodach przed Złotymi Tarasami po czym przyszedł Maciek Moszyński i weszliśmy do środka. Dawno go nie widziałem! Niestety ze względu na jego szkołę, a moje castingi musieliśmy przerwać spotkanie. Po udanej rozmowie (casting) i zrobieniu przez bookerkę Dorotę polaroidów pojechałem do Ani, u której spałem. Pyszne winko, wspaniała muzyka, kilkanaście papierosów i rozmowy do późnej nocy - z nikim nie jest to tak przyjemne jak właśnie z nią!
Rano Ania i jej współlokatorka Kasia musiały jechać do pracy więc i ja wyszedłem wraz z nimi z mieszkania. Najpierw pojechałem autobusem w stronę centrum (i to był błąd - stanie w korkach potrafi być naprawdę irytujące). Kupiłem Powerade Blue (napój, który stanie się chyba moim ulubionym w czasie wyjazdów) i udałem się w stronę stacji metra, kierunek Kabaty, a konkretnie Służew na Mokotowie. Gdyby nie Adam Ppx czy Jamie to nie wiem co zrobiłbym z tyloma godzinami wolnego czasu! Wypiliśmy kawę, potem po piwie, pogadaliśmy, zamówiliśmy pizzę po czym pojechałem na dworzec PKP. Ostatnie minuty do odjazdu, ZNOWU! xD Na szczęście zdążyłem, a drogę do Zielonej Góry umilała mi Klaudia (koleżanka ze szkoły) i jej przyjaciółka Ola. Nie mogę się doczekać kolejnych wyjazdów... :-D

znajomości internetowe

Co zapoczątkowało waszą przygodę z internetem? Odkąd pamiętam nigdy nie miałem jakiegoś większego parcia na komputer. Nie było go w domu od zawsze, pojawił się dopiero pod koniec podstawówki. Pomijając fakt, że zajął sporo miejsca na biurku to w dodatku korzystanie z niego zadomowiło się w naszych codziennych przyzwyczajeniach na dobre.
Pierwsze rejestracje: komunikator Gadu - Gadu, konto e-mail na portalu o2 i epicentrum ówczesnego lansu - fotka PL. Zostańmy przy tym ostatnim. Ponad 3 mln użytkowników, zdjęcia przy lustrze, "artystycznie" na torach, retusz w prymitywnych edytorach. Niesamowici ludzie. Trochę ironizuję, ale nie ukrywam, że to właśnie tam poznałem osoby, które od czasu do czasu wspominam. Photoblog nie był wtedy tak znany jak obecnie, a liczba zarejestrowanych użytkowników nie wynosiła nawet pół miliona. Może i lepiej - obeszło się bez czytania pseudo inteligentnych wypocin zmęczonych życiem nastolatków. Wystarczyły krótkie dedykacje pod zdjęciami. W innych regionach kraju popularny był także epuls, ale do Zielonej Góry (w odróżnieniu do Gorzowa Wielkopolskiego) ta nowomoda nigdy nie dotarła.

JESTEŚMY W CZĘSTOCHOWIEEE 9 - 10 kwietnia

Nie byłem pewien czy opiekunowie wyjazdu pozwolą mi jechać za kolegę. Nie było mnie na żadnym spotkaniu organizacyjnym, nie znałem regulaminu i zasad pielgrzymki. Mimo to postanowiłem spróbować. Przed wycieczką umówiłem się z Alą, że odbiorę ją z dworca (oczywiście, że się spóźniłem). Po około dwóch godzinach spędzonych na jakimś murze, udaliśmy się na miejsce zbiórki. Chwiejnym krokiem weszliśmy do autokaru (oczywiście mam na myśli trzęsący się pojazd)! ;-P
Odjechaliśmy około 22:00. Kierowca nieuprzejmy, a postoje mieliśmy co kilka godzin. Próbując rozbawić smutny autobus opowiadaliśmy z Alą kawały, śmialiśmy się, śpiewaliśmy - bezskutecznie. Dwie osoby zrezygnowały przez nas z siedzenia na tyłach. W Częstochowie byliśmy około 5:00 - sen dopadł nawet tych najwytrwalszych. Oczywiście, że mam na myśli nas! ^^
Pełno autokarów. "You can smoke HERE!" ;P Nieco przed 6:00 wszystkie grupy, w tym nasza, udały się do Kaplicy Cudownego Obrazu. Dowody uzdrowień ludzi wiszące na ścianach (kule, różańce i inne przedmioty) robią bardzo duże wrażenie.
Zdjęcie wyżej zrobiłem podczas ceremonii odsłonięcia obrazu. Zdarzyła się dość dziwna sytuacja. Podczas klęczenia przyłożyłem wizjer aparatu do oka i kiedy chciałem wcisnąć migawkę coś białego, jakby smuga, przeleciała przez wykadrowany obszar. Wytłumaczyłem to włosami dziewczyny stojącej przede mną. Sytuacja więcej się nie powtórzyła, ale zastanawiało mnie to przez dalszą część dnia.
Po skończonej mszy poszliśmy coś zjeść. Niesympatyczna obsługa w pobliskiej stołówce sprawiła, że wyszliśmy stamtąd. Temperatura na minusie, ah ta jura krakowska. Alicja dużo marudziła (między innymi przez to, że zostawiła w autokarze telefon), ale kiedy dowiedziała się, że niedaleko stąd jest miejsce gdzie będziemy mogli odpocząć i się ogrzać - ożyła! ;D
Sporo czasu zajęło nam znalezienie budynku, w którym mieszkała Ada wraz z koleżankami ze swojej szkoły (przyjechały dzień wcześniej). "Brązowe baraki z pamiątkami, wielki napis KIERMASZ!" Znaleźliśmy - poleżeliśmy, napiliśmy się, poleżeliśmy! xD Być może nie okazaliśmy swojej wdzięczności w jakiś szczególny sposób, ale nie wiem co byśmy zrobili gdyby nie Ada!
Z naładowanymi akumulatorami (pomijając telefon - nikt nie miał ładowarki pasującej do mojej motoroli) udaliśmy się w kierunku centrum miasta. Porażka, ludzie, których napotkaliśmy byli lekko... Nawiedzeni. Zabudowa niska, wszystkie bloki szare, smutne, odpadający tynk. W powietrzu czuć było coś dziwnego. Na początku słońce wyglądało zza chmur bardzo sporadycznie. Z czasem jednak ciemne okulary okazały się przydatne. Poszukiwaliśmy McDonalds.
Sukces, znaleźliśmy! Tortilla + kawa = NIRWANA. 
Oczywiście, że "samojebka" w lustrze musiała być! W tle widać przed epokowe budki, które ze względu na niedzielę i rocznicę tragedii w Smoleńsku były zamknięte. Wydaje mi się, że nie pełnią funkcji tylko dekoracyjnej, jak pisałem na facebooku, Częstochowa is weird...
Nie mogliśmy znaleźć żadnej galerii handlowej (zazwyczaj w takich miejscach coś się dzieje). Szczęśliwy, że w końcu udało mi się coś wypatrzeć zabrałem Alicję w kierunku dużego budynku nieopodal, którego wisiało wiele reklam. Okazało się, że jest to dworzec PKP. Wyobraźcie sobie jak wielkie musiało być zdziwienie w moich MAŁYCH oczach! ^^
Uświadomiliśmy sobie, że odcięliśmy się od grupy z naszej szkoły. Ala zostawiła komórkę w autokarze, a bateria mojego telefonu była na wyczerpaniu. Sprawdzając plan dnia doinformowaliśmy się, że tak naprawdę dopiero za kilka minut zaczyna się czas wolny - nasz trwał już ponad 4 godziny... :P
Kiedy wychodziliśmy z Mc poproszono mnie o autograf. Spacer po mieście, które okazało się być wcale nie takim brzydkim. Podobno konstrukcja ławek i latarni jest bardzo podobna do tych w Berlinie. Mniej wiało, dużo słońca i rozpromienionych ludzi!
Strzeżony park w obrębie Jasnej Góry - coś pięknego!
Zrozumiałem, że zaniedbanie wyglądu, całokształtu miasta, może być spowodowane skupieniem się tylko i wyłącznie na Jasnej Górze. Na 14:00 poszliśmy z Alą na nabożeństwo odprawiane w intencji tegorocznych maturzystów (czyt. nas). Pomodliłem się za kilka ważnych dla mnie osób. Niektórym kupiłem nawet kartki! :D
Zdjęcie grupowe wykonane przez kierowcę, który nie był wcale taki zły jak go jeszcze rano oceniałem. Wszyscy zmęczeni, chcemy do domu!
Podobno przez sen przyjmowaliśmy z Alą najbardziej wyszukane pozy, niestety nie mamy jeszcze żadnego z tych zdjęć (nie jestem pewien czy w ogóle chcemy je mieć)! :P
Ostatnie zdjęcie wykonane przez szybę autokaru. Narazie Częstochowo - nieprędko, ale jeszcze kiedyś obiecuję Cię odwiedzić! :)

na wspomnienia mu się wzięło

Tout va bien choć przyznaję, że nie raz i nie dwa zbierano mnie z ziemi. "Koniom i zakochanym inaczej pachnie siano." Idź, całuj moją, niespełnioną miłość ubiegłego życia. Nie odzywaj się przez kilka tygodni. Rób sobie zdjęcia pod pomnikami innych, tych bardziej wylansowanych miast. Skopiuj tą treść i wyślij naszym, wspólnym znajomym jako wiadomość prywatną na facebooku. Tym obok też możesz przekazać. Dopisz, dopowiedz jaki jestem dziecinny i głupi, jak bardzo ci mnie żal. Apeluję do ludzi serc z kamienia. Kawałki okruchów skalnych, które nosicie zamiast uczuć, nie trudno jest zmiażdżyć. Plotkujesz? O tobie też będą. W dzieciństwie mama nie pozwalała mi się bawić jedzeniem. Napisałem jeszcze coś odnośnie przyjaźni, zebrałbym za te słowa oklaski. Skasowałem. Wystarczy piosenka i niesmak. Wyjeżdżam stąd, dzisiaj. No dobra, jutro. Po raz kolejny odkładam wszystko na później, czy wy też tak macie? Lubił pić, pił dużo. Lubił kochać, kochał mało. Nieważne jakie masz dłonie tylko co potrafisz nimi zrobić. Nieważne jakie masz oczy tylko co potrafisz zauważyć. W życiu każdego człowieka przychodzi czas trudnych decyzji. Nie wiemy czy dokonamy dobrego wyboru, radzimy się przyjaciół. Co jeśli problemem są właśnie oni? Skończyłem wspominać, niektórzy umarli. Każda żałoba kiedyś mija. "Czas leczy rany." Jestem na etapie odwyku, przepraszam, odzwyczajania. Na nowo planuję swój wolny czas, nawet jeśli jest to samotny spacer po mieście czy dwugodzinne wyjście do kościoła. Mieliście kiedyś takie, dziwne uczucie, że niektóre żarty bawiły tylko Ciebie i Twojego najlepszego przyjaciela? "Kocham cię bardziej niż wczoraj, ale mniej niż jutro." Coś musi w tym być. Ołowiane wspomnienia jak kule twojego pistoletu trafiające w sam środek mojego serca. Na moje szczęście, a twój pech od kilku dni noszę kamizelkę kuloodporną. W pudełku ze starociami znalazłem odtwarzacz mp3. Ładuję baterię i wgrywam same pozytywne utwory, o!


rebus & wspomnienie lata

Zdjęcie po lewej zostało zrobione 3 dni temu i jest nieprzerabiane. W mailach i prywatnych wiadomościach pisaliście, że chcecie takowe zobaczyć więc macie. Nie lubię spraw niewyjaśnionych. Tłumione emocje zabijają organizm i brudzą duszę od środka. Niektórzy ludzie to mentalni sadyści, ból sprawia im przyjemność. Też taki byłem, ale w moim przypadku działało to na trochę innej zasadzie. Pielęgnowałem swoje cierpienie i wykorzystywałem je w poezji. Wielu ludzi sprawiło, że mam za sobą kilka dobrze spisanych przemyśleń i wierszy. Podziękowałbym, ale chyba nie wypada. Za oknem szaro. Mógłby padać deszcz, nie mam ochoty na uśmiech. Długo zastanawiałem się do czego mógłbym cię porównać. Określenie przyszło dziś w nocy wraz z ostatnią kroplą piwa. Rebus - bo przewidywalność i łatwość z jaką można cię odgadnąć jest niepojęta. Abstrahując od rozwiązywania twojego umysłu... Przypomniała mi się magiczna chwila. Miejscowość Grzybek, województwo kujawsko - pomorskie, wakacje. Stary, drewniany pomost chyba niegdyś służący do łowienia ryb. W jednej dłoni telefon, z którego rozbrzmiewało Snow Patrol - Set Fire to the Third Bar, a w drugiej papieros (nie pamiętam, który z kolei). Księżyc odbijał się na tafli jeziora, którego spokój zakłócałem wrzucając kamienie i niedopałki. Przyszła Paula, słodki nieogar. Siedziała wraz ze mną, patrzyła przed siebie. Objęci rozmawialiśmy o sytuacjach sprzed roku. W sumie sprzed dwóch lat. Szkoda, że nikt nie stał z boku z kamerą i nie nagrywał naszych rozmów, zachowań i tych wszystkich sytuacji. Pamiątka na całe życie. Kiedy wymyślą urządzenie malujące obrazy na podstawie fal mózgowych? Zostałbym malarzem. Chyba popadam w obsesję, wszystkie myśli niczym magnesy na lodówkę przyciągane są przez Kate Nash. Od rana prześledziłem jej fan page na facebooku, konto na twitterze czy zdjęcia autorstwa Clare Nash, na których uwieczniła Kate podczas V Festival oraz za DJką. Póki co nie stać mnie na replikę jej platynowej płyty, którą można znaleźć na ebay'u za 120 GBP, ale satysfakcjonują mnie pins z okładkami jej albumów czy wizerunkiem twarzy. Jestem taki podekscytowany, nie mogę się doczekać 2 lipca.