Burn Selector Festival 2011

Obudziłem się na około 30 minut przed odjazdem pociągu. Zdążyłem wskoczyć do wanny, ubrać się i wziąć porządny łyk jeszcze gorącej herbaty przygotowanej przez moją mamę. Pobiegłem w stronę stanowiska taxówek znajdującego się nieopodal mojego domu. Kierowcy firmy, z których usług zazwyczaj korzystam nie byli zdziwieni widokiem "biegnącego Rafała z równym mu bagażem". Chyba nie musiałem nawet mówić dokąd chciałbym dojechać. Zdążyłem! Podróż umilały mi koleżanki ze szkoły, które spotkałem przed wejściem na dworzec.
Pomimo tego, że czas spędzony z nimi w pociągu do najnudniejszych nie należał to po obejrzeniu zdjęć ekipy, z którą przez cały, festiwalowy czas imprezowałem - padłem! ;D
Na dworcu w Krakowie czekała na mnie uwieczniona wyżej Amanda. Reszta zajadała się wtedy w McDonalds! ;P Pamiętam, że polubiłem ją w ciągu pierwszych sekund poznania - jej włosy kojarzyły mi się z Florence!
 Pojechaliśmy do domu Jagody, u której mieliśmy przyjemność spać, zabraliśmy alkohol i poszliśmy w plener: pijąc, żartując, skacząc i krzycząc zmierzaliśmy w kierunku Krakowskich Błoni. Zdjęcie na CC musiało być!
No właśnie... ;D
Tuż przed wejściem na teren festiwalu złapał nas deszcz! Mieliśmy jeszcze kilka pełnych butelek, z którymi raczej by nas nie wpuszczono więc chwilowo zmieniliśmy cel podróży, odbiliśmy w lewo znajdując jakąś melinę. 
Najwięcej czasu spędziłem z Rudą - rozumieliśmy się wówczas bez słów! Największą sensację wzbudziliśmy wśród ochrony wchodząc z wielkim kawałkiem drewna niesionym nad naszymi głowami. Prowizoryczny parasol - przynajmniej nie zmokliśmy! ;D
Powyżej jedno z nielicznych zdjęć, na którym uwieczniono niebieską opaskę dającą przepustkę na festiwal! :)
Ogródek Camela był jednym z najbardziej obleganych przez nas miejsc, dobra muzyka i spoko ludzie!
 Znów obok Natalii... :)
Rozmowy w toku haha! ;D
Koncert Crystal Castles - godzina mojego życia, której na pewno jeszcze bardzo długo nie zapomnę.
Podczas Selectora można było spotkać bardzo wielu znajomych!
 Amanda - najlepsza złodziejka set list na świecie!
Groźna Miriam, kobieta z pazurem!
Powroty bywają naprawdę trudne. Zwłaszcza w naszym przypadku gdy dowiedzieliśmy się, że jest to ostatnia noc, którą możemy spędzić w tym domu... Bez komentarza - trudno!
Następnego dnia, około 14:00 spakowane bagaże zostawiliśmy w przedsionku i wybraliśmy się w miasto. Pamiętam, że było bardzo gorąco... :)
Nasz B4 niczym "Śniadanie na trawie" Claude Moneta, a w tle Kopiec Kościuszki.
Niektórym było już naprawdę dobrze hahaha! ^^
Tańce, hulanki, swawola!
Zapalniczka Rudej zrobiła lokalną furorę, musiałem mieć z nią zdjęcie! :)
Dobra pani DJka w ogródku Camela powiedziała, że mam potencjał! :D
Farba fluorescencyjna na mojej twarzy i nogach Natalii wprawiała ludzi o uśmiech i zaciekawienie. Być kosmitą, być kosmitą na na nana! :D
Pamiętam, że później pożyczyłem od Radka bańki i wypuszczałem je z dymem papierosowym. Dostrzegając po chwili ilość widzów poczułem się jak w cyrku! ;P
La Roux dawała czadu całkiem nieźle!
Natalie! <3
Nie chciałem opuszczać Selectora. Pojechaliśmy na chwilę do domu, podziękowaliśmy za gościnę... I udaliśmy się w kierunku stacji PKP. Najweselszy autobus jakim dano mi kiedykolwiek w życiu jechać.
Niektóre panny nie mogąc się doczekać porannej toalety ukazywały swe wdzięki na wprost Dworca Głównego w Krakowie! :D Czekałem na pociąg do Zielonej Góry kiedy zadzwoniła do mnie mama i spytała czy nie chciałbym odwiedzić rodziny w Rzeszowie. Pomyślałem, że wakacje tak naprawdę się dopiero zaczynają. Zmieniłem cel podróży, kierunek - Podkarpacie, ale o tym w następnej notce... :)