mieszkam w Warszawie

Minęło kilka sekund zanim w pełni pojawiło się okno edytora tekstu. Niepewnie uderzam w klawiaturę. Szukam czegoś na suficie, rozglądam na boki, kasuję uprzednio wpisany tekst. Mój mózg zaprząta milion rzeczy naraz. Od czego mógłbym zacząć...
Tutaj czas płynie zdecydowanie szybciej. Szybciej zachodzi słońce, krócej trwają imprezy. Szybciej odrasta zarost. Dłużej czeka się na zielone. Oczywiście mam na myśli sygnalizację świetlną.
Dziś minie około sześćdziesiąta noc, którą spędzę w swoim warszawskim mieszkaniu. Mam sympatycznych współlokatorów, dwie łazienki, dużą kuchnię i balkon, na którym kradniemy internet sąsiadom. Myśleliśmy nad kotem, ale jesteśmy ostatnimi osobami, które powinny mieć zwierzę. Kiedy do Ciebie piszę leżę w łóżku. Dopiero teraz (patrząc z perspektywy mamy) dostrzegam jak wielkim jestem bałaganiarzem. Już dawno po północy, a ja wciąż nie mogę zasnąć. Telefon milczy, nikt nie pisze i nie dzwoni. Zastanawiam się co robisz i jak Ci to wychodzi.
Cieszę się z przeprowadzki do stolicy, ale od momentu przyjazdu wciąż czegoś mi brak. Być może osoby, która znając moją przeszłość mogłaby ją razem ze mną powspominać. Dobrze, że jest tu Paula i Wojtek. Nie chcę poznawać nowych osób, oswajać (stając się przy tym za nich odpowiedzialny) i opowiadać o tym jak było kiedyś. Zresztą i tak nikt by mi nie uwierzył. To trzeba przeżyć, nam się udało, wiesz co mam na myśli. Chyba od zawsze lubiłem pisać, ale kiedyś miałem na to zdecydowanie więcej czasu. Historię, którą chciałbym przedstawić można by zekranizować. Reżyser dostałby Oscara choć w tym wypadku możliwe, że to Oscar dostałby reżysera.