relaks w Zielonej Górze & podsumowanie roku 2012

Przed wyprowadzeniem się z domu rodzinnego więcej rzeczy sprawiało mi radość. Po około 9 miesiącach od ostatniej wizyty w Zielonej Górze, czas świąt Bożego Narodzenia oraz silna tęsknota (do której także trzeba dorosnąć) za bliskimi skłoniły mnie do przyjazdu. Spacerując po starówce i przypominając sobie ulubione miejsca z dzieciństwa zrozumiałem, że zanika we mnie wrażliwość, a zamieniam się w gąbkę. Ciekawe czy w ostatniej fazie wyglądałbym jak SpongeBob.


Przepraszam - zapomniałem rozwinąć myśl. Czasami porównuję ludzi do gąbek. Siłą rzeczy chłoniemy otaczającą nas rzeczywistość. Niektórym wychodzi to na dobre. Inni nie potrafią pozbyć się brudu, który w sobie mają - pozostałości płynu do mycia naczyń czy żelu pod prysznic. Czas spędzony w Zielonej Górze wycisnął ze mnie dużo złości, zregenerował ciało i duszę. Odpocząłem od plastikowych uśmiechów i mało ciekawych historii jeszcze mniej ciekawych ludzi. Odetchnąłem świeższym powietrzem i spotkałem się z osobami, których tak dawno nie widziałem.


Kocham moje miasto między innymi za to, że nie trzeba się o nikogo potykać żeby zostać zauważonym. Poniżej pierwsze zdjęcie, na którym możecie zobaczyć jak wygląda moja mama. Jesteśmy do siebie podobni? Miłość do niej jest tak potężna, że nie potrafię tego opisać. To właśnie ona nauczyła mnie patrzeć ludziom (nie w kieszenie lecz) w dusze.


Długo zastanawiałem się w jaki sposób podsumować rok 2012. Niektórzy z powagą i odrobiną patosu przystępują do wyciągnięcia wniosków z ostatnich dwunastu miesięcy. Inni korzystają z facebookowej aplikacji upamiętniającej 20 najważniejszych momentów z życia, a ci trzeci wciąż przeżywają niemający miejsca koniec świata. Dziękuję Ci, że tu jesteś i podtrzymujesz wiarę w ludzi wśród, których umiejętność czytania nie jest na wymarciu. Dziękuję, że ciekawi Cię co piszę i wraz ze mną tworzysz tego bloga. Dziękuję wszystkim tym, którzy byli w momentach kiedy mnie już prawie nie było. Dziękuję mojej mamie, Pauli, Ani Schmidt, Monkowi Wu, Kindze Haczek, Adzie i Ali, mojej współlokatorce Kindze, Uli, Ewie Chmieli, Marlence Kępie, Hani Koczewskiej, Ali Walerjan, Roksanie Turkot-Hoffman, Alex Aleksandrze, Gabi Pacholarz, Adrianie Karo Zet, Kasi Pajdowskiej, Madzi Pietrusińskiej, Larciowi, Wojtkowi Hajdulowi, Maćkowi Moszyńskiemu, współlokatorowi Damianowi, Patrykowi, Pshemkowi Paszkowskiemu, Michaśkowi Sadowskiemu, Arturowi Kuklińskiemu, Lukasowi & Maksowi, Stasiowi Jezierskiemu, Matiemu, Erniemu i wszystkim tym, których nieświadomie pominąłem (a znając moje roztargnienie jestem przekonany, że tak się stało) za to, że wciąż pozostają wierni i niezmienni swoim zasadom. Marzę by rok 2013 nie pozwolił postawić pomiędzy którąś z tych osób, a mną muru nie do przebicia.


Dziękuję fotografom: Damianowi Milczarek, Bartkowi Szmigulskiemu, Lukowi Czajkowskiemu (vel Spalony Tost), Dorocie Deka, Magdzie Domagała, Tomaszowi Haczyk, Pawłowi Lewandowskiemu, Oldze Vestvalyevic, Monice Witowskiej, Filipowi Filipiak, Radochnie Śmigielskiej, Andżelice Fabiś & Lilianie. Bez Was nie miałbym portfolio, wyróżnieniem i czystą przyjemnością była praca z Wami!


Na koniec chciałbym podziękować osobom, które (nawet jeśli przez chwilę, dzień, tydzień, dwa czy sześć miesięcy) zdawały się być bliskie. Nie żałuję żadnego wypowiedzianego słowa ani żadnej chwili. Podsumowując rok 2012 uważam, że było to ciekawe doświadczenie. Egzamin dojrzałości, test wytrzymałości i trening osobowości. No i znów (podobnie jak w szkole) wszystko pozaliczane na 3+ :P


"I know exactly what I want and who I wanna be!"

gloryfikuję każdego czytającego & Michał Wiśniewski

Wiem, że powtarzam to do znudzenia, ale naprawdę doceniam fakt, że nie piszę tylko dla siebie. Doceniam każdą minutę poświęconą na przeczytanie wpisu, a także każdy komentarz (nawet ten, z którym nie zawsze się zgadzam). To dzięki Wam mam takie wyłupiaste oczy! :P Sprawiacie, że dostrzegam więcej. Największym komplementem są dla mnie podziękowania za to, że udało mi się wstrzelić w czyjeś serce i napisać dokładnie to co dana osoba w tym momencie czuje. Jestem przekonany, że wbrew pozorom wiele nas łączy.


Z reguły (we wpisach) nie chwalę się tym kto polubił mój fanpage na facebooku czy wysłał zaproszenie do znajomych. Kto śledzi na Instagramie czy obserwuje na Twitterze. Dlaczego? Każdego traktuję indywidualnie. Każde oczy, usta, palce i uszy są dla mnie tak samo bezcenne. Tutaj nie faworyzuję i staram się nie oceniać (choć czasem zbyt surowo subiektywnie podchodzę do niektórych tematów). Każdy jest tak samo ważny. Jeśli to czytasz to wiedz, że jesteś dla mnie ważny. Tym razem zrobię wyjątek...


Kilka dni temu spotkała mnie miła niespodzianka. Było kilka minut po 22:00... Zmęczony po ciężkim (fizycznie i psychicznie) dniu usiadłem przy komputerze. Przeglądając ulubione blogi, zahaczyłem o jeden z najbardziej znanych portali plotkarskich w Polsce. Przeczytałem, że Michał Wiśniewski oficjalnie zakończył działalność / współpracę z zespołem Ich Troje. Nie ufając "internetowemu brukowcowi", zaciekawiony dalszymi losami artysty, show - mana, postanowiłem wysłać mu na facebooku zaproszenie do grona znajomych. Minęło niecałe 5 minut od zamknięcia laptopa kiedy zadzwonił telefon, odebrałem. Ze zdziwieniem usłyszałem charakterystyczną chrypę w głosie. Zgadnij kto dzwonił?


Pomimo, że twórczości zespołu Ich Troje przestałem słuchać pod koniec szkoły podstawowej / na początku gimnazjum to wspomnienia pozostają. Pamiętam jak zbierałem kasety magnetofonowe (na które wydawałem całe kieszonkowe) czy uczyłem się tekstów piosenek na mini playback show (który nieskromnie pisząc później wygrałem)! :P Wyobraź sobie, że dzwoni do Ciebie ktoś na kogo (między innymi) muzyce się wychowałeś i mówi Ci, że jesteś pozytywnie zakręconą osobą i dziękuje Ci za to, że najzwyczajniej w świecie jesteś. Nie pamiętam co odpowiadałem. Głos Michała Wiśniewskiego stworzył retrospekcje kilku wspaniałych momentów z dzieciństwa. Link do wpisu gwiazdora o mnie: http://www.facebook.com/MichalChristianWisniewski/posts/512274258790743


"Kiedy się cze­goś prag­nie, wte­dy cały wszechświat sprzy­sięga się, byśmy mog­li spełnić nasze marzenie." To nieprawda, że marzenia nic nie kosztują. Prawdą jest, że na szczęściu nie wolno oszczędzać.

niech będą tacy jak kiedyś

Kilka dni temu wykładowca powiedział, że człowiek kształtuje swoją osobowość do dwudziestego piątego roku życia. Ponad połowa osób, którą poznałem ubiegłej jesieni zmieniła się nie do poznania. Na gorsze. Skąd tyle zazdrości, zawiści i nienawiści. Dlaczego opanowała ich hipokryzja i zakłamanie. Po ludziach, z którymi miałem najbliższe relacje zostało miłe wspomnienie. Ci zaś, z którymi kontakt ograniczał się do przypadkowych spotkań okazują się najmniej bulimicznymi duszami. Tęsknię za tymi, których już nie ma Nie żałuję żadnej, zawartej znajomości. Choć nie ukrywam, że niektórych wysłałbym do piekła. Dokładnie tam skąd przybyli.


To nie tak jak wszyscy myślą. Ile we mnie skumulowanej złości. Ostatnio często wybucham, kłócę się i (bardziej niż zwykle) jestem trudny do zniesienia. Rozkojarzony idę przed siebie, potykam się o równo ułożoną kostkę brukową, mylę kierunek i przez cały czas patrzę w prawo. Wyobraź sobie, że masz ochotę na plastry ananasa. Otwierasz lodówkę, znajdujesz całą, nieotwartą puszkę. Przeszukujesz szuflady, ale nie masz czym jej otworzyć. Wyobraź sobie, że chcesz zapalić. Wyjmujesz z kieszeni papierosa, wkładasz do ust. Chcesz go odpalić, ale nie masz ognia. Wyobraź sobie, że masz dużo miłości, ale nie masz komu jej dać.


‎"Nie gniewaj się na mnie, jeśli ci powiem, że na wspomnienie tej niewinności i prawdy płonie mi dusza, że obraz tej wierności i czułości prześladuje mnie wszędzie i że ja sam, jakby tym rozpalony, pragnę i tęsknię." - Johann Wolfgang von Goethe "Cierpienia młodego Wertera". Książka, która od kilku dni ze mną sypia.


Love when you're ready. Not when you're lonely. Some people feel the rain. Others just get wet. I don't hate you or anything, but if you were on fire and I had water, I'd drink it.

pochorobowo

Chyba od zawsze lubiłem krytykować i ingerować we własność intelektualną drugiego człowieka. Od dziecka poprawiałem niezrozumiałe ilustracje w książkach czy zmieniałem zakończenia opowiadań. Do intro dodawałem własne słowa, a w podstawówce śpiewałem bardziej po "angielskiemu" niż po angielsku. To ostatnie tłumaczyłem poprawą melodyjności utworu.


Stałem na zewnątrz. W powietrzu czuć było nadchodzącą zimę. Pisałem wiadomość. Było mi dziwnie cieplej. Opierałem się o mur. Odchyliłem całą sylwetkę, głowę pozostawiając przy ścianie. Paliłem papierosa, kolejnego tej nocy. I check my phone every 3 seconds hoping to get a text from you. You do the same thing.


Przez ostatnie tygodnie choroba nie odstępowała mnie na krok. Zaczęło się dość niewinnie, bo od zapalenia spojówek. Później był katar i gorączka. Skończyło się na anginie. Mój współlokator okazał się superbohaterem - zapewnił pomoc lekarską z antybiotykiem do domu, hektolitry zupy cebulowej czy mleko z czosnkiem i miodem. Nawet kotka widząc w jakim jestem stanie, nie budziła mnie nad ranem tylko cały tydzień spędziła razem ze mną w łóżku. Nie pamiętam kiedy ostatni raz było ze mną tak źle. Dziękuję Pauli (mojej Myszce) i Kindze Haczek za odwiedziny. Choć telefon nie dzwonił częściej niż dotychczas to wiele osób zaskoczyło mnie swoją troską i chęcią pomocy. Bardzo to doceniam, takie momenty zapadają w pamięć.


Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że otaczają mnie osoby, które w gimnazjum / liceum miały zachowanie naganne lub co najwyżej poprawne. To nieprawda, że przeciwieństwa się przyciągają - jesteśmy dokładnie tacy sami. Niewzorowi.


Pierwsza impreza od prawie dwóch tygodni. Moi wspaniali - Paula i Patrick. Z nimi imprezy zawsze są udane, a powroty do domu niezapomniane (lub niezapamiętane)! :-P Na zdjęciu niżej z Rooy'em - jedną z najbliższych mi osób w Warszawie. "W prawdziwej przyjaźni nie chodzi o to, żeby być nierozłącznym, tylko o to, żeby rozłąka nic nie zmieniała."

Drugi dzień nadrabiania melanżowych zaległości. Domówka u Lukasa i Maksa przy Placu Wilsona. Od lewej Matt, Oskar, Paula, ja i Patrick. Niekiedy potrzeba tygodnia, czasem miesiąca, a w ekstremalnych warunkach nawet dwóch lat żeby znów móc usiąść przy wspólnym stole. Nam się udało! :-)


Wszystko było w porządku. Wszystko z wyjątkiem sytuacji mającej miejsce ostatniej nocy. Zobaczyłem jak z zamkniętymi oczami gryzie przez koszulkę jego obojczyki.


nasycone kolory na płótnie życia

Siedziałem przy metalowym stole w kuchni, kiedy przez drzwi balkonowe wleciał olbrzymi smok ziejący ogniem. Nasycił barwy mojego świata zamkniętego w małym pokoju. Rozerwał ciało i dobierając się do serca, szponami podzielił je na trzy nierówne części. Uciekł.


Sesja zdjęciowa, której dwa owoce pracy możecie zobaczyć pomiędzy tym tekstem, nie powstałaby gdyby nie Ania W. (która załatwiła miejsce i swoim ciepłym uśmiechem wprawiała niewyspanych nas o dobry nastrój), Wojtek H. (który pomimo nie rozwijania swojej pasji jaką jest fotografia sprostał zadaniu w 100%) i Bazyl M. (który ma bardzo dobre wyczucie stylu i pomógł w doborze ubrań). Obiecajcie, że przynajmniej jeszcze raz stworzymy coś razem.



Pomimo dużej ilości znajomych, rzadko i przez krótki czas byłem dla kogoś na pierwszym miejscu. Nie czekam na zmiany, jestem zadowolony z otaczających mnie ludzi, których licząc na palcach jednej dłoni, uratowałbym podczas pożaru wywołanego przez wspomnianego wyżej smoka ziejącego ogniem.


Na fotografii wyżej Kinga (modelka agencji D'Vision Model Management). Dokładnie pamiętam 16 września 2011 - jesteś pierwszą osobą, którą poznałem przeprowadzając się do Warszawy. Dziękuję Ci, że pomimo wielu tygodni braku kontaktu, w tym toksycznym towarzystwie pozostajesz niezmienna i wierna swoim wartościom. Jestem dumny, że Cię znam i dziękuję za to, że jesteś. Nie znikaj.


Kiedy w końcu przejrzałem na oczy... Dostałem zapalenia spojówek. Nie przeszkodziło mi to w obiecanej, poważnej konwersacji na niepoważne tematy. Lubię video chat i miło mi, że ta forma kontaktu z czytelnikami i znajomymi cieszy się tak dużym powodzeniem. Niektórzy uważają to za dziecinne. Niektórzy nie rozumieją, że nie zmuszam ich do dialogu.


Powrót do szkoły okazał się mniej drastyczny niż się spodziewałem. Jeszcze nie chcę wakacji. Chcę ciebie. Ciebie i ciebie.

o śnie i czekoladzie

Około miesiąca temu miałem sen, w którym poznałem osobę bliską mojemu ideałowi zarówno wizualnie jak i pod względem sposobu bycia. Kilka dni temu moje marzenia zostały urzeczywistnione. Deja vu towarzyszyło mi przez cały wieczór, noc i poranek. Dziwne uczucie, kiedy przeżywasz coś dwa razy z dokładnie tą samą osobą, w taki sam sposób. Do trzech razy sztuka?


Pozostając przy tematyce snu, koszmary dopadają nas nie tylko przez jedzenie przed snem. Już nigdy nikt mi nie zabroni delektowania się ulubioną czekoladą przed pójściem spać. No może nikt z wyjątkiem Ewy Chmieli, chief executive officer agencji EC Management, z którą podjąłem współpracę.


"Życie składa się z rzadkich, oddzielonych momentów najwyższego znaczenia i nieskończonej liczby przerw pomiędzy tymi momentami. A ponieważ cienie tych momentów unoszą się w trakcie tych przerw nieustannie wokół nas, więc warto dla nich żyć." - Janusz Leon Wiśniewski

czy te usta mogą kłamać

Dla jednych sztuczny twór marketingowy, a dla drugich muzyczne objawienie. Bez względu na stosunek do jej osoby, w przeciągu kilku miesięcy zawładnęła rynkiem muzycznym i światem mody. Rozmarzony wzrok skierowany w stronę kamery, archiwalne zdjęcia, fragmenty kreskówek i stop klatki z nagrań telewizyjnych. Magnetyzująca uroda, ojciec milioner. Czy te usta mogą kłamać?


Mural (znajdujący się w Warszawie przy stacji Metro Politechnika) przedstawia Lanę Del Rey, która została twarzą damskiej kolekcji popularnej na całym świecie marki H&M. Nie będę oryginalny pisząc, że utwory artystki są mi bardzo bliskie - odnajduję w nich siebie. Chciałbym podziękować dwóm przepięknym paniom, które wzbogaciły moją duszę i zabrały mnie na event "Polacy z Werwą". Byłem tam i z niedowierzaniem oddawałem się hipnozie pod przewodnictwem panny Del Rey. Jedną ręką przecierałem oczy, w drugiej zaś trzymałem telefon by w choć najmniejszym stopniu zrekompensować nieobecnym brak możliwości przybycia.


Zaczęło się od spóźnienia, "nie znam się na czasie" to zdecydowanie mało powiedziane. Tuż przed wejściem do Opery Narodowej roiło się od znanych twarzy i paparazzi. Obowiązywał black tie dress code. Nieskrępowany sytuacją, podekscytowany wieczorem, w towarzystwie dwóch pięknych kobiet z dumą przekroczyłem próg Teatru Wielkiego.


Jako pierwszy wystąpił znany kompozytor, producent i pianista jazzowy - Leszek Możdżer. Jednak spowolnione bicie serca zaburzyła Monika Brodka śpiewając "Dancing Shoes" i "Varsovie". Ciekawa kolekcja Gosi Baczyńskiej inspirowana tragedią "Balladyna" Juliusza Słowackiego uświetniła galę na tuż przed koncertem gwiazdy zza oceanu.


Pomimo wielu negatywnych komentarzy dotyczących występu uważam, że Lana Del Rey była naprawdę wspaniała. Najwięcej wypowiadali się nieobecni dziennikarze portali plotkarskich, którym nie udało się pozyskać zaproszenia na wydarzenie. Być może jej głos na żywo nie powala na kolana pod względem warsztatu wokalnego, ale za to ciekawą barwą, prostotą i lekkością przyciąga uwagę tworząc magię show. Ponadto artystka zaśpiewała utworów siedem, a nie (jak podaje pudelek.pl) dwa.


Fragment "Born to Die" nagrany moim telefonem przyciągnął uwagę widzów z całego świata. Ponad 16 tysięcy wyświetleń, wysoki ranking głosowania i jeszcze więcej komentarzy.



Najprościej pisząc, później był bankiet. Dużo dobrego jedzenia i open bar. Spotkałem wielu znajomych, którzy sprawili, że impreza nie była tak sztywna jak się zapowiadała! :) Elegancja miejsca i stroje uczestników sprawiły, że czułem się jak na balu maturalnym.


Nie najkorzystniejsza fotografia w nie najdroższym outficie, ale pamiątka do szuflady jest. Na zdjęciu z Olą i panią Lidią Popiel, którą miałem zaszczyt i przyjemność poznać. Niesamowita osobowość, styl i klasa. Tuż obok pana Marcina Tyszki i Meizera, sesja zdjęciowa z panią Lidią jest moim modelingowym marzeniem.


Mam nadzieję, że jutro (w końcu) odczuję jej przesyt.

mój guru - Janusz Leon Wiśniewski (cytaty)

"Nikt nigdy nie całował i nie całuje moich nadgarstków. Od żadnej strony. Nikt oprócz ciebie dotychczas nie interesował się nawet przez sekundę moimi nadgarstkami. Kiedy się spotkamy pocałujesz je – prawda?"

"Przy czekaniu nie budzę się o 5 rano, rezygnując z najlepszych snów. Nie przychodzę także z tego powodu już o 7 do biura. Przy czekaniu mleko nie traci dla mnie smaku. Przy tęsknocie tak."


"A gdy już wrócę, to usiądę Ci na kolanach, oprę moje dłonie na Twoich ramionach i będę całować Twoją twarz. Kawałek po kawałku. Obiecaj mi, że mnie nie rozbierzesz, zanim skończę."

"Bo ja lubię do Ciebie pisać. Z różnych powodów. Między innymi dlatego, że chcę, żebyś wiedziała, że myślę o Tobie. To dość egoistyczna pobudka, ale nie mam zamiaru się jej wypierać. A myślę dużo i często. Właściwie myśli o Tobie towarzyszą mi w każdej sytuacji. I nie masz pojęcia, jak bardzo jest mi z tym dobrze. A przy okazji wymyślam różne rzeczy. Z którymi też przeważenie jest mi dobrze. Bo bardzo wysoko cenię fakt, że zaistniałaś w moim życiu. Ostatnio zresztą trudno używać słów takich jak „cenię”. Ostatnio czasami wydaje mi się, że słowa są za małe. Dlatego dziękuję Ci. Dziękuję Ci z całą powagą i nieuchronnym lekkim wzruszeniem za to, że jesteś. I że ja mogę być."



"Po­tem, przez następne miesiące wy­dawało mi się, że żyję za karę. Niena­widziłem po­ranków. Przy­pomi­nały mi, że noc ma swój ko­niec i trze­ba zno­wu radzić so­bie z myśla­mi."


kot zjadający serce podczas jazdy na rowerze

Kiedy przestałem ronić prawdziwe (jak i krokodyle) łzy, a ostatnia kropla przelała czarę goryczy, postanowiłem zdjąć koszulę Dejaniry. Onieśmielony poznawaniem nowych osób, szukałem podobieństw do poprzedniej miłości. Nie znalazłem. Dopiero wtedy zacząłem dostrzegać jej wady. Zrozumiałem, że przez cały ten czas, koniec związku był dla mnie tylko wmawianiem sobie, że to przejściowy etap jakim jest kilkudniowe rozstanie. I wiecie co? Często po zerwaniu (bez względu na to, która ze stron zwieńczyła związek) przypominamy sobie wszystkie dobre chwile. Stare wiadomości (kiedy jeszcze było dobrze), wspólne noce i wszystkie inside'y, które tylko wy dwoje rozumieliście. Napiszę więcej. Jeśli uważasz, że warto - walcz. Nie poddaj się. Każdy miewa chwile zawahań, nikt nie jest nieomylny. Dzisiaj ktoś mądry napisał, że lepiej żałować, że się coś zrobiło niż żyć z myślą, że jest już na to za późno. Jeśli pożegnanie było niepodważalne, pamiętaj, że na jednym człowieku świat się nie kończy, nieważne ile masz lat. Mam apetyt na zauroczenie. To piękne móc oddawać komuś swe noce. Na rozmowy, pocałunki, trzymanie się za dłonie, spanie w jednym łóżku, pod tą samą kołdrą. Widok nowej wiadomości nabiera zupełnie innego znaczenia. Kiedy ostatni raz ktoś obudził Cię pocałunkiem?



Oprócz zdrowia psychicznego, warto pamiętać także o fizycznym. Chciałbym przypomnieć wszystkim rowerzystom żeby mieli na uwadze wariatów, którzy nigdy nie powinni dostać prawa jazdy. Kilka dni temu miałem wypadek. Zachowujcie stosowną odległość od jadących obok (przed lub za Wami) samochodów i przestrzegajcie zasad ruchu drogowego. Patrzcie na znaki i sygnalizację świetlną. Pamiętajcie, że łamiąc przepisy, oprócz swojego, narażacie także życie innych osób.


Ciekawy jest świat z perspektywy oczu kota. Widać wszystkie kurze pod szafą czy łóżkiem. Każdą niedoskonałość źle ułożonych paneli. Pokój wydaje się większy. Byłbym nerwowym kotem. Przez całe życie (i osiem pozostałych) zastanawiałbym się dlaczego właściciele trzymają mnie w niewoli czterech ścian. Zazdrościłbym wszystkim dachowcom włóczącym się nocami po ulicach. Zwłaszcza tym z większych miast.














double party & Whitestock

Po piątkowo-sobotnich tańcach (urodzinach moich dobrych znajomych - Pshemko & Rooy'a, Rooy'a & Pshemko) miałem dość imprez na najbliższe dwa tygodnie. Powrót do domu nad ranem i popołudniowy ból głowy sprawiły, że odechciało mi się iść na planowaną od dawna Szkolną Dyskotekę w klubie Na Lato. Przeglądając zdjęcia z minionej balangi i odpoczywając po zarwanej tanecznie nocy, postanowiłem nie zostawać sam (w towarzystwie gorączki i kataru) w domu.


"Hey, I just met you and this is crazy!" :D


Na górze Marlenka i Rooy (solenizant), a na dole drugi solenizant (Pshemko) i ja.


Tematem przewodnim (sobotnio-niedzielnej) Szkolnej Dyskoteki były lata '90. Wydarzenie planowane na 20 osób rozrosło się do 900 uczestników potwierdzających swoją obecność. Hity ubiegłego wieku, za duże bluzy po starszym rodzeństwie, marynarki rodziców, włosy na żel czy kapcie na zmianę. Magazyn BRAVO jako tajna skarbnica wiedzy o seksie. Wszystkie te i wiele innych wspomnień miało (namacalnie) wrócić właśnie tej nocy. Tak też się stało. Pani Dyrektor (czyt. organizatorka) zadbała o napoje, jedzenie i świetnych DJów.


Przez cały czas sala była wypełniona po brzegi, a zmęczone tłumy, solidarnie, gromadziły się w kolejce do baru... Przepraszam, do stołówki!


Damian (jako Nick Carter z Backstreet Boys) i ja jako... Hmm, no właśnie. Nie wiem, podobno (przez włosy) przypominałem rozgwiazdę albo Hadesa z bajki "Hercules". Doda (za mną) przebrała się za (popularną ostatnimi czasy) Natalię Siwiec. Pani Dorotko, wtopa - nie są to lata '90!


Spotted! :)


Z niecierpliwością czekam na powtórkę, kolejną edycję imprezy. Wstaliśmy dość wcześnie. Spotkaliśmy się z Martą (organizatorką imprezy). Przeżywając objawienie bóstwa podczas obiadu w Bufecie Centralnym i rozważając na temat tego co jest najważniejsze w łóżku (odpowiedź: POŚCIEL) przypomniało mi się, że Damian (mój bardzo dobry kolega, a od kilku dni współlokator) zaproponował minionego wieczoru wyjazd do Białegostoku. Chęć zobaczenia tego miasta skłoniła mnie do...


Uwielbiam spontany. Czasem mam wrażenie, że decyzje podejmowane na chwilę przed danym wydarzeniem towarzyszą mi praktycznie od zawsze. Zwiedziłem miasto poznając jego uroki. Podlasie to naprawdę Zielone Płuca Polski. Pierwszy raz w życiu widziałem żubry! :) Odzyskałem siły witalne w Nefretete SPA (bardzo polecam) i wraz z Damianem spotkaliśmy się z moją dobrą koleżanką (jedną z ulubionych modelek) Hanią.


Zagorzałym katolikom wiernym kościołowi zapewniam, że nie jest to parodia odrestaurowania fresku (przez Cecilię Gimenez) z podobizną Jezusa. Podobno przypominam tutaj Toma z filmu "Sierociniec", niech tak zostanie! :)


Wystarczyły dwa dni na Podlasiu by wrócić do normalności. Do tej normalności, za którą zdecydowanie tęskniłem. Na nic nie czekam. Żyję teraźniejszością, chcę wykorzystywać każdy oddech. Patrzę w niebo nie martwiąc się po czym chodzę boso. Rafał Ozy Koejlo?


"Oh if tomorrow comes... I wanna waste my love on you like a pearl merchant :) I'm ready to learn what it tastes to burn. I'm gonna let you show me what it means to breathe fire (yeah yeah yeah)!"