jak można nie znać Kate Nash

Dzisiaj chciałbym wziąć pod lupę i przedstawić Wam moją idolkę, angielską piosenkarkę i autorkę tekstów - Kate Nash. Od około dwóch lat z wypiekami na policzkach czytam jej bloga, "lubię" fan page na facebooku, a także subskrybuję kanał na youtube'ie. Poza tym internauci (których zaraziłem jej twórczością) przysyłają mi znalezione w sieci artykuły i ciekawostki dotyczące artystki. Ogólnie... Jestem na bieżąco. Śledzę jej karierę muzyczną i sytuację w życiu prywatnym. Nieświadomie zmienia mój nastrój. Wpływa na samopoczucie, na to w jaki sposób piszę, o czym myślę. Rządzi moją mimiką. Jej utwory towarzyszą mi w drodze do szkoły czy podczas zakupów. Za każdym razem mam dreszcze i często wydaje mi się, że słyszę je po raz pierwszy. Ciągły niedosyt. W ubiegłym roku (podczas Heineken Open'er Festival) dostąpiłem tego zaszczytu i poznałem ją osobiście. Uruchomiłem wszystkie możliwe kontakty by choć na chwilę spotkać się z nią i zamienić przynajmniej dwa słowa. Udało się. Byłem mile zaskoczony jej otwartością, gadatliwością i pogodą ducha. Emanowało od niej ciepło. Przez moment bałem się, że potrzebna będzie interwencja sanitariuszy, bo z wrażenia zrobiło mi się (duszno i) słabo. Na szczęście obeszło się bez omdlenia. Pamiętam każdy fragment spotkania. Powiedziałem jej na ucho: "You're the nicest thing I've seen". Dostałem buziaka w policzek.


Polskie strony internetowe poświęcone artystce są bardzo okrojone. Wiele kluczowych informacji zostało pominiętych. Mniemam, że jest to spowodowane brakiem zainteresowania jej twórczością ze strony naszych rodaków. Szkoda, bo teksty panny Kate są (życiowo) trafne, uniwersalne i różnorodne. W jej twórczości odnajdą się zarówno osoby lubiące miłosne ballady (The Nicest Thing), fani skocznego i szybko wpadającego w ucho popu (Foundations, Mouthwash, Kiss That Grrrl lub Do-Wah-Doo), a także rockmani (I Just Love You More). Każdy z utworów to inna historia. Nigdy nie zastanawiałem się, którą z jej piosenek zaliczam do ulubionych. Największy sentyment mam do We Get On - był to pierwszy utwór (jej twórczości), który usłyszałem. Na bojowy nastrój polecam niesamowicie skoczny Shit Song. Mój iPod uwielbia Kate... :P Dobrą przyprawą do podanego na krążku dania jest brytyjski akcent wokalistki zwany Cockney. Na facebooku funkcjonuje strona licząca prawie półtora tysiąca fanów "Singing Kate Nash's songs in my fake british accent"! :)


Jej przygoda z muzyką zaczęła się w dzieciństwie kiedy to zaczęła stawiać pierwsze kroki w grze na fortepianie w Sandbach School. Dodatkowo uczyła się gry na gitarze, a później studiowała Teatrologię na BRIT School for Performing Arts and Technology w południowym Londynie. Brała udział w przesłuchaniach do Bristol Old Vic Theatre School, ale jej starania zostały odrzucone. Któregoś dnia spadła ze schodów w wyniku czego złamała nogę. Powrót do zdrowia był dla niej dość trudny, nie mogła chodzić. Mama (Maria Walsh Nash) kupiła jej gitarę elektryczną. Zmotywowało to młodą Kate do dokończenia starych i napisania nowych utworów, które znalazły się na jej pierwszym, debiutanckim krążku "Made of Bricks" (2007).


Fotografia wyżej przedstawia Kate Nash, która uciekła ze sceny i wbiła się w tłum fanów. Jako, że stałem w pierwszym rzędzie i w miarę szybko wyjąłem aparat (analogowy) udało mi się uwiecznić moment! :) Obecnie z niecierpliwością czekam na czerwiec i liczę, że uda mi się polecieć do Wielkiej Brytanii na przynajmniej jeden z jej koncertów. Najbardziej kusi mnie fakt, że w takich miastach jak Edinburgh, Glasgow, Leeds, Liverpool czy Manchester zagra i zaśpiewa po raz pierwszy utwory promujące jej trzeci album! Nie chciałbym przegapić tak ważnego dla mnie wydarzenia, premiery. Osoby zainteresowane wyjazdem proszę o kontakt! :)

3 komentarze:

  1. Tez bardzo lubię Kate Nash, zwłaszcza jej twórczość i żałuje ze nie mogłam jak do tej pory być na jej żadnym koncercie. Moze w przszlosci sie uda

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet bez uruchomienia kontaktów mi też udało zamienić się z nią dwa słowa przy podpisywaniu okładki płyty w namiocie :D Ale masz zdecydowanie ładniejsze zdjęcie z nią niż ja :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń