Kinga na okładce Avanti

Pozornie zwykły, ale bardzo miło spędzony dzień w towarzystwie dwojga ludzi. Jednej z najbliższych memu sercu osób - Kindze i wiecznie przebywającego poza granicami kraju koledze - Michale. Dzisiaj tysiące maturzystów odebrało wyniki egzaminów dojrzałości. Mam nadzieję, że dostaniecie się na wymarzone kierunki studiów - jeśli nie teraz to za rok lub dwa. Pamiętaj, że słabe punkty nie warunkują końca świata - szkoła jest tylko dodatkiem do Twojego sukcesu.

Spóźniony na spotkanie wbiegłem po drodze do sklepu żeby kupić najnowszy numer Avanti (tak, tak - "idziemy na zakupy"). Na okładce (setnego numeru) magazynu znalazł się nikt inny jak właśnie Kinga. Pozornie zwykła, nieszczególnie prestiżowa gazeta, ale moje serce wypełniła tak olbrzymia duma i radość jakbym to ja zaliczył swój pierwszy "cover". Chyba muszę się do tego przyzwyczajać! :)

Z Planu Be przenieśliśmy się do Szpulki. Cudowna, a wręcz idealna pogoda - wysoka temperatura, dużo promieni słonecznych i bezchmurne niebo. Stopniowo zapominam jak wyglądała pierwsza zima spędzona w Warszawie.

Na fotografii wyżej Michał / Mikael vel Arnold Schwarzenegger! :)

Moonflight & Cracki Records presents PUT YOUR MUSIC ON air for Fashion

22 czerwca (piątek) na warszawskiej Pradze Północ, a konkretniej terenie Teatru Konsekwentnego (była Wytwórnia Wódek Koneser), odbyło się "Moonflight & Cracki Records presents PUT YOUR MUSIC ON air for Fashion". Na kilka dni przed wydarzeniem, reżyser pokazu - Olga Vestvalyevic - napisała do mnie wiadomość z pytaniem czy nie byłbym zainteresowany wzięciem udziału w organizowanym przez nią przedsięwzięciu. Pełen obaw i dziesiątek pytań, postanowiłem zaryzykować i zgodziłem się.

Nie ukrywam, że nieco więcej pewności siebie nabrałem wraz z informacją, że podczas eventu będę dzielił wybieg z całą masą znajomych, np. Marią Kulesza, Kasią Pajdowska, Łukaszem Grzeszczak, Kamilem Siekierzyński, Lukiem Czajkowski (Tost), Kubą Franczyk czy Sebastianem Michałowski. Przygotowania trwały od rana. Z organizatorami i projektantami mieliśmy się spotkać o 11:00, a wyszło jak zwykle... Nie tylko ja nie znam się na czasie! 11:30 - obecni!


Przygotowania: przymiarki ciuchów, make up, choreografia, etc. Wszystko to (pozornie nic wielkiego) zajęło około 9 godzin. W przerwach chodziliśmy do sklepu żeby obalić mit o głodzeniu się przez osoby czynnie działające w modelingu. Niektórzy pili piwo, a inni nawet sześć! ;P


Na zdjęciu wyżej z "panią" Alicją z Międzynarodowego Studium Dziewulskich. Moja ulubienica w dziedzinie make upu i układania fryzury :D


Podobno wysokie czoło to oznaka mądrości. "Podobno!" :) Nie próbujcie powtarzać tej miny - sam nie wiem co "właściciel twarzy" miał wówczas na myśli.


Próba sceny końcowej pokazu kolekcji Damian "MADOX" Design. Projektant (przez pseudonim nie mylić z piosenkarzem) zaprezentował się z jak najlepszej strony. Podczas przymiarek pomógł mi dobrać odpowiednie spodnie (w dwie pary nie mogłem się dopiąć), a gdy ćwiczyliśmy chodzenie rozbawiał nas i traktując na luzie zachowywał pełen profesjonalizm.


I didn't slap you, I high fived your face! :)


Od prawej: Kasia, Kamil, Maria i ja.


Na widowni siedzieli moi bliscy. Nie ukrywam, że ciężko było mi na nich nie patrzeć. Pomimo wielu obaw (takich jak na przykład niekontrolowane wybuchy śmiechu) wykazałem się profesjonalizmem i nienaganną postawą CIAŁA! Nie garbiłem się i pewnym krokiem zostawiałem za sobą ślady poświadczające o dążeniu na przód. Światło reflektora skierowane bezpośrednio na mnie.


Chciałbym żeby moje życie było swojego rodzaju wybiegiem.

zagłosujesz lub nie

Cztery dni temu, siedząc w nocy przy komputerze, natrafiłem na konkurs, który przykuł moją uwagę. Kolejna edycja "Zostań Stylistą K MAG". Obejrzałem galerię, zamieszczone prace. Żadna z nich nie spodobała mi się na tyle żeby oddać na nią głos. Wygraną jest telefon i udział w sesji zdjęciowej, z której (nie ukrywam) byłbym bardzo szczęśliwy. Kilka lat temu rodzina, przyjaciele i internauci pomogli mi wygrać ogólnopolski konkurs "Zostań Twarzą Bravo" - pomimo wielu docinek (ze strony zazdrosnych hejterów), do dzisiaj miło wspominam współpracę z tym magazynem. Tym razem nie trzeba wysyłać drogich smsów. Więc o co chodzi? Wystarczy mieć konto na facebooku. Do końca konkursu zostały tylko 4 dni! Codziennie możecie oddawać na mnie po 2 głosy. Nie będę ukrywał, że nie lubiłem tego typu rywalizacji - uważałem ją za niesprawiedliwą. W rzeczywistości nie chodzi o to jaką stworzyłaś/eś stylizację tylko ile uzbierasz punktów. Plusem jest to, że z 10 osób mających największą sumę głosów, komisja (redaktor naczelny i dwie wybrane przez niego osoby) wyłoni zwycięzcę. Jeśli uważacie, że zasługuję na wygraną to proszę o Wasze wsparcie - Ciebie to nic nie kosztuje, a mi pomoże spełnić to małe marzenie. Bez Was nie dam rady... 2 głosy. Tylko 4 dni. Aż marzenia. Czas start. Pomożecie?


tutaj możesz oddać na mnie swój głos: http://apps.facebook.com/k-mag-stylizacje/static/detail/300

rola muzyki, sales, Euro 2012 i KORA (Maanam)

Kiedyś nie zdawałem sobie sprawy z tego jak ważną rolę pełni muzyka. Wieczory i noce (bardziej nieprzespane poranki) kojarzyłem ze spokojnymi utworami, które siłą rzeczy (metaforycznym tekstem i wzniosłą melodią) skłaniały do zadumy i refleksji. Nie mogłem pojąć w jaki sposób dobry humor w ciągu kilku minut zamienia się w nostalgię. Dzisiaj, z należytą starannością dobieram materiał, którego słucham. Nawet teraz - podczas pisania dla Was tego posta. Jeśli towarzyszą Wam złe emocje, a chcielibyście żeby ten stan jak najprędzej minął - turn off sad playlist. Wybierzcie utwory, które motywują Was do działania, posprzątajcie bałagan, idźcie na spacer lub poczytajcie kawały. Nie ma mowy o siedzeniu w jednym miejscu dłużej niż 2 minuty, to się nie opłaca.


Wczorajsze popołudnie spędziłem z moją przyjaciółką Kingą. Kawa, fastfood i... Zakupy. Po raz kolejny wydałem pieniądze, których już prawie nie mam, a jest dopiero połowa miesiąca. Jeśli napiszę, że będę oszczędzał na jedzeniu to dostanę zarzuty, że mam anoreksję. Jeszcze nie wiem w jaki sposób, ale ograniczę wydatki. Boziu ześlij pieniążka.


Jeśli jesteście ciekawi co udało mi się upolować to tak... Jasna, szeroka bluza z kapturem (rozmiar L) przeceniona z 99 na 60 zł. Spodnie jeanso podobne Skinny Low Waist za 79,90 zł (w końcu jakieś poniżej stówy) rozmiar 33/34. Prawdopodobnie są to najwęższe spodnie jakie do tej pory kupiłem. Ostatnia rzecz to buty. Co prawda mam już podobną parę, ale propozycja zakupu za 30 zamiast 199 zł to okazja, obok której nie mogłem przejść obojętnie. Po co to piszę? "Czytajcie między półkami!" :) Zbliża się kalendarzowe lato, sieciówki chcą się pozbyć kolekcji wiosennych. Przy okazji nie dajcie się nabrać, sprawdźcie czy zamazana cena nie była niższą od tej "po przecenie".


Pożegnałem się z Kingą i poszedłem na autobus. Euro 2012 przypomina mi trochę odbywające się raz do roku, w moim rodzinnym mieście, "Winobranie". Tańce, hulanki, swawola. Szkoda, że policja skupia się na spisywaniu nikomu szkodzącej młodzieży zamiast wziąć się za osoby dewastujące mienie publiczne i relacje z obcokrajowcami. Bójki, latające butelki i petardy rzucane pod nogi kibicom z innych krajów nie są dobrą wizytówką naszego kraju. Zapewne my, Polacy, nie chcielibyśmy być tak traktowani podczas pobytu na obczyźnie. Zdjęcie wyżej to zrzut ekranu, który zrobiłem dzięki kamerze zamieszczonej na Pałacu Kultury i Nauki. Strefa kibica. Wcześniej nie pomyślałbym, że zainteresuje mnie jakikolwiek mecz piłki nożnej. Po powrocie do domu znalazłem w internecie transmisję online (nie mam telewizora) i przyznam szczerze, że wrzeszczałem jakby to co najmniej moi bliscy biegali po boisku. Zdenerwowany nieuznaniem pierwszego gola (spalony), wkurzony przez wynik 1:0 dla Rosjan i przeszczęśliwy z bramki strzelonej przez Kubę Błaszczykowskiego. Zdjęcie niżej zostało zrobione w niedzielę (10 czerwca) podczas meczu Hiszpania - Włochy. Na fotografii z Alą! :*


Odbiegając od tematu piłki nożnej, a wracając do muzyki, chciałbym Was o coś spytać. Zdjęcie niżej przedstawia KORĘ (wokalistkę zepsołu Maanam) rozdającą autografy podczas Europejskich Targów Muzycznych, które odbyły się kilka miesięcy temu w Pałacu Kultury i Nauki. Przepraszam za jakość fotografii (telefon). Co sądzicie o wczorajszej nowinie, którą dostarczyły nam portale plotkarskie? Mam na myśli zatrzymanie KORY (zwanej obecnie Olgą J.), przez funkcjonariuszy policji, za posiadanie marihuany. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?




koncert JUNE i You Can Dance After Party

Czy jestem masochistą? Nie wiem z czego to wynika, ale zauważyłem, że mam tendencję do robienia wielu rzeczy na wskroś sobie. Przykład z ostatnich dni (a konkretniej 48 godzin). Nie lubię brać na siebie odpowiedzialności za całą grupę, a mimo to zobowiązałem się przygotować prezentację, raport wieńczący przeprowadzoną przez studentów ankietę. Po drugie - nienawidzę Excela (pozwólcie, że o tworzeniu baz danych w Accesie nie wspomnę). Ryzykowałem ocenami końcowymi każdego z osobna. Odpuściłem sen, a noc poprzedzającą zajęcia (Badania Rynku) poświęciłem na robienie wykresów i diagramów ilustrujących odpowiedzi ankietowanych. Na szczęście zdobyłem maksymalną liczbę punktów. Po 5 godzinach spędzonych na uczelni i zebraniu kolejnych wpisów do indeksu pojechałem do Złotych Tarasów. Ostatnio często tam bywam, tym razem powodem była obecność Ali, która przyjechała do nas z Zielonej Góry. Po powrocie do domu (standardowo) brak możliwości oderwania się od komputera skonsumował mój cały, wolny czas, który chciałem przeznaczyć na nadrobienie snu. Nie wyszło, szybki prysznic i jeszcze szybsza kolacja. Wybiła 20:00. Totalnie nie znam się na czasie - spóźniony jechałem tramwajem na koncert JUNE (+ Kayah, Ania Dąbrowska, Marcelina i inni).



Po godzinie od planowanego rozpoczęcia koncertu dojechałem na Pragę Północ, do klubu "Goryl we mgle". Nie będę kłamał - stereotypowe podejście do tej dzielnicy wzbudzało we mnie jakąś wewnętrzną niechęć, ale zaryzykowałem i nacisnąłem klamkę drzwi lokalu. Podałem imię i nazwisko, a (dość nieprzyjaźnie wyglądający) ochroniarz spytał ze zdziwieniem: "Przyszedł pan sam?" Nie wiedziałem, że dostałem zaproszenie dwuosobowe. Trudno. Pewnym krokiem wszedłem po schodach mijając wielu muzyków, managerów i masę charakterystycznych, alternatywnych osób. Pierwszą znajomą twarzą, którą spotkałem była Ania Dąbrowska. Przywitałem się i poszedłem do sali wypełnionej po brzegi publicznością. W takich chwilach dziękuję za to jaką mam budowę ciała i wzrost. Na fotografii wyżej zespół JUNE (Jan Smoczyński, Robert Cichy i Krzysztof Pacan) + Ania. Sorry za jakość.


Koncert dobiegł końca. Ocena... Myślę, że dostateczny z dużym plusem. Połączenie takich gatunków jak pop, funk i soul. W zależności od pojawiających się na scenie gości, wokale zmieniały postać utworu. Najprzyjemniejszym momentem był kwartet z Marceliną. Przyznaję, że nie znałem wcześniej tej wokalistki. Bardzo dobry głos i przyjemna aparycja. Publiczność zmierzała do wyjścia, a ja zatrzymałem się jeszcze przez chwilę żeby porozmawiać z Kayah, którą poznałem w listopadzie podczas gdy mój brat, Maciek Moszyński, był w The Voice of Poland. Wspaniała osoba. Nie znam zasad etyki fotorelacji dlatego postanowiłem nie robić zdjęć kiedy piosenkarka rozdawała autografy. Najpiękniejszym widokiem był moment kiedy podeszła do niej niepełnosprawna dziewczyna. Widziałem wiele dobrych uczynków czy zachowań, ale to w jaki sposób przywitała ją artystka przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Coś niesamowitego. Tyle ciepła i dobrego humoru. Niesamowita aura. Byłem mile zaskoczony kiedy Kayah powiedziała do mnie: "Pamiętasz jak na Ciebie mówiłam AVATAR?" No pewnie, że pamiętam pani Kasiu! :P


Wróciłem z Pragi Północ do Centrum. Pojechałem do Kingi i Damiana. Wypiliśmy po drinku, pobawiłem się z moim ulubionym kotem i zmieniłem outfit. Po ponad godzinie (około 1:00 w nocy) wybraliśmy się do Pałacu Kultury i Nauki gdzie na czwartym piętrze miało się odbyć You Can Dance After Party. Dużo celebrytów i fotoreporterów. Pomimo, że była to impreza wieńcząca kolejną edycję YCD to nie będę ukrywał, że panował dość drętwy nastrój. Na szczęście znalazło się kilka osób, z którymi można było potańczyć i porozmawiać. Atmosferę rozluźniali wygłupiający się uczestnicy programu.


Zwycięzcą ostatniej edycji You Can Dance jest mój znajomy z roku (studia) - Brian Poniatowski. Nie mogę wypowiadać się o nim jako o osobie, którą znam jakoś szczególnie dobrze, ale z całą pewnością cechuje go i wyróżnia skuteczne dążenie do wyznaczonego celu. Pokonał (choć to złe słowo) tysiące osób. Taniec jest trudną dziedziną. Po pierwsze jest to wysiłek fizyczny, a także (w przypadku udziału w programach jak You Can Dance) psychiczny. Jestem dumny, że znam takie osoby - są moją motywacją. Nie pozostaje mi nic innego jak trzymać mocne kciuki za Briana i jego karierę zawodową. Wiem, że wygrana w programie nie była jego życiowym celem lecz jednym ze stopni schodów na szczyt.

ombre

Wyjątkowo, mało interesujący i godny opisu weekend. Odzwyczajony od nudy, słucham hitów lat '80 i pochłaniam trzecią tabliczkę czekolady (to i tak za mało żeby przestano mi wmawiać anoreksję). Zaraz przejrzę notatki z wykładów (sporządzone przez osoby z roku) - w przyszłym tygodniu kolejne kolokwia. Zbliża się kalendarzowe lato, a mi jest coraz zimniej. Obawiam się, że ten chłód szybko nie ustanie. Zdjęcie wieńczy post i pozostawia znienawidzone przez wszystkich uczniów pytanie: "Co autor miał na myśli?"




maciej wachowiak / slutocasters & sushi

Nigdy nie kryłem podziwu kierowanego pod adresem ludzi ambitnych. Ludzi, którzy są faktycznie dobrzy w wykonywanym fachu. W czasach kiedy większa część społeczeństwa, na siłę pcha się w takie dziedziny jak fotografia, muzyka czy moda, sukcesem jest odnalezienie jednej z nielicznych małż posiadającą perłę. Osobę, której sylwetkę chciałbym dzisiaj przedstawić poznałem zupełnie przypadkowo, bo podczas imprezy sylwestrowej 2011/2012.


Po około sześciu miesiącach od ostatniego spotkania, napisał wiadomość z pytaniem czy mam dzisiaj chwilę czasu. Bez planów na (wolny od zajęć w szkole) piątek, umówiłem się z nim przy Złotych Tarasach. Maciej Wachowiak jest frontmanem grupy SLUTOCASTERS. Wymawia dziesięć słów w ciągu jednej sekundy, dowcipniś, a przede wszystkim dobry piosenkarz. Trudno określić barwę jego głosu, lubi eksperymentować tonacjami. Po przesłuchaniu kilku kawałków SLUTOCASTERS, możemy mieć wrażenie, że wokaliści zmieniają się w zależności od granego utworu - nic bardziej mylnego - to wciąż jedna i ta sama osoba. Zdążyliśmy zaledwie przekroczyć próg mojego pokoju kiedy po upływie kilku minut zaprzyjaźnił się z gitarą. Dwuosobowej publiczności (Kindze i mi) został zafundowany akustyczny koncert na żywo! Podobno wiele utworów było freestyle'ami, żałuję, że nie nagraliśmy video.


SLUTOCASTERS grają muzykę z pogranicza electroclash, synth-pop i electro. Skąd możemy kojarzyć nazwę bandu? Dzielili scenę z takimi "wyjadaczami" jak Skinny Patrini, Noisy Pig, Yummy Cake, Transformer, Cyberpunkers, REBEKA czy Last Robots, a także koncertują po całej Europie! Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zagrają także w moim rodzinnym mieście - Zielonej Górze... Po około godzinie przyjechał dostawca naszego obiadu! :)


Zachęcam do przesłuchania:



varsovie kebab

Nie przespałem kilku ostatnich nocy żeby nadrobić, "załatać" luki w nauce. Egzaminy wieńczące drugi semestr pierwszego roku studiów są podobno jednym z najtrudniejszych okresów w życiu każdego studenta. Litry wypitej kofeiny i tauryny, po 2 - 3 godziny snu i napięcie spowodowane niepewnością czy aby na pewno zdobyta w ciągu ostatniej nocy wiedza wystarczy by uniknąć poprawki we wrześniu. Przyzwyczajony do biegania z indeksem (w liceum też zbieraliśmy do nich wpisy od nauczycieli) mam za sobą naprawdę intensywny tydzień. W następnym czekają mnie już tylko kolokwia z wykładów. Pytania są testowe i na szczęście jednokrotnego wyboru. Trzymając się maksymy "niczego w życiu nie żałuję", przez weekend powinienem nadrobić opuszczone zajęcia, zrobić notatki wspomagające pracę mózgu oraz zapamiętywanie najważniejszych informacji i... Przypomnieć sobie wyliczanki z przedszkola - one nigdy nie zawodziły. Fotografię niżej wykonał (ostatnio pracujący z moją Kingą) Jacek Rękas - http://www.rekasjacek.pl Po lewej stronie widać fragment Wyższej Szkoły Promocji.

rafał jarząbek

Przede mną kilka miesięcy wakacji. Mam już plany na tegoroczne lato. Głównym celem jest znalezienie pracy. Po pierwsze chciałbym trochę odciążyć finansowo rodziców, a po drugie robić coś co pozwoli postawić krok do przodu w kierunku kariery zawodowej. Poza tym nie wyobrażam sobie nic nie robienia przez ponad 3 miesiące, może kiedyś, ale teraz tak nie potrafię. Mam w planach zakończyć przerwę, którą zafundowano mi w dziedzinie modelingu... Przypominam, że przez cały czas jestem otwarty na współpracę. Jeśli uważasz, że mógłbym przyczynić się do wzbogacenia Twojego portfolio - napisz. Nie ukrywam, że jest mi przykro z powodu kilku (naprawdę dobrych) fotografów, którzy (wobec mnie) cierpią na ciągły brak czasu. Mimo to, już niedługo, czekają mnie dobrze zapowiadające się sesje zdjęciowe. Polaroidy niżej wykonał Damian Milczarek - www.damianmilczarek.pl

rafał jarząbek
Jakiś czas temu poświęciłem fragment tekstu (końcówka posta) na napisanie o singlu Moniki Brodki - Varsovie (przyp. red. Burberry, wietrzenie stóp i Monika Brodka). Zachwycony nie szczędziłem pochwał: "Utwór ma szansę znaleźć się na zagranicznych listach przebojów." Niestety muszę cofnąć swoje słowa. Teledysk pogwałcił całą magię i czar piosenki, której słucham od kwietnia. Najczęściej odtwarzana na iPodzie. Dzień premiery oficjalnego teledysku - 30 maja 2012. Włączam, oglądam do połowy i uznaję to za niesmaczny (pomimo mnogości jedzenia w klipie) żart. Wpisuję tytuł utworu w wyszukiwarkę jeszcze raz. Wyskakuje dokładnie ten sam film, który przed chwilą oglądałem, opublikowany przez użytkownika "kayah". Leżę i nie wierzę. Momentami kadry są nie do zniesienia, brak przesłania (chyba, że produkcja z artystką na czele znają ukryty sens). Słowa utworu mają się nijak do klipu. Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie scenariusz. Liczyłem na coś spektakularnego. Po bardzo dobrej płycie "Granda" i oryginalnych teledyskach (np. "W pięciu smakach" czy "Krzyżówka dnia"), liczyłem na coś więcej niż ludzi jedzących truskawki lub kanapki, kota chodzącego po stole czy zabawy mąką. Przez tytuł utworu oczekiwałem, że zostanie pokazany kawałek Warszawy, więcej niż buda z kebabem. Myślałem, że góralka wprowadzi elementy folkloru, a wraz z (tym jakże optymistycznym) refrenem, wszyscy widzowie będą chcieli skakać z radości i wsiadać na rowery... Moment 1:10, "All I need is my bike", a ja widzę skacowanych ludzi.