życie jest jak ciasto

Pierwszy raz pisanie notki (niekorzystnie) wpłynęło na stan techniczny mojego komputera. Starałem się dostrzec zamglone, nieposkładane wyrazy na monitorze. Były niewyraźne. Myślałem, że to wina zakurzonych okularów korekcyjnych, których dawno nie zakładałem. Zacząłem przecierać ekran. Coraz mocniej i szybciej. Straciłem kilka pikseli. Okazało się, że zawiniły oczy. Pozornie zdrowe, jednak skumulowane niedopowiedzenia, smutek, złość i odchodząca tęsknota częściowo przesłoniły widok na świat. Rzadko używam chusteczek, zazwyczaj kupuję je dla innych.


Sześć miesięcy temu, spacerując po pięknym sadzie, znalazłem jabłko. Najbardziej zarumienione, soczyste, a przede wszystkim nietknięte. Zdecydowanie ładniejsze niż wszystkie te, pokazywane w reklamach. Nie chciałem go zjeść. Zachowywałem się jak upośledzony. Napawałem każdą chwilą spędzoną razem. Fotografowałem je. Nagrywałem krótkie filmiki z życia, stawiając owoc na pierwszym planie. Dlaczego nie zjadłem? Zapytasz. Nie potrafiłem. Umiałem, ale nie chciałem. Wyjmując ze szklarni, naraziłem moje jabłko na zgnicie. Obsiadły je robaki.


Wyjąłem ogryzek z kieszeni. Nie wiedziałem co z nim zrobić, urok owocu najzwyczajniej w świecie prysł. Sentyment nie pozwalał mi wyrzucić go do kosza. Postanowiłem upiec ciasto. [...] Kiepski ze mnie cukiernik. Zapewne bez pomocy przyjaciół i znajomych (którzy od kilku tygodni są przy mnie w tych najtrudniejszych momentach) wyszedłby zakalec. Wyjąłem ciemne pestki, które przypominały złe wspomnienia. Pokroiłem ogryzek na drobne kawałki i ubiłem młotkiem do tłuczenia mięsa. Rozładowałem agresję i wyrzuciłem z siebie wszystkie negatywne emocje. Pozostałości włożyłem w spód, zaraz nad masą. Tym razem zapomniałem o minimalizmie i ostatnie piętro deseru udekorowałem dziesiątkami wisienek. Nie odczuwam ich przesytu. Bardzo je lubię.


Nie minęło sporo czasu kiedy zapomniałem o jabłku. Nie odkrywając Ameryki, wyprzedzony przez Kopernika, że Ziemia kręci się wokół Słońca, wstałem spod jabłoni. Kierowałem się do furtki gdy nagle na moje rozczochrane włosy spadła gruszka. [...] Jeśli odnajdziesz swoje winogrono, nie zapomnij, że czasem warto je zjeść lub uzbierać ich więcej by zrobić wino. Nie zapomnij też, że latorośl posiada wiele kiści, a każda z nich wiele winogron.

nie rezygnuję z marzeń w oparciu o opinię innych

Nigdy nie uczyłem się profesjonalnie śpiewać. Rodzice wybrali za mnie taniec, później pochłonął mnie modeling i tak marzenie z dzieciństwa, o którym raczej wstydziłem się mówić głośno, poszło w niepamięć. Poznając naprawdę świetnych wokalistów, inspirowany legendami lat '80, '90 i tych współczesnych, zbudowałem w swojej głowie ścianę trudną do rozbiórki. Wraz z przeprowadzką do Warszawy postanowiłem skończyć z ograniczeniami. Zaprzestanie nic nie robienia (a zarazem na wskroś sobie) sprawiło, że nauczyłem się odporności na negatywne komentarze innych. Ludzie lubią głośno wytykać błędy tym, którzy się "wychylają". W takich sytuacjach najczęściej zawodzą znajomi, którzy pomimo rzadkiego kontaktu powinni być swojego rodzaju opoką i powinni być solidarni wraz z nami. Pamiętajcie, trzeba się wzajemnie wspierać, a uwagi w postaci dosadnej krytyki kierować nie na forum, a na osobności. Nie dawajcie pożywki hejterom chociaż ci (jak bardzo chamscy by nie byli) także miewają gorsze dni, także odczuwają smutek, a już na pewno nie chcieliby stać sami na wprost armii ludzi doszukujących się w nich błędów i wad. Zazwyczaj zawiść wynika z niedowartościowania lub zazdrości. Dając uśmiech - dostaniesz uśmiech, proste. Owszem, można się kierować regułą, że "jeśli już coś robisz to rób to dobrze", ale przecież każdy z nas od czegoś zaczynał. Nikt od razu po urodzeniu nie potrafił chodzić, nie wspominając o bieganiu.


Podobnie jak moje życie, nagranie ma dużo nieczystości. Ogromne podziękowania dla Asi, która pozyskała kontakt do Tomka i podziękowania dla Tomka za użyczenie mikrofonu, cierpliwość, a także (i przede wszystkim) za możliwość zrobienia kroku (tip topa) na przód. Byłem zestresowany, miałem tremę i pierwsze oznaki przeziębienia. Chciałem przezwyciężyć lęk przed mikrofonem - udało się. Następnym razem podejdę do tego zdecydowanie bardziej na luzie, skupię się na emisji głosu i w piosenkach anglojęzycznych popracuję nad akcentem.


Bez większej reklamy, w ciągu niecałych trzech dni, nagranie zostało wyświetlone 1 200 razy. Sprawiło to, że zostałem zauważony i dostałem ciekawą wiadomość, propozycję od http://www.artistprolist.com. Nie martwcie się, odmówiłem. Dziękuję za słowa uznania, które podniosły mnie na duchu i sprawiły, że utwór wciąż jest w sieci, a także dziękuję za konstruktywną krytykę. Wszystkie negatywne (ale uzasadnione) komentarze czy porady są motywacją do dalszej pracy. Wasza ocena jest dla mnie ważniejsza niż mogłoby się zdawać - gdybym chciał śpiewać dla samego siebie to dalej udawałbym, że słuchawka od prysznica jest mikrofonem... :P Pierwsze koty za płoty, potrzebuję Waszych porad i dużo, więcej i jeszcze więcej pozytywnej energii. Pamiętajcie - nie rezygnujemy z marzeń w oparciu o opinię innych.