relaks w Zielonej Górze & podsumowanie roku 2012

Przed wyprowadzeniem się z domu rodzinnego więcej rzeczy sprawiało mi radość. Po około 9 miesiącach od ostatniej wizyty w Zielonej Górze, czas świąt Bożego Narodzenia oraz silna tęsknota (do której także trzeba dorosnąć) za bliskimi skłoniły mnie do przyjazdu. Spacerując po starówce i przypominając sobie ulubione miejsca z dzieciństwa zrozumiałem, że zanika we mnie wrażliwość, a zamieniam się w gąbkę. Ciekawe czy w ostatniej fazie wyglądałbym jak SpongeBob.


Przepraszam - zapomniałem rozwinąć myśl. Czasami porównuję ludzi do gąbek. Siłą rzeczy chłoniemy otaczającą nas rzeczywistość. Niektórym wychodzi to na dobre. Inni nie potrafią pozbyć się brudu, który w sobie mają - pozostałości płynu do mycia naczyń czy żelu pod prysznic. Czas spędzony w Zielonej Górze wycisnął ze mnie dużo złości, zregenerował ciało i duszę. Odpocząłem od plastikowych uśmiechów i mało ciekawych historii jeszcze mniej ciekawych ludzi. Odetchnąłem świeższym powietrzem i spotkałem się z osobami, których tak dawno nie widziałem.


Kocham moje miasto między innymi za to, że nie trzeba się o nikogo potykać żeby zostać zauważonym. Poniżej pierwsze zdjęcie, na którym możecie zobaczyć jak wygląda moja mama. Jesteśmy do siebie podobni? Miłość do niej jest tak potężna, że nie potrafię tego opisać. To właśnie ona nauczyła mnie patrzeć ludziom (nie w kieszenie lecz) w dusze.


Długo zastanawiałem się w jaki sposób podsumować rok 2012. Niektórzy z powagą i odrobiną patosu przystępują do wyciągnięcia wniosków z ostatnich dwunastu miesięcy. Inni korzystają z facebookowej aplikacji upamiętniającej 20 najważniejszych momentów z życia, a ci trzeci wciąż przeżywają niemający miejsca koniec świata. Dziękuję Ci, że tu jesteś i podtrzymujesz wiarę w ludzi wśród, których umiejętność czytania nie jest na wymarciu. Dziękuję, że ciekawi Cię co piszę i wraz ze mną tworzysz tego bloga. Dziękuję wszystkim tym, którzy byli w momentach kiedy mnie już prawie nie było. Dziękuję mojej mamie, Pauli, Ani Schmidt, Monkowi Wu, Kindze Haczek, Adzie i Ali, mojej współlokatorce Kindze, Uli, Ewie Chmieli, Marlence Kępie, Hani Koczewskiej, Ali Walerjan, Roksanie Turkot-Hoffman, Alex Aleksandrze, Gabi Pacholarz, Adrianie Karo Zet, Kasi Pajdowskiej, Madzi Pietrusińskiej, Larciowi, Wojtkowi Hajdulowi, Maćkowi Moszyńskiemu, współlokatorowi Damianowi, Patrykowi, Pshemkowi Paszkowskiemu, Michaśkowi Sadowskiemu, Arturowi Kuklińskiemu, Lukasowi & Maksowi, Stasiowi Jezierskiemu, Matiemu, Erniemu i wszystkim tym, których nieświadomie pominąłem (a znając moje roztargnienie jestem przekonany, że tak się stało) za to, że wciąż pozostają wierni i niezmienni swoim zasadom. Marzę by rok 2013 nie pozwolił postawić pomiędzy którąś z tych osób, a mną muru nie do przebicia.


Dziękuję fotografom: Damianowi Milczarek, Bartkowi Szmigulskiemu, Lukowi Czajkowskiemu (vel Spalony Tost), Dorocie Deka, Magdzie Domagała, Tomaszowi Haczyk, Pawłowi Lewandowskiemu, Oldze Vestvalyevic, Monice Witowskiej, Filipowi Filipiak, Radochnie Śmigielskiej, Andżelice Fabiś & Lilianie. Bez Was nie miałbym portfolio, wyróżnieniem i czystą przyjemnością była praca z Wami!


Na koniec chciałbym podziękować osobom, które (nawet jeśli przez chwilę, dzień, tydzień, dwa czy sześć miesięcy) zdawały się być bliskie. Nie żałuję żadnego wypowiedzianego słowa ani żadnej chwili. Podsumowując rok 2012 uważam, że było to ciekawe doświadczenie. Egzamin dojrzałości, test wytrzymałości i trening osobowości. No i znów (podobnie jak w szkole) wszystko pozaliczane na 3+ :P


"I know exactly what I want and who I wanna be!"

gloryfikuję każdego czytającego & Michał Wiśniewski

Wiem, że powtarzam to do znudzenia, ale naprawdę doceniam fakt, że nie piszę tylko dla siebie. Doceniam każdą minutę poświęconą na przeczytanie wpisu, a także każdy komentarz (nawet ten, z którym nie zawsze się zgadzam). To dzięki Wam mam takie wyłupiaste oczy! :P Sprawiacie, że dostrzegam więcej. Największym komplementem są dla mnie podziękowania za to, że udało mi się wstrzelić w czyjeś serce i napisać dokładnie to co dana osoba w tym momencie czuje. Jestem przekonany, że wbrew pozorom wiele nas łączy.


Z reguły (we wpisach) nie chwalę się tym kto polubił mój fanpage na facebooku czy wysłał zaproszenie do znajomych. Kto śledzi na Instagramie czy obserwuje na Twitterze. Dlaczego? Każdego traktuję indywidualnie. Każde oczy, usta, palce i uszy są dla mnie tak samo bezcenne. Tutaj nie faworyzuję i staram się nie oceniać (choć czasem zbyt surowo subiektywnie podchodzę do niektórych tematów). Każdy jest tak samo ważny. Jeśli to czytasz to wiedz, że jesteś dla mnie ważny. Tym razem zrobię wyjątek...


Kilka dni temu spotkała mnie miła niespodzianka. Było kilka minut po 22:00... Zmęczony po ciężkim (fizycznie i psychicznie) dniu usiadłem przy komputerze. Przeglądając ulubione blogi, zahaczyłem o jeden z najbardziej znanych portali plotkarskich w Polsce. Przeczytałem, że Michał Wiśniewski oficjalnie zakończył działalność / współpracę z zespołem Ich Troje. Nie ufając "internetowemu brukowcowi", zaciekawiony dalszymi losami artysty, show - mana, postanowiłem wysłać mu na facebooku zaproszenie do grona znajomych. Minęło niecałe 5 minut od zamknięcia laptopa kiedy zadzwonił telefon, odebrałem. Ze zdziwieniem usłyszałem charakterystyczną chrypę w głosie. Zgadnij kto dzwonił?


Pomimo, że twórczości zespołu Ich Troje przestałem słuchać pod koniec szkoły podstawowej / na początku gimnazjum to wspomnienia pozostają. Pamiętam jak zbierałem kasety magnetofonowe (na które wydawałem całe kieszonkowe) czy uczyłem się tekstów piosenek na mini playback show (który nieskromnie pisząc później wygrałem)! :P Wyobraź sobie, że dzwoni do Ciebie ktoś na kogo (między innymi) muzyce się wychowałeś i mówi Ci, że jesteś pozytywnie zakręconą osobą i dziękuje Ci za to, że najzwyczajniej w świecie jesteś. Nie pamiętam co odpowiadałem. Głos Michała Wiśniewskiego stworzył retrospekcje kilku wspaniałych momentów z dzieciństwa. Link do wpisu gwiazdora o mnie: http://www.facebook.com/MichalChristianWisniewski/posts/512274258790743


"Kiedy się cze­goś prag­nie, wte­dy cały wszechświat sprzy­sięga się, byśmy mog­li spełnić nasze marzenie." To nieprawda, że marzenia nic nie kosztują. Prawdą jest, że na szczęściu nie wolno oszczędzać.