więcej niż cztery i pół minuty

Zdarza się, że nieznajomi lub nowo poznane osoby pytają dlaczego czuję się szczęśliwy. Pomimo prostoty pytania, odpowiedź na nie zabiera mi nieco więcej czasu. Wyzbyłem się wszelkich złych emocji skierowanych do drugiego człowieka. Czas leczy rany, a także jest potrzebny by wybaczyć te większe błędy. Trzeba umieć wybaczać. Obecnie na mojej drodze nie ma osoby, do której miałbym o coś żal. Nie mam wrogów. Między innymi dlatego czuję się szczęśliwy.


Istnieją dwa rodzaje zazdrości. Jedna to ta naganna – kiedy krytykujemy kogoś komu „wychodzi bardziej niż nam”. Druga polega na motywowaniu do działania. Zdrowa zazdrość to sztuka wcale nie taka trudna do opanowania. Cieszę się ze szczęścia wszystkich ludzi - zarówno bliskich jak i znajomych. Cieszę się z sukcesów naszych rodaków (sportowców, modelek / modeli, bloggerek / bloggerów, fotografów, muzyków et cetera), którzy odnoszą sukcesy na szczeblu ogólnopolskim i międzynarodowym. Cieszę się z tego, że np. agencja modelingowa, z którą już nie współpracuję odnosi sukcesy. Wszystkie te i inne rzeczy są dla mnie motywacją do działania. Uwielbiam dostrzegać ten błysk w oku drugiego człowieka. Zdecydowanie nierzadko miewam chwile, w których jestem dumny ze swojej narodowości.


Nad tym, że w życiu nic nie „musimy”, a „możemy” potrafię się roztkliwiać naprawdę długo. Mimo to, wstając dziś rano z wygrzanego (chłodem mojego ciała) łóżka zrozumiałem, że każdy z nas „musi” mieć powód, dla którego warto otwierać zaspane oczy.


Czasem odnoszę wrażenie, że większość osób, które znam cierpi na dziwny rodzaj depresji. Mało kto lubi się uśmiechać dla samego siebie. Większość robi to z grzeczności lub (nie do końca szczerze) chce wymusić uśmiech u drugiego człowieka. Z czego to wynika? Jedną z moich teorii jest nadmiar wolnego czasu i brak zajęcia, które wypełniłoby jego marnotrawienie. Druga – poczucie osamotnienia, potrzeba przynależności do drugiej osoby. Trzeciej teorii na szczęście nie mam, bo o nadużywaniu używek (co za dziwne sformułowanie) i uzależnieniach w dzisiejszym poście pisał nie będę.


„Zwracaj twarz ku słońcu, a nie będziesz widział cieni.” Lubię patrzeć w stronę słońca przez zamknięte oczy – zawsze wtedy mam wrażenie, że na kilka chwil przeniosłem się na inną planetę. Najlepiej na 326 - miejsce pobytu Małego Księcia :) „Nigdy nie jest dobrze tam, gdzie się jest.” (Antoine de Saint-Exupéry)


Ostatnie castingi dały mi naprawdę sporo do myślenia. Dopiero z perspektywy czasu, swoją postawę oceniam poniżej poprawnej. Na szczęście cały ulatniający się ze mnie zapał (w dziedzinie modelingu) powrócił podwójnie. Znów mam w sobie pokłady energii do działania! :D Zdrowo staram się nabrać masę, dzięki której już za kilka tygodni będzie można zobaczyć pierwsze efekty zarysu mięśni. Spełnił się mój sen – jestem w agencji, która zapewniła mojemu przyjacielowi naprawdę wspaniały kontrakt po drugiej stronie kuli ziemskiej. Teraz czas na mnie. Cztery i pół minuty, które wykorzystam w stu procentach! :)


Uwielbiam zapach (czasem wyimaginowanej) miłości przy świeżo rozwieszonym praniu. In my head you're already mine.

znak, że żyję

Po dwóch przeprowadzkach (w przeciągu dwóch tygodni) oraz nienudnych i obfitych w rozmaite perypetie feriach, powrót do szkoły okazał się strzałem w dziesiątkę, a zarazem najtrafniejszym z ostatnio poczynionych wyborów. Paskudną rdzę zalałem colą. Koniec bezproduktywnego spędzania wolnego czasu okazał się początkiem powrotu do słodkiej nienormalności, za którą zdecydowanie tak bardzo tęskniłem. Mam nadzieję, że w dzisiejszej notce, wszystkie osoby poznane na przełomie paru ostatnich miesięcy, nie będą się starały o nadinterpretację - szanujmy swoje zdrowie psychiczne.


Słyszałem, że aby skutecznie dążyć do celu nie warto zbyt często spoglądać pod nogi. Kika dni temu, czekając na autobus do domu, zamyśliłem się i zawiesiłem wzrok na kałuży. Zobaczyłem w niej odbicie jednej z gwiazd. Roztkliwiając się nad tym prowizorycznie zwyczajnym widokiem zrozumiałem, że nawet nie będąc z głową w chmurach i / lub startując z niższej pozycji, można dostrzec więcej, a smutek nie przeszkodzi w celowaniu wyżej. Rozumiesz co mam na myśli? Dobra, nieważne.


I'm a dick. I'm addicted to you.


Zdjęcie z ostatniej, walentynkowej edycji cyklicznej imprezy Szkolna Dyskoteka (od lewej "pani dyrektor" Marta Skandal Tuś, ja i "koleżanka ze starszej klasy" Monika). Tegoroczne Święto Kochania spędziłem w gronie osób, które ani przez chwilę nie dopuściły do mnie myśli, że istnieją jakiekolwiek wady bycia singlem! ;P Cieszę się, że nie muszę i nie uprawiam miłości za pieniądze. Cieszę się, że miłość, którą wyznaję nie jest do końca zdrowa. A przynajmniej wielu moich znajomych tak uważa. Fakt faktem, poliamoria, do której raczej nie powinienem się przyznawać, lubi komplikować skomplikowane relacje z jeszcze bardziej skomplikowanymi ludźmi.


Na zdjęciu wyżej w towarzystwie Marlenki Kępy - pani projektant, stylistki i blogerki, przy której każda minuta uwalnia we mnie pokłady endorfin i totalny brak możliwości opanowania śmiechu! :D Ubolewam nad faktem, że nie mieszkasz już w Warszawie - wracaj tu (z Larym) tak szybko jak to możliwe!


Monika Witowska... Tej pani zawdzięczam hektolitry herbaty, jeszcze więcej zupek w proszku i... Dwa pierwsze zdjęcia w tym poście! :) "Mam nadzieję, że jestem wart Twoich palców."


Nigdy nie potrafiłem stać na baczność.


Gym time with my cool roommate! :) Mógłbym napisać jeszcze kilka myśli, które przez ostatnie noce spędzają mi sen z powiek, ale ze względu na powrót do systematyczności w blogowaniu postanowiłem uciąć tekst w najmniej oczekiwanym momencie by w następnym wpisie móc spotkać się z Tobą i Tobą ponownie. Przede mną kilka ważnych projektów... Potrzebuję Waszego wsparcia, dziękuję, że jesteście.