keep your head up

Prawdopodobnie będzie to jeden z bardziej pesymistycznych postów na blogu. Chcąc oszczędzić "dokładki" tym czytelnikom, którzy są nie w sosie, nakłaniam do zamknięcia strony właśnie w tym momencie. Wytrwałym dziękuję za poświęcenie czasu i zachęcam do komentowania czy wciskania "lubię to" pod postem. Za każdym razem, kiedy wydaje mi się, że życie nie jest już w stanie niczym zaskoczyć... Nie, jednak zacznę od końca. Ostatnie dni to awersja do ludzi i jakieś trudne równanie pełne niewiadomych. Matematyk ze mnie kiepski, może dlatego rozwiązanie działania przychodzi tak mozolnie. Jedno jest pewne - potrzebuję korepetycji z uczuć. Wielu, wielu godzin... I dużo cierpliwości, uwagi i zrozumienia. Potrzebuję też nowych szkieł, bo prawdopodobnie te, które mam teraz na sobie są stare, dostrzegam coraz mniej.


Nieumiejętnie przeskoczę do drugiej myśli, z zupełnie innej (ale równie ważnej) beczki. Wiem, że obiecałem poinformować o następnych warsztatach, które będę miał przyjemność współprowadzić wraz ze stałą ekipą - Gają i Brianem. Chciałbym przeprosić za brak jakiejkolwiek wzmianki na temat wykładu. Jedynym argumentem jaki mam na swoją obronę był czas. Czas od kiedy dodałem ostatni post oraz ten, w którym dostałem cynk z prośbą o "powtórkę z rozrywki". Na fotografii danie główne czyli Brian, obok niego Gaja i z tyłu, na środku - ja (tak, wiem - wyglądam jak grzyb z Mario Bros) :P w towarzystwie uczniów I LO im. C.K. Norwida z Wyszkowa.


Jak dobrze, że (przynajmniej) pogoda sprzyja uśmiechom. Niekulturalni pod Pałacem Kultury. Pierwsze wspólne wyjście po chyba rekordowym czasie od ostatniego spotkania. Jak zawsze: fastfood, camembert z żurawiną, pierdyliard wspólnych zdjęć, piwo i wspomnienia - niezmiennie.


Po przeszło tygodniu wyjętym z życia wyciągnąłem kilka mniej lub bardziej trzeźwych wniosków. Zazwyczaj wszystko idzie po mojej myśli, ale od czasu do czasu warto "pożyczyć" dobre fluidy innym. Tak miało być, chociażby po to żebym później jeszcze bardziej doceniał jak wiele mam. Wyprany z emocji szukam suszarki, na której wyschnę i odświeżony wrócę do rzeczywistości. Refleksje są całkiem w porządku pod warunkiem, że zajmują fragment, a nie całe życie.


Zdjęcie wyżej pstryknęła Monika Witowska. Dziękuję za masę propozycji (wysyłanych przez formularz na stronie maxmodels) dotyczących wspólnych sesji. Proszę wybaczyć obsuwę, wracam do żywych i obiecuję odpowiedzieć na każdą wiadomość. Spotkajmy się jeszcze tutaj:

INSTAGRAM @rafalozy
TWITTER @rafalozy

w marcu nie tylko koty marcują

Pamiętam jak wczoraj moment, w którym założyłem bloga. Po wielu namowach, niespecjalnie przekonany do "publikowania życia" w Internecie, uległem presji otoczenia i zarejestrowałem się na photoblogu. Z czasem, poirytowany brakiem możliwości wrzucenia dłuższych przemyśleń czy kilku zdjęć w jednym wpisie, przeniosłem się tutaj i... Zagościłem na dobre. Co więcej, dodawanie postów czy wymiana komentarzy i poglądów z czytelnikami stało się moim niemałym uzależnieniem. Na zdjęciu jeden z domowników, ulubione miejsce do "szczekania" na (spotykające się na parapecie za oknem) gołębie.


Na pytanie: "Co słychać?" bez zastanowienia odpowiedziałbym: "Wszystko dobrze, jak zwykle." Jest jednak mała (dosłownie) rzecz, która od tygodnia komplikuje plany i zmienia nastrój co kilka minut. Jestem zdrów jak koń i na nic nie narzekam, ale od kilku dni... Wyżynają mi się "ósemki" czyli tak zwane "zęby mądrości". Nie wiem czym sobie zasłużyłem na to wyróżnienie w tak młodym wieku, ale najmniej lubianym osobom nie życzę bólu, który jest z tym związany. Starałem się znaleźć jakieś plusy sytuacji i chyba jedynym będzie wypad na weekend do rodzinnej Zielonej Góry :) Zmieniając temat na nieco przyjemniejszy, kilka dni temu, wraz ze wspaniałą ekipą Wyższej Szkoły Promocji, nagrywaliśmy spot dla jednego z banków. Chyba pierwszy raz w życiu (a może drugi) wcieliłem się w rolę aktora. Sceny, w których brałem udział (a nie było ich mało) :P nagrywaliśmy w greenboxie. Z niecierpliwością wyczekuję efektów finalnych naszej wielogodzinnej pracy. Atmosfera, zaangażowanie i dobry humor nie wykluczający profesjonalizmu to jedne z niewielu określeń, którymi podsumowałbym ten dzień. Podobało mi się do tego stopnia, że z chęcią przeszedłbym się w przyszłym tygodniu na jakieś castingi do reklam. Niżej wrzucam zajawkę, backstage, który uwiecznił kolega z roku - Dariusz Jaszczyński.


Po ostatnich dniach zadowalającej aktywności przed obiektywem, mam ochotę na więcej. Czas na odświeżenie portfolio. Wszystkich (fotografów i stylistki) korzystających z maxmodels i zainteresowanych współpracą, zapraszam do kontaktu - link do profilu CRUNCHER na maxmodels - klik. Dość długo byłem tam nieobecny, dlatego jutro zabieram się za zaległości w postaci odpowiedzi na zaległe wiadomości czy komentarze. Założyłem konto przeszło 5 lat temu kiedy portal dopiero raczkował więc wyprzedzając pytanie, nie pamiętam skąd wziął się pomysł na nick "cruncher" :) Niżej dzielę się dobrą, lekką i szybko wpadającą w ucho nutą, zasłyszaną w Funhousie (dzięki Damian). Suchar wieńczący post: Dlaczego Del Rey jest mokra? Bo Lana.