Polak w kontrowersyjnym klipie Trentemollera (+18)

Kilka miesięcy temu, wspominałem o dość tajemniczym, bo spontanicznym wyjeździe do Szwecji (wpis "w srebrzystym blasku Sztokholmu" - klik). Przypadkowo zauważony na YouTube'ie przez Trentmollera, podobno idealnie wpasowałem się w wymagania artysty co do sylwetki głównego bohatera. Reżyserowie z Daemon Film skontaktowali się ze wspaniałą Kirą Bunse, a ta następnie przekazała namiary na mnie. Zanim jednak podróż doszła do skutku, moja ówczesna agentka Paulina oraz producent, Daniel Wirtberg, przebrnęli przez wymianę masy wiadomości. Do porozumienia oraz obustronnej akceptacji warunków, doszło po nieco ponad tygodniu.


Trentemoller to od kilku lat jedna z najważniejszych postaci na scenie alternatywnej. Duński producent muzyczny, jeden z najpopularniejszych i najbardziej cenionych DJów na świecie, jest znany ze swoich psychodelicznych, elektronicznych brzmień.


W ubiegłym tygodniu, na stronie najpopularniejszego rankingu artystów i utworów - Billboard (link do artykułu - klik), miał premierę najnowszy teledysk Trentemollera do utworu "Deceive". Całość klipu jest utrzymana w mrocznej, wzbudzającej mieszane uczucia kompozycji. Motyw przewodni to popularny ostatnimi czasy (głównie w Polsce) temat "gender" oraz zacieranie się stereotypowych różnic pomiędzy kobiecością, a męskością. W nagraniu nie brakuje też nagości, a sam utwór wprowadza słuchacza w trans. Zahipnotyzowane modelki i modele mają na sobie ubrania szwedzkiego projektanta Henrika Vibskova. Główną postacią w klipie, jak już wyżej wspominałem... Jestem ja :)














Co sądzicie o owocach pracy, jest się czym pochwalić?



A tak na marginesie... Zostały ostatnie 4 dni możliwości oddawania głosów w plebiscycie Top Model. Głosowanie jest tylko jedno, na chwilę obecną głosów mam 0. Możliwe, że nie zasługuję, jednak jeśli ktoś z Was, stwierdzi, że powinienem pojawić się na gali finałowej programu (tak - obiecuję powiedzieć szybko jeden z wierszy), będę niesamowicie szczęśliwy. Nie zależy mi na udostępnianiu, zależy mi na tych kilku smsach...

sms o treści: TM40 
na nr: 7271

Jeśli macie dużo telefonów komórkowych w domu, wielu znajomych w szkole czy pracy - będę wdzięczny za realną mobilizację dotyczącą pomocy. Zostały ostatnie 4 dni... Oczywiście - jeśli uważacie, że zasługuję na tytuł Top Model internetu. Nie ukrywam, że nie zawracałbym gitary gdyby temat nie był dla mnie ważny, tak po prostu.

sms o treści: TM40
na nr: 7271

krwawy księżyc

Lubię wyzwania. Zdarza mi się pisać o tym co mnie nie interesuje, bo chcę, a nie dlatego, że muszę. Później proces twórczy przy tematach, które są mi bliższe, jest prostszy i daje podwójną przyjemność. To trudny sprawdzian i równie niełatwy orzech do zgryzienia by sprostać oczekiwaniom osób czytających. Bez względu na poziom intelektualny. Konkursy literackie są takie kształcące. "Siyo Nqoba, ingonyama. Ingonyama nengw' enamabala." A ja żyłem w nieświadomości i przekonaniu, że na początku utworu, uprawiają dźwiękonośladownictwo, tak się rozśpiewują.


W przypadku znużenia czy licznych błędów w tekście, proszę o wyrozumiałość. Piszę po dość przyjemnym weekendzie, zakrapianym etanolem i przede wszystkim spędzonym w gronie wspaniałych osób. Gdzie nas refleksje i nogi nie poniosły... Wbrew słuchom i może niekoniecznie prostemu stawianiu kroków, pamiętam każde zdanie oraz twarz, z którą zamieniłem choć słowo :) Warunki niekoniecznie sprzyjały poważnym tematom, ale z własnej, nieprzymuszonej woli (i pod przysięgą poufności, której nigdy nie nadwyrężyłem), pamiętam każdy wyraz. Dziękuję wszystkim za krótsze i dłuższe rozmowy i nie powiem, że nie liczę na częstsze spotkania. Bez względu na stopień zażyłości, ale w zależności od ochoty. Bez zobowiązań, tak łatwiej.



Dziękuję za masę dobrych fluidów, ciepłych słów i gratulacje. Członkostwo w Stajni Literackiej (przynależącej do SPP) to dopiero początek. Pierwszy szczebel długiej drabiny, prowadzącej na poddasze, którym jest dla mnie partycypacja w samym Stowarzyszenie Pisarzy Polskich. Żeby się tam znaleźć, (mam tego świadomość) czeka mnie jeszcze wiele miesięcy / lat nauki oraz równie dużo książek do przeczytania. Jednym z wymogów jest m. in. wydanie własnych dzieł. Moja przygoda ze światem literatury, pomimo niesłychanego tempa, dopiero się zaczyna. Jeśli mam być szczery (a jest to jedna z niewielu rzeczy, z którymi nie mam problemu), wolałbym nie przynależeć do żadnej elity literackiej, a być naprawdę dobrym, chętnie czytanym pisarzem. Lepiej tak niż odwrotnie ;) Wszystkim zainteresowanym chętnie pokażę jakieś dotychczasowe prace (a raczej próby pisarskie). Niestety, nie mogę pozwolić na ich ogólnodostępność, tzw. "widok publiczny", ze względu na np. udział w konkursach, pierwszeństwa publikacji w miesięcznikach poetyckich etc. Rozpisałem się jak grzesznik do spowiedzi, jeszcze raz - dziękuję. Poniżej zdjęcie sprzed kilku tygodni... Korzystając z programu graficznego, zawsze chciałem użyć tego efektu. Turniej Jednego Wiersza w ramach 120. urodzin Juliana Tuwima / Łódź '14.


Wysyłanie prac na XXVI Ogolnopolski Konkurs Poetycki im. Władysława Broniewskiego "O Liść Dębu", upływało wraz z dniem 15.09.2014. Prawdopodobnie jestem ostatnim uczestnikiem, od którego prace dotarły do rąk szanownej, literackiej komisji. Bo przecież gdybym zrobił to wcześniej - nie byłbym sobą. Wena to ciekawe zjawisko, które (podobnie jak miłość) zjawia się w najmniej oczekiwanym momencie.


A z twarzy taki niepozorny ;) Wiem, że test "ściema", ale wszyscy, którzy podobnie jak ja, chcieliby się dowartościować / rozwiązać 20 łamigłówek, mogą to zrobić tutaj: http://www.arealme.com/iq/pl/ PS Telefon przy komputerze, z włączonym własnym zdjęciem, ma na celu poparcie pierwszych słów tego (pitu, pitu) akapitu. Nie, zazwyczaj nie trzymam komórki z włączonym "selfie" przy wyświetlaczu laptopa.


Jakkolwiek pseudo dojrzale zabrzmi, chciałbym się podzielić pewną refleksją. Owszem, jestem bezczelny i owszem - zdarza mi się powiedzieć coś pod wpływem emocji. Chcę żyć w zgodzie ze światem. Bez zbędnego biadolenia, blizny na ciele, które są pamiątką po tym jak sam zostałem nieraz potraktowany, przypominają bym sam nikogo nie ranił. Tak, bez żadnego "melodramatu", po co krzywdzić? Żyjemy w nieświadomości, jak nawet jednym słowem, łatwo zmienić bieg czyjegoś życia. Kiedy to zrozumiałem, poczułem dość silną odpowiedzialność za swój aparat mowy.


Kiedyś, podczas zajęć w szkole, rektor omawiał formy reklamy w Internecie. Jedną z uwag we wnioskach, która trwale wypełniła jedną z moich szarych komórek, były bannery na stronach internetowych. Nie chcę wchodzić w szczegóły i chwalić, że pomimo włączonego AdBlocka znam ich rodzaje (wiem, właśnie to zrobiłem)... W każdym razie, biję do tego, że nachalność tego rodzaju reklam w sieci, sprawia, że nasz wzrok je omija, a umysł nie rejestruje. Przysłowia są trochę jak reklamy. Hasła, wraz z ich mnogością i częstym przypominaniem, przestają być interpretowane. Nie są wiarygodne. Nie zwraca się na nie uwagi, wypuszcza drugim uchem (lub innym narządem), a ich wydźwięk jest dla mózgu oklepany i tandetny (chciałem użyć innego słowa, ale nie chcę być starym maleńkim). Z wiekiem (celowo nie piszę, że z dojrzałością, bo określenie jest mi obce) zaczynam rozumieć sentencje, które wcześniej wydawały mi się po prostu głupie i nieprawdziwe. Też tak macie?


Jedyna krzywda, która tak naprawdę nie jest krzywdą, ale niektórzy mogą tak to odbierać, to moje preferencje kulinarne. Chociaż wiem, że zwierzęta też miały kiedyś rodziców lub rodzicami jednego z nich byli, lubię sobie od czasu do czasu zjeść jakiegoś porządnego świniaka, drób czy parówę z papieru toaletowego (mięso 50%, ale pewnie i tak mniej - etykiety kłamią). Dlatego też, kiedy widzę petycje by w knajpach, które serwują mięsne posiłki, zakazano ich i wprowadzono jedzonko wege, podpisuję się pod tym, że w knajpach wege, chcę móc wpierdolić sobie kaczkę. A już najbardziej o zażenowanie wprawiają mnie zagorzali naturożercy, którzy większą krzywdę niż konsumpcję zwierzątka, wyrządzają innym – siostrom i braciom z GATUNKU homo sapiens. Najpierw nauczyć się być człowiekiem dla drugiego człowieka, później można mówić z pełną gębą. This is it. #fotosynteza #patrzenie_przez_pryzmat


Pani Magdalena Węgrzynowicz - Plichta (której osobie z pewnością poświęcę dłuższą notkę), zainspirowała mnie do robienia serii zdjęć, tzw. "od ogółu do szczegółu". Poniżej moje pierwsze próby :)